niedziela, 8 grudnia 2013

Kunoichi team 10

Yeeah! Akcja powoli się rozkręca.=> ustawienia walk zmienione przeze mnie(ale nie wszystkie)

Walki trwały krótko. Jako pierwsza walczyła Kika i Gaara. Potem Neji i Lee, Hinata i Ino, Naruto i Sakura, Sasuke i Kankuro, Temari i chouji, Shikamaru i Shino, Yuzu i TenTen, Nina i ninja dźwięku(nie wiem jak się ci z Kiri nazywali) i na koniec dwóch shinobi dźwięku.
Dodatkowa walka toczyła się między Ino a Niną. Mimo zmęczenia Uchiha była w dobrej formie.
Ino chciała się zmierzyć z Sakurą(zgaduj zgadula o kogo xD).
Yamanaka zaczęła swoim jutsu przejęcia umysłu. Nina w mgnieniu oka pojawiła się za blondyną z aktywowanym sharinganem, przylkejając jej wybuchową notkę do kucyka(włosy a nie koń).
Po chwili zniknęła jej z pola widzenia i wykonała pieczęć uwolnienia. Notka wybuchła pozbawiając Ino włosów oraz przytomności.

Zwycięzcy: Gaara, Neji,Naruto,Kankuro,Temari,Shikamaru,Yuzu, Nina.
Zwycięzcy mieli czas na odpoczynek.
Trzeci etap miał się odbyć za dwa dni na arenie.
Kunoichi i loser(SasUke) wrócili do siebie. Byli na wpół szczęśliwi na wpół smutni. Szczęśliwi bo dwum się udało i smutni bo dwum się nie udało.
Dwa dni później nadeszła chwila,której genini się obawiali ale i wyczekiwali zarazem-ostatni etap egzaminu: brama do chwały i przepustka do nikąd=>czyli zdajesz albo nie.

Króciutkie wiem. Ale nie wychodzi mi za bardzo opisywanie walk więc opisałam tylko tę ostatnią.
Tak na poprawę humoru w ten zimny dzień :3

czwartek, 5 grudnia 2013

"Per aspera ad astra" 1

Chcę zaznaczyć że opowiadanie jest zupełnie zmyślone, nie ma związku z żadnym anime.
Gdy tylko otworzyła oczy, zobaczyła piękno, które dojrzewa każdej nocy, aby rozbłysnąć swym blaskiem-wschód słońca. Ta ranna gwiazda była zwiastunem nowego dnia.
Przeciągnęła się, wstała i wykonała poranną toaletę.
Ten dzień był inny od pozostałych, które nie zostawiały śladu swego bytu w jej zaprzątniętej pierdołami pamięci.
Nie było jeszcze 7 rano, a ona już wyszła z domu. Ten dzień z pewnością zaliczał się do tych wyjątkowych.
Nogi poniosły tam gdzie dawno nie była. Zachwycała się świeżym zapachem drzew, świergotem ptaków…
Dotarła do małej polanki. Przetarła oczy. Nigdy tu nie była. Gdy była mała codziennie chodziła do lasu z rodzicami, a teraz… wszystko się zmieniło.
Na tę myśl jej serce przeszył dreszcz. Szybko jednak otrząsnęła się.
To co było nie wróci choćbyś nie wiem jak tego chciał-przypomniała sobie słowa z czytanej ostatnio książki.
Jej kruczoczarne długie do pasa włosy rozwiał wiatr potęgując uczucie chłodu o poranku. Jej zieloną sukienkę powoli ozdabiały pierwsze promienie nowego dnia.
Poszła ścieżką, która była przed nią. Na jej końcu znajdowała się jakby pieczara, coś na kształt przejścia, jaskini… Nie potrafiła tego opisać.
Podeszła do tego miejsca jak zahipnotyzowana, kiedy usłyszała miauczenie.
Z zarośli polnej polanki wyszedł mały kotek, był cały czarny z białymi wąsikami.
-Zgubiłeś się mały?- zapytała go. On miauknął jej w odpowiedzi i zaczął mruczeć.-wezmę cię do domu. Od dziś będę twoją mamą.
Zaniosła go do domu, podała mu mleko.
Spojrzała w lustro. Jej jasnoniebieskie oczy kontrastowały z jej włosami niczym dzień i noc.
Wzięła z półki książkę „ Alchemik” Paul’a Coelho, wyszła na taras i zagłębiła się w lekturze.
Początek był mało interesujący, ale wędrując po kolejnych stronach powieści odkrywała kolejny tajemniczy dla niej świat.
Ze świadomością że jest sobota wczytała się tak, że gdy skończyła była już prawie siedemnasta.
Przeciągnęła się, a jej nowy towarzysz wgramolił jej się na kolana.
-Nazwę cię…- zamyśliła się szukając dobrej nazwy- Aru!- klasnęła w dłonie i przytuliła kotka. Ten po chwili pieszczoty zaczął się łasić i mruczeć.
Z domu wyszedł ojciec dziewczyny.
- Mizu, gdzie byłaś cały dzień?- zapytał.
- Czytałam książkę na tarasie, tato. Nie mów że tego nie zauważyłeś.-fuknęła.
Jej ojciec, Taru Watabe był szefem w dużej firmie komputerowej. Miał dwie córki: Mizu i Oriko.
Choć obie były już w gimnazjum, to nadal miały głowę gdzieś hen daleko w chmurach.
Były niemal identyczne, co nie jest niczym niezwykłym przy bliźniakach jednojajowych. Różnił je tylko kolor oczu- Mizu miała błękitne po matce, a Oriko brązowe po ojcu.
Były wesołe i beztroskie niczym kilkuletnie dzieci, dla których dzień jest tylko nowym czasem na zabawę i wygłupy.
Obie miały dobre oceny- choć dążyły do perfekcji to jeszcze jej nie osiągnęły i chyba nigdy im się to nie uda.

Nikt nie jest idealny…

czwartek, 28 listopada 2013

Kunoichi team 9


Obudzili się koło południa.
Sasuke odrazu poczłapał do Niny. Zdziwił się że nogi niosą go akurat tam. Zwykle rano ćwiczył podstawowe ruchy. A dziś...
Sam nie wiedział co o tym myśleć. Był jej wujkiem.
Czyli jego brat nie był taki święty i zerżnął jakąś paniusie na boku. Zaśmiał się gdy sobie to uświadomił.
Doszedł do celu. One już nie spały i robiły gimnastykę poranną.
Spojrzał na nie. Żadna nie była zaskoczona tym że do nich przyszedł.
-Dzień dobry Sasuke- przywitała go bratanica. Choć był od niej tylko 2 lata starszy to traktowała go z szacunkiem.
-Dzień dobry-odpowiedział lekko speszony. Przyzwyczaił się że przez lata był sam i zawsze witała go pustka i głucha cisza.
A teraz... radował się w duchu z tego, co ma.
Zrobili wspólnie śniadanie, które się lekko sfajczyło przez kłótnie co podać do kanapek: ogórka czy pomidora. Ale i tak to zjedli.
W lepszym humorze mijały dni,aż nadszedł czas na egzamin na chuunina.
Wszystkie drużyny były na czas w sali, gdzie miała się odbyć pisema część. Szybko poszło(tak jak w anime).
Drugą częścią był las śmierci. Nina uaktywniła rodowe kekkei genkai drugiego stopnia. Pozbyła się z drużyną dzięki temu shinobi z
wioski dźwięku. Zabrały im zwoje które zdobyli. Dotarły do wieży jako druga drużyna-pierwszą była z Suny.
Kika cały czas gapiła się na Gaare.
-Kika przestań!-Yuzu zdzieliła koleżanke po głowie.
-To już nie można się gapić na kogoś bez opamiętania?"znam go ale nie wiem skąd"-pomyślała.
-Nie-odpowiedziała.
***
W takiej atmosferze minęło kilka godzin i zaczęły się schodzić inne drużyny.
Drużyna no Sabaku(Gaara,Temari i Kankuro) poszła do innego pomieszczenia gdy kłótnia dziewczyn dopiero się zaczęła.
Następnego dnia, gdy wszystkie ocalałe drużyny dotarły, rozpoczeła się część finałowa drugiego etapu- walka jeden na jeden.
Ponieważ była nieparzysta liczba geninów, to ustalono dodatkową walkę między dwoma geninami, wybranymi (jak reszta walk)
drogą losowania.
Sarutobi wygłosił jakże barwną przemowę po czym rozpoczęła się walka na być i nie być.

Next w .... grudniu!!


-----> mmmmm....

czwartek, 21 listopada 2013

kunoichi team 8

8.Wyszła ze szpitala następnego dnia,czego nie można powiedzieć o Sakurze.
Jej stan twarzy nie pozwalał na ukazanie się opinii publicznej(czyt. Ino).
Kunoichi wróciły do siebie razem z Uchihą, zostawiając Kakashiego i Naruto w budce z ramen.
-Itachi...-kontynuowała Uchiha gdy już dotarli do rezydencji-jest moim ojcem-wyszeptała.-znam go odkąd ukończyłam 5
lat,wcześniej opiekowała się mną rodzina która mnie znalazła. Trenował mnie na zabójcę, czego na początku nie wiedziałam.
Rzadko mnie chwalił. Skupiał się na rygorze. Podobno jego ojciec go chwalił a ciebie, Sasuke, mieszał z błotem.
Byłeś jego cieniem.
Sasuke mimowolnie zacisnął pięści przypominając sobie te zdarzenia.
-Moja matka-mówiła dalej-podobno zmarła przy porodzie...Mam mało szczęśliwych wspomnień.-schowała twarz w dłonie,
dając tym sygnał, aby on zabrał głos.
Ta krótka z pozoru wypowiedź zawierała tyle istotnych dla niego faktów, że przez dłuższą chwile sie nie odzywał.
-To prawda, byłem jego cieniem.Czułem sie jak popychadło. Ale teraz ćwiczę i jestem silniejszy-na dowód wyprężył muskuły.
Jednak nie były one zbyt okazałe-on zawsze był we wszystkim lepszy...istny geniusz.-Zakończył na tym.
Resztę wiedziały. Według Niny Itachi był narcyzem z wypaczonym umysłem. Jego ego przekraczało jakiekolwiek skale.
Był świetnym nauczycielem, lecz ojcem marnym.
- Gdy się zorientowałam na kogo mnie szkoli, to uciekłam. Gdyby wtedy sensei mnie nie znalazła, to pewnie już bym nie
żyła albo by mnie torturował za nieposłuszeństwo...Uciekłam od niego, choć wiedziałam że był mi najbliższą rodziną.
Dowiedziawszy się że ma młodszego brata postanowiłam go odnaleźć.
Tego dnia był czas zwierzeń. Powiedzieli sobie wszystko co mieli do powiedzenia. A było tego sporo.
Tymczasem Naru i Kaka zjedli swoje posiłki i poszli w stronę swoich spraw.

środa, 20 listopada 2013

kunoichi team 7

7.
Gdy się obudziła była w szpitalu. Wzięła głęboki oddech zdziwiona,że może to zrobić.
Obok jej łóżka spała jej sensei, a na sąsiednim łóżku leżała nieprzytomna sprawczyni jej stanu.
Chwilę potem do sali wszedł jak zwykle głośny Naruto,cichy Sasuke i Kakashi z jakąś czekoladą(tak,z Biedronki ^^).
-Nina, wiesz co się stało?!-wrzeszczał Naru.
-Skąd mam wiedzieć?-wyszeptała.
-Kika i Yuzu pobiły Sakure za to co ci zrobiła! Musieliśmy je siłą odciągać żeby nie doszło do morderstwa!
Kira wybudziła się ze snu.
-Jak się czujesz?-zapytała. Poszkodowana w odpowiedzi zaczęła szlochać i schowała twarz w dłonie.
-Co jej jest?-zapytał Uchiha.
-Wymordowano jej bliskich. Od tej pory boi się że ją też zabiją...-powiedziała sensei.
-Ale ta dziewczyna nie jest z nimi-powiedział Sasek-więc czemu ona...? Zapytam jej jakl się obudzi.
-Chętnie posłucham-wyszeptała Nina-przecież nic jej nie zrobiłam...
******
Wieczorem wielkoczoła ocknęła się. Odpowiedziała swej miłości o motywie swego czynu,szczęśliwa żźe wreszcie z nią gada.
On w odpowiedzi dał jej soczystego liścia w zapuchniętą twarz.
-Coś ty se myślała? Jesteś TYLKO towarzyszką z drużyny. Nie wpieprzaj się w moje życie! o nie ręczę za siebie...-wycedził.
Nina patrzyła na to ze łzami w oczach.
-Dlaczego jej bronisz? Znasz ją dopiero kilka dni!-fuknęła landryna.
-Bo ciebie nie zamierzam. Nina jest... znajomą mego brata, którego chcę zabić.
-Itachi jest...-zaczęła Uchiha, tknięta tym co właśnie powiedział.

Co się wydarzy? Jakie info o Itachim było przez lata tajemnicą?

poniedziałek, 18 listopada 2013

Każdy...

Nie jest to nowa notka, ale coś co napisałam pod wpływem chwili...ale następnym razem dodam nocię ^^

Każdy jest dla każdego w jakimś stopniu obcy. Ale i każdy podobny. Każdy ma swoje tajemnice. Nigdy nie dowiesz się o każdym wszystkiego. Zaufanie jest ważne, ale nie każdy na nie zasługuje. Każdy jest inny. Każdy postrzega świat inaczej. Każdy na swój sposób.
Czy można postrzegać świat jak inna osoba?
Każdy dzierży swój los.Każdy na coś zasługuje.
Każdy coś ma,
Każdemu czegoś brakuje.

Każdy czegoś chce...
Każdy ma kogoś kogo nienawidzi.

Jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoje emocje, każdy inne. One kierują nami niczym instynkt.


To tyle. Moje przemyślenia tak od czapy


wtorek, 12 listopada 2013

Kunoichi team 6 [*]

Ku pamięci Keshi ;((11.11.13)


Na włosach miał czarne doczepione kocie uszy z dzwoneczkami, które odzywały się przy poruszeniu głową.
Miał też domalowane czarnym mazakiem wąsy i kropkę na czubku nosa. Maskę miał założoną tylko pod nosem.
Na policzkach oprócz kocich wąsów miał różowy puder. Na szyi wisiała kokarda pod kolor pudru.
-Co to jest?!-wrzasnął znów, a one znów się zaśmiały.
-Sensei...co tu się dzieje?-zapytał Uchiha bardziej przejęty samą obecnością szarowłosego niż jego wyglądem w obecnej chwili.
-Ich pytaj!-odpowiedział zarzenowany-czy to da się zmyć?!-jego twarz przypominała kolorem malinę.
-Kilka dni szorowania i powinno się zmyć-odpowiedziała Kira.
-Co? Kilka dni? Powinno? Skąd to wiesz? Ukartowałaś to z NIMI?!-palcem wskazał na wciąż śmiejące się dziewczyny.
-Nie. Kiedyś zrobiły mi podobny...kawał i dlatego wiem... ale ja miałam ten flamaster na całej twarzy. Pomogę ci to zmyć-spojrzała na Kike i Yuzu- a z wami zaraz się policze!
****
Kazała im zapitalać(biec) 5 okrążeń wokół wioski bez śniadania, sama je jedząc z Sasuke, Niną i bratem(który już zdjąśł uszka i miał maskę tam gdzie zawsze).
Padły na mecie.
Reszta zadowolona z takiego obrotu sprawy jak i z posiłku powlokła je na pole treningowe, gdzie czekali już Sakura i Naruto.
Zaczął się trening drużyny 7.
Sakura obmyśliła poprzedniego dnia plan jak pozbyć się Niny i zamierzała zaraz wcielić go w życie.
Zrobiła klona, który gdy nikt nie patrzył zabrał Nine nad rzeke nieopodal w celu obgadania czegoś na osobności.
Gdy tylko stanęły nad brzegiem klon wrzucił ją do wody i nie pozwolił jej się wynurzyć.
Zanim klon zniknął pojawiła się Kira. Spostrzegła Sakurę zanim ta zdarzyła się schować w krzaki.
Wyciągnęła Ninę z wody.
Zaraz zbiegło się całe towarzystwo(wiadomo o kogo chodzi^^) z Sakurą na czele.
Nina miała płytki oddech...

Kakaś w swoim odjazdowym przebraniu



poniedziałek, 4 listopada 2013

kunoichi team 5

TO JUŻ(A MOŻE DOPIERO?) 40 NOTKA ^^

Tej nocy po powrocie ani ona ani on nie mogli zasnąć.
Wyszli, aby spotkać się przy pomniku zasłużonych w blasku księżyca.
Szli ku sobie patrząc na siebie jakby widzieli się pierwszy raz.
-Co tu robisz?-zapytał.
-A ty?-odpowiedziała.
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Zawsze jak nie mogę zasnąć to idę na nocny spacer. Nie umiem usiedzieć w miejscu, nie potrafię...
-Ja przychodzę tu codziennie na kilka godzin.-wskazał na pomnik-tu jest wyryte imię i nazwisko mojego przyjaciela.
-Nie rozumiem, ale nic do tego nie mam, bracie. Może mały sparring?-zaproponowała. On uniósł brew w geście zdziwienia, lecz po chwili się uśmiechnął.
-Dobra, mamy całą noc.
Zaczęła rasenganem połączonym z chidori oraz kage bushin. Podpatrzyła to od Niny. To był jej talent: mimo braku kekkei genkai potrafiła skopiować niemal każde jutrsu ze 100%-ową dokładnością.
On odpowiedział chidori, które ukończył lata temu.
W mroku nocy powstało światło jaśniejsze nawet od słońca.
Kakashi przebił jej serce. Nastała chwila grozy o życie siostry. Okazało się, że to cienisty klon. Upadł zszokowany na ziemię.
Ona zemdlała.
To jutsu musiało ją kosztować dużo więcej niż myślała...
Wziął ją w objęcia i poszedł do rezydencji Uchiha. Zasnął obok jej łóżka, zanim zdążył pomyśleć, by wrócić do siebie.
*^*^
Obudziły go śmiechy nad uchem.
Zawsze miał czuły słuch, jak na shinobi przystało.
-Cicho, bo jeszcze go obudzisz. Tak fajnie wygląda, hihi-mówiła Yuzu. Wtórowała jej Kika, a Nina patrzyła na poczynania towarzyszek nie wiedząc co robić.
Obudził się czując dziwne mrowienie całej głowy. Zmierzwił włosy natykając się na...?!
Podszedł do lustra wiszącego obok wyjścia z pomieszczenia.
- CO TO JEST?!-wrzasnął wkurzony, gromiąc je wzrokiem. Od tego hałasu obudziła się Kira.
Gdy ujrzała źródło hałasu wytrzeszczyła ślepia i zaczęła się śmiać.
-HAHAHAHA!-tylko to dało się usłyszeć z pokoju sensei kunoichi.
Sasuke przyszedł zwabiony hałasem, zmulony jeszcze po przebudzeniu. To co zastał bardziej go zdziwiło niż przeraziło. Stał w drzwiach niezdolny do powiedzenia czegokolwiek. Czy ja śnię? To napewno mi się śni...-pomyślał.

Jak myślicie co zrobiły geninki Kakashiemu?

Wiem że mało opisów ale poprostu ich nie lubię ani czytać ani pisać , więc jest ile jest. ^w^
Jeśli nie pojawi się min. jeden komentarz to nie wstawię nowego rozdziału. Chcę wiedzieć czy ktoś zgadnie co z Kakasiem >;]


czwartek, 31 października 2013

kunoichi team 4

Na prośbę Ayame informuję że to fik o Naruto. Piszę głównie z tego anime choć czasem zdarzy się też Bleach(wielkie poświęcenie i nieoczekiwane spotkanie), kuroshitsuji(twins story).
Szok to mało powiedziane. Żuchwa opadła mu do samej gleby, w efekcie niszcząc jego maskę.
-Byłam w podobnym stanie gdy pięć lat temu mój sensei Jiraya powiedział mi o tobie.
Wtedy opowiedział mi też jak się poznaliśmy...opowiem ci to wieczorem.
****
Usadowili się w swoich kwaterach. Tylko sensei mieli pokoje obok siebie z przejściem międy ścianami.
Wieczorem przyszła do niego.Usiadła pod ścianą, ściągając maskę. On siedział na łóżku, również bez niej. Było koło północy. Założyła na pokój jutsu dźwiękochłonne,aby dzieciaki nic nie usłyszały z tej rozmowy.
-Podobno znalazł mnie w Lesie Śmierci. Dzień mego odnalezienia stał się dniem mych urodzin. Opowiedział mi o tym w 18 urodziny...
Wychował mnie jak własną córkę i na wspaniałą kunoichi. Męczyłam się z tą okrutną prawdą dwa lata.Potem postanowiłam zebrać drużynę kunoichi, jedyną w swoim rodzaju. Jedyną w historii shinobi. Udało się. Jiraya poparł moje zamiary i powiedział że będzie nademną czuwał i że się jeszcze spotkamy.
Więc po zebraniu swej wymarzonej drużyny dotkniętej przez los i nie mającej dokąd pójść wróciłam do rodzimej wioski, która tak dała mi w kość.
To w skrócie cała moja historia. Jeśli spotkasz kiedyś Jiraye to wspomnij mu o mnie.
Ja zrobię to samo.-przybili sobie żółwka.
Wróciła do siebie, po czym padła na posłanie zalewając się łzami wspomnień, zasypiając otulona ciemnością.
Obudzili się o świcie. Wczorajsza rozmowa z kage była prosta, więc już dziś wracali.
Po śniadaniu przyszedł do niej i opowiedzia jej swoją historię.
Droga powrotna upłynęła w milczeniu jouninów i na wesołej paplaninie geninów.
Wrócili wieczorem. Dorośli milczeli przez resztę dnia, dzieciaki też zamilkły.
Każdy poszedł w swoją stronę, aby znów się spotkać następnego razu, który niechybnie nastąpi niebawem(wiem durnie to brzmi ^^')
Napisałam ^^ wena wróciła, przynajmniej na chwilę!!!
A takie cuś na koniec :D

Wiem że krótko ale wolę tyle pisać i z sensem niż dużo i lać wodę.

wtorek, 29 października 2013

Kunoichi team 3

Kika i Yuzu wykonały salto w powietrzu, po czym Kika utworzyła piaskowy wir a Yuzu wystrzeliła w niego falę ognia.Kira dodała kulę wody a Nina dodała do tego podmuch swego wachlarza.
Ta idealna synchronizacja uformowała szkło, na które opadały krople wody rozdmuchane przez wiatr.
Ten widok omamił Sasuke swym blaskiem oraz prostotą wykonania.
Po tym pokazie wszystkie zaczęły trenować swioje żywioły. Sasuke trenował z ich sensei, Kika i Yuzu trenowały wspólne jutsu,a Nina formowała kulę chakry w dłoni i próbowała dodać do niej błyskawicę.
Udało jej się, co zaowocowało kulą z chakry okoloną błyskawicą o fioletowym kolorze.
Rozpędziła się i walnęła w drzewo. Siła była tak duża że wywaliło pobliskie drzewa na kilkanaście metrów.
Jej towarzysze gapili się na nią jakby zobaczyli Jiraye grającego w limbo w slipkach w serduszka.
-C-co?-wydukała.
-Nina, jak ty...?-sensei była zdziwiona.
-To mm-oja techika..wymyśliłam t-to nie dawno...-dodała. Nie wiedziała co zrobić więc spuściła wzrok i tak stała przed rozwaloną florą.
Po paru minutach ruszyli odpocząć i zjeść coś do Ichiraku. Pech chciał, że był tam też Naru i Sakura. Odwrócili się w ich stronę i wypluli makaron.
-Kakashi-sensei?-zapytała różowowłosa.
Kira tylko westchnęła i podeszła do niej.
-Nie jestem tym za kogo mnie uważasz,wiesz? Może i jesteśmy podobni ale ja to nie on.
-Kim więc pani jest?-zapytał blondas orientując się że to kobieta.
-Kira Hatake-przedstawiła się.-jestem bliźniaczką tego zboka,czyli waszego sensei-dodała.
-COO?!-krzyknęli jednocześnie.
-Ehh, to skomplikowane...-odparł Sasek.
-To może nam przedstawisz kunoichi,hmm?-domagała się Sakura.
-Same się przedsawią, nie jestem jakimś prezenterem.-fuknął na nią. Ta spaliła buraka i spojrzała na dziewczyny.
Przedstawiły się, po czym Haruno zaczęła gromić wzrokiem Ninę. Domyśliła się że jej ukochany będzie do niej startował,bo jest z jego klanu.
Więc zaczęła obmyślać plan zemsty na niej.
*******
Dwa dni później drużyna 7 i 11(czyli kunoichi^^) wyruszyli na misję do krainy Mgły,aby wynegocjować warunki pokoju z kage wioski.
Nie odzywali się przez całą podróż, aby dotrzeć szybko.
Sprawili sobie tę przyjemność gdy zmierzali do gabinetu kage.
-Kakashi Hatake-przedstawił się jounin.
-Kira Hatake-odpowiedziała.
-Że co?!
-To co słyszałeś, bracie.
C.d.n...
Nie chce mi się pisać tytułów przywódców wiosek z dużej litery, tym bardziej że ich nie znam.
Next pewnie na początku listopada jak uda mi się coś wymyślić :D

piątek, 25 października 2013

kunoichi team 2

Wbiegł jak oparzony przez bramę, która teraz lśniła niczym łysina w słońcu.
Gdzie nie spojrzeć było czysto...
-Co się...? Kto...?-wydukał. Poszedł naprzód i zastał czarnowłosą rysującą coś na ścianie obok jego pokoju.
Wyglądało to jak smok trzymający różę. Nie zauważyła go i dokończyła. Dopiero gdy składała węgiel do pojemnika spostrzegła że ten się na nią gapi. Rzuciła narzędzie i pobiegła gdzieś wgłąb rezydencji.
Zaraz z tej samej ciemności wybiegła blondynka z tasakiem w dłoni. Kika biegła tuż za nią.
-Zabiję gnoja!-wrzeszczały. Sasek zląkł się, ale nie zwiał xP.
-Ktoś ty?-wycedziła blondi.
-Sasuke Uchiha, a wy to pewnie nowe lokatorki?-zapytał.
-Tak...Skąd..?
-Tsunade mi powiedziała-widząc ich miny dodał- Hokage.
Yuzu musiała go o wszystko wypytać. Oczywiście na większość jej pytań nie odpowiedział.
-Myślałam, że dowiem się czegoś więcej ale Itachi mówił że tak będzie...cóż...-podjudzała go Kika.
-Skąd wy go znacie?!-wybuchł-to morderca!
-Skądś-odpowiedziała czerwonowłosa pokazując mu język-znamy i już.
Pobiegły tam skąd się wyłoniły przy akompaniamencie swojego śmiechu. Sasuke stał jeszcze chwilę, po czym popatrzył na dzieło czarnowłosej.
Nigdy nie widział tak misternie wykonanych skrzydeł.
Poczłapał do swoich nowych "koleżanek" aby z nimi ustalić to i owo. Akurat wszystkie były w salonie i słuchały sensei.
-O, pan Uchiha. Niech pan siada. Właśnie ustalamy to i owo.-Sasek się zadziwił tym stwierdzeniem. Czyżby czytała w myślach?-pomyślał.
-Dla pana...
-Sasuke, po prostu Sasuke- poprawił.
-Ok...więc Sasuke ty będziesz pomagał Ninie przy zamiataniu posiadłości, a my zajmiemy się resztą.-uśmiechnęła się pod maską.
Poszukał wzrokiem Niny. Była stulona w kącie,cicho.
-Co jej się stało?a Czemu jest...taka?
-To musi ci sama powiedzieć jeśli zdobędziesz jej zaufanie. Uprzedzam to trudne.-odpowiedziała Kika.
-Aha...
**************
I zaczęły się wiosenne porządki xD. W trzy dni cała rezydencja lśniła niczym brama wspomniana wcześniej. Kira kulą ognia wypędziła całe robactwo z domu.
Sasuke pracował ze swoją koleżanką, jednak ta uciekała mu wzrokiem jakby był jakimś stworem.
-Em...-zaczął gdy już się zbierali na obiad-podoba ci się tu?-zapytał.
Ta tylko skinęła głową na tak i poszli szamać specjały Yuzu i Kiki.(przed spożyciem zapoznaj się z ulotką bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą)
Obiad upłynął w milczeniu. Po nim nadszedł czas na trening więc Sasuke poszedł na pole treningowe z nimi. Nie wiedział kiedy sam będzie go miał więc miał czas.
To, co ujrzał przekroczyło jego umiejętności(w sensie zdziwiły go umiejętności kunoichi dop.aut).
Plakat bez jakiegokolwiek pomysłu zrobiony w godzinę ^^
Krótkie wiem. Ale jakoś nie mam czasu na dłuższe rozdziały.

wtorek, 22 października 2013

Kunoichi team 1


Do Konohy zmierzały cztery przedstawicielki płci pięknej. Wszystkie miały długie włosy do bioder.
Blondynka o niebieskich oczach szła cicho, tak samo jak jej sensei o srebrnych włosach spiętych w kucyk i czarnych tęczówkach.
Na samym końcu szła dziewczyna o czarnych włosach i oczach,cicha i wystraszona.
Kilka kroków przed nią stąpała krwistoczerwona(chodzi o kolor włosów xD, dop. aut.), zielonooka o kocich oczach.
-Ale się cieszę, Nina, że już jesteśmy!- mówiła głośno kociooka do swej cichej koleżanki.
-Cicho, bo nas ktoś usłyszy... Kika....-prosiła Nina.
-Zamknijcie się obie!-fuknęła trzecia-sensei, gdzie teraz idziemy?
-Yuzu, bez takich-upomniała ją sensei-idziemy do kage. Spędzimy tu trochę czasu, więc musimy mieć gdzie spać, nie? Egzamin na chuunina jest za dwa tygodnie.
Wszystkie ucichły. Zdawały sobie sprawę, że nie będzie łatwo.Są jedyną drużyną składającą się z samych kunoichi, co może być wyzwaniem.
Idąc do gabinetu kage natknęły się na drużynę 7.
-I gdzie łazisz, młotku?! Przewróciłeś ją!-darła się Sakura. Nina tylko zamknęła oczy i z nikąd wyciągnęła ogromny wachlarz.
Barwą był identyczny z barwami rodu Uchiha.
-Nina, stało się coś?-zapytał ktoś za plecami blondyna.
-N-nic... Tylko on na mnie wpadł...-wydukała.
-Zrobisz to jeszcze raz, a będziesz miał do czynienia z naszą sensei, rozumiesz blondasku?!-"miło" ostrzegła chłopaka.
Kika pomogła jej wstać. Piasek pod jej stopami zaczął się unosić. Otoczył ją. Wykonała jakaś pieczęć i zniknęły.
-Co się stało?-zapytała Sakura.
Sasuke ciągle miał przed oczyma ten wachlarz... Czy to możliwe, że ktoś przeżył...?
-A skąd mamy to wiedzieć?-zapytał po chwili. Wzruszyli ramionami i udali się do gabinetu Babuni.
***
-Kira Hatake, Kika no Sure, Nina Uchiha i Yuzu Uzukaze...- czytała na głos ich akta. Była w szoku, że wogóle taka drużyna powstała.
Z drugiej strony nie miała podstaw, aby ją rozwiązywać...Westchnęła tylko.- zamieszkacie w północnej części rezydencji Uchiha.
-Dziękuję, Hokage-ukłoniła się Kira. Wyszły.
Minutę poźniej do jej gabinetu wpadła drużyna 7. wraz z Kakashim.
-O już jesteście... Mam dla was dobrą wiadomość. Macie misję D jutro z samego rana-ich miny były bezcenne-to wszystko.
Już mieli się zbierać.
-Sasuke, zostań na chwilę-poprosiła. Stanął przed nią z tą swoją sasukową miną.-od dziś będziesz miał towarzystwo.
-Co?-zapytał z nadzieją że się przesłyszał.
-W rezydencji twojego klanu zamieszkają cztery kunoichi na czas nieokreślony.
-Kto?-wycedził przez zęby.
-Kira Hatake, Kika no Sure, Nina Uchiha i Yuzu Uzukaze...
-Że kto? Uchiha?! Hatake?!
-Tak. To wszystko.
Pobiegł do siebie. Nie mógł uwierzyć w to co usłyszał.
Kika i Yuzu ^^
Saska w wersji girl nie znalazłam ^^'
Kira Hatake.

Do następnego napisania^^.
Opko totalnie zmyślone.

środa, 16 października 2013

Czy warto.,,?

Nie wiem kiedy moje życie zaczęło się pieprzyć : czy już gdy się urodziłam czy dopiero teraz. Ale wiem, że nie zakończy się dobrze... Nazywam się Kira Akai. Moje życie to istne porażki. Matka po moich narodzinach nie mogła zajść w ciążę albo poraniała. Oczywiście cała wina spadła na mnie a nie na jej chorobę psychiczną, która pogłębiała sie z każdym miesiącem. Bo jak pięciolatka może się bronić przed złem jakie ją otacza? Jedyną osobą, która mnie kochała była moja ciotka od strony ojca. Przedszkole w Tokio nie było jeszcze takie złe, tak samo podstawówka... problemy zaczęły się od gimnazjum. Moja matka uczyła tam japońskiego,a na te lekcję byłam zmuszona chodzić. Po kilku tygodniach klasa dowiedziała sie że to moja matka, a co za tym idzie zaczęła zastanawiać się czemu traktuje mnie z taką pogardą. Jedynym plusem było to, że oceniała mnie na testach sprawiedliwie. Ale jak tylko coś źle zrobiłam , nieważne czy u niej czy u innego belfra na lekcji, to w domu obrywałam od niej. Mimo iż wyglądała na słabą, to wcale taka nie była. Oczywiście wiedziała gdzie bić, żeby w szkole nie nabrali podejrzeń. W tej atmosferze mijały miesiące. Moje ciało straciło swój naturalny koloryt. Zamieniło się miejscami w fioletowe coś, co bardziej przypominało kolorem jagodę. Karała za każde nawet najcichsze stęknięcie gdy nie podniosłam ręki. Moje spojrzenie z dnia na dzień stało się puste. Gdy miałam 16 lat postanowiłam zwiać. Już od przedszkola zbierałam pieniądze żeby móc to zrobić. Jedyną osobą która wiedziała była ciocia. Gdy pokazałam jej sińce, to od razu mnie przygarnęła i mówiła że nie odda. Mieszkała sama, a moi rodzice nie utrzymywali z nią kontaktów, więc znalazłam swój raj na ziemi. Niestety w snach nie było tak kolorowo... Śniło mi się że podpalają moją oazę spokoju a ja wraz z ciocią umieramy w płomieniach. *Rodzice nawet mnie nie szukali, taką byłam dla nich zakałą. Ojciec był pod jej pantoflem od zawsze... Myślę o samobójstwie ale... co jeśli to się nie uda? Co jeśli zranię zbyt wiele osób własną głupotą i.... nie zdołam tego zrobić? A co jeśli... oni mnie kochają ale... sama już nie wiem... Tyle myśli i tyle czasu aby każdą z nich obrócić w proch lub spełnić.... co zrobię gdy ciocia wyjedzie na dłużej? Czy pogodzę się ze sobą i z nimi? Czy też pójdę w tę najłatwiejszą stronę i skończę ze sobą? Jestem jedyną osobą która może sobie na te pytania odpowiedzieć. Czy warto żyć choć kocha cię tylko jedna osoba? Czy może lepiej się pogodzić i porozmawiać, powspominać to co dobre i zapomnieć o złych chwilach? Wszystko wydaje się w myślach takie...realne... **** Pogodziłam się z nimi po dłuższej walce ze sobą. Nie zrobiłam tego dla nich, lecz dla ciotki, która była mi najbliższa, choć niemal jej nie znałam. Ucieszyli się że po tylu dniach mnie ujrzeli. Wyobrażałam sobie tę chwilę, ale nie pszypuszczałam, że będzie ona tak radosna...szczególnie dla mnie.
Czy warto...?

piątek, 11 października 2013

Dziwny dzień

Tego dnia wszystko szło nie po ich myśli. Najpierw zaspali co było trudne bo zawsze budzili się o odpowiedniej porze. Cała trójka przywitała dzień lodowatym prysznicem, rozlanym mlekiem i potłuczoną szklanką. Kiedy to sobie opowiadali w drodze do celu to każdy mówił to co chciał mówić rozmówca. Gdy się spotkali każdy miał szopę na głowie.
-Co tak długo?-zapytał Kaszalot po ich pojawieniu się.-jest w pół do ósmej. Czekam na was już ponad pół godziny!-oburzył się. Odburknęli coś w odpowiedzi. Sensei wkurzył się i zaczął formować pieczęcie. Dzieciarnia się wzdrygnęła,po czym ujrzała przeplatankę i jego zaciesz na ryju. Zrobili miny 'Are you fucking kidding me?" po czym strzelili facepalm'a.
-Na żartach się nie znacie?-zapytał. Trening szedł jak po gruzie. Na niczym nie mogli się skupić po tak "cudnym" poranku. Wszystkie kunaie i shurikeny chybiały. Żadna technika nie wychodziła. Więc koniec treningu przyszedł zanim na dobre się zaczął. Szli cisi do budki z ramenem. Nie było jeszcze 10. a już byli wku%wieni. Jak na złość było wolne tylko jedno miejsce. Mieli więc dwie opcje: albo pchać się na siłe, albo iść gdzie indziej, tudzież do siebie. Oczywiście wybrali opcję nr 1. W efekcie Naruto zaliczył glebę za ladą, Sakura walnęła się o grubą dechę, a Sasek...a on.... stał i nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Spojrzeli na niego jak na ufosia. On się śmiał?! Po chwili zdziwienie zastąpiła złość. Rzucili się na niego. Zaczęli go łaskotać. To wywołało jeszcze większą salwę śmiechu u bruneta oraz głośne *prrr* wiadomo skąd xD. Haruno i Uzumaki odskoczyli od niego jak oparzeni. Po chwili do ich nosów doszedł ten zapach, więc w podskokach pobiegli przed siebie, a winowajca poczłapał w swoją stronę. Zaraz tego pożałował,bo zaczęło go gonić stado wron. Na szczęście schował się w jakieś budzie. Ptaki odleciały,a on stał po kolana w błocie pomieszanym z sianem. Postanowił jak najszybciej wrócić do siebie ogarnąć się i resztę dnia przekimać albo oglądać gazetki eeee...edukacyjne. Chował się jak mógł aby nikt nie zobaczył jego gafy po czym poszedł się umyć. Nastawił ciepłą wodę, a poleciała gorąca. Szybko się przebrał i zaczął czytać w wyrku. Tymczasem pozostałe głąby przywaliły w płot. Zaczęły się wykłócać o miejsce w budce, kiedy czarny kot przebiegł im drogę. Tego osobnika mieli złapać, ale ciągle im nawiewał. Tak więc ruszyli za nim, co chwilę waląc o coś.Trzy godziny potem szli do właścicielki kota cali obdrapani i w siniakach. Podziękowała za kota, po czym ruszyli do swoich mieszkań. Naru u siebie miał taki pieprznik jak po tornado.
-Spooko, jest jak zostawiłem-podsumował, po czym zrobił se ramen w kubku parząc się przy tym i poszedł spać już koło 14.
Sakura spotkała się po drodze z Kakashim. On zaczął pier&olić od czapy, więc wyłączyła się totalnie. Weszła do mieszkania, po czym rodzice ochrzanili ją, bo zrobiła taki bajzel rano. Znów się z nimi pokłóciła,ale tym razem szybko jej ulegli. Zdziwiło ją to, ale nic nie dodając poszła do siebie. Położyła się na łóżku ale nie mogła zasnąć. Była 15 a ona już miała dość. W efekcie cała trójka obudziła się po jedenastej w nocy. Patrząc na księżyc zgodnie uznali,że to był naprawdę dziwny dzień.

czwartek, 3 października 2013

Wujek

Gdy zbliżali się do krainy Fal przed Naruto pojawił się jakby cień. Mignął mu przed oczami. Kilka sekund później zaatakował ich shinobi mgły.
Nie zdążył jednak nikogo zranić, bo powaliła go potężna kula chakry. Poraziła go czerwona błyskawica i padł martwy. Ich wybawca ujawnił się. Miał długą grzywkę,czerwone oczy. W jednym z nich widniała czarna gwiazda. Twarz miał zakrytą jak Kakashi. Na szyi miał przekreślony ochraniacz Konohy.
-Nic wam nie jest?-spytał.
-Kim ty...?-Naruto uciął.
-Naruto Namikaze...dowiesz się w swoim czasie.-zniknął.
-Namikaze?!! Ja jestem Uzumaki, kumalski?!-wydarł się w przestrzeń.
Kakashi modlił się,aby nie skojarzył kilku faktów. Na szczęście,jak mawiał Sasuke, Naru to młotek :3
Od spotkania z tym gościem wiecznie rozgadany genin w ogóle się nie odzywał. Nagle stworzył klona i pobiegł w krzaki, formując kulę z chakry. Nie wiedział po co to robi. W jego prawym oku pojawiła się ledwie dostrzegalna biała gwiazda, a w lewym czarna. Zaczął biec. Stanął obok mostu.
-Wyłaź,śmieciu!-krzyknął młodzik. Zabuza zląkł się jego spojrzenia. Uzumaki walnął w niego kulą chakry,którą formował.
Głowa odleciała gdzieś w krzaki. Całe to zdarzenie obserwował "nieznajomy" z drzewa, gdzie stałby Haku, gdyby żył.
"To on jest dzieckiem z przepowiedni...Kto by pomyślał,że będzie to twój syn..."-pomyślał.
Zszedł z drzewa i podszedł do Namikaze.
-No no...Nie wiedziałem,że tak szybko obudzisz w sobie obie gwiazdy i to jednocześnie...
-Kim pan jest?
-Obito Namikaze, młodszy brat Minato Namikaze. Twój wujek. Mam 20 lat.- nagle Naruto osunął się na ziemię.
-Niedługo do was przybędę. Zajmę się nim,a wy wykonajcie misję. Bez żadnego "ale" udali się w dalszą drogę, a Obito wszedł z omdlałym przez stworzony przez siebie portal. Był już w swojej kryjówce.
Bezpiecznie odeskortowali budowniczego do celu. Trzy dni później zaatakował gang ścigający Zabuzę. Zaczęli rozwalać most. Dwa cienie pojawiły się znikąd zabijając każdego z nich. Był to Naruto i Obito. Młotek zmienił swój wygląd: opaskę miał zawieszoną na szyi, a na czole miał granatową przepaskę ze zdobieniami. Ubrany był w błękitne kimono. Wyraz twarzy jak nie on.
-Wracaj z kompanami. Widzimy się w Konosze na następnym treningu.-zniknął.
-Hai-odpowiedział.Zwrócił się do drużyny-sensei niech trenuje Sasuke i Sakurę, ja będę trenować z wujkiem. Skinął na to. Wracali do domu. Na widok Naruto wszyscy wybałuszali oczy.A on nic se z tegoż faktu nie robił. Poszli na ramen, jednak żarłok nawet nie tknął swojej pierwszej porcji. Myślał nad tym co powiedział mu wujek: "Gdyby wszyscy wiedzieli, kim jesteś,obwinialiby cię za jego śmierć. Wiem,że nie miałeś w życiu lekko. Jesteśmy swoją jedyną rodziną, więc jak będzie trzeba to oddam za ciebie życie. Masz w sobie moc do zmieniania ludzi." Dopiero pięśc Sakury przywróciła go do rzeczywistości
-Jedz głupku,bo ci wystygnie!-wrzasnęła. On uśmiechnął się, połknął kęs i spytał.
-I kto tu jest głupi? To nie ja uganiam się za tym snobem który widzi tylko siebie. Zanim coś powiesz, to zastanów się z 10 razy-jego oczy zaczęły się zmieniać. Pojawiły się w nich gwiazdy.-popatrzył na ramen, zapłacił i wstał-przez ciebie straciłem apetyt. Poszedł kilka kroków.
-Lepiej go posłuchaj,laluniu-odezwał się Obito pojawiając się nagle obok niej. Ona chciała go uderzyć. On zniknął. W efekcie trafiła jedzącego Sasuke w tył głowy. Twarz Uchihy wylądowała w jego misce,a jej zawartość na ladzie. Sasek był czerwony niczym połowa znaku jego klanu.
-Hahahhahhahha!-usłyszała chichot-Sakuraaa,takich rzeczy się nie zapomina!-rżał Naruto.
Żyłka pulsowała jej na czole gdy zaczęła się do niego zbliżać. Aktywował gwiazdy trzech ścieżek(wiem durnie to brzmi xP). Zatrzymała się tuż przed nim. On ją pocałował w nos i zniknął w chmurze dymu. Pozostawił na jej nosie czarną kropkę, która zmieniła się w jakąś skomplikowaną pieczęć i zniknęła.
Ocknęła się. Nie wiedziała,że "dzięki" tej kropce nie będzie już mogła zbliżyć się do Uzumakiego w złej intencji.
Że zamiast w niego będzie walić w najbliższą obok niego osobę albo w samą siebie xD.(niezłe,co nie?).
Naru robił duże postępy w krótkim czasie, co cieszyło nie tylko Obito, ale też Kaszalota. Sakura go olewała, a Sasuke był zazdrosny. Czas mijał. W przerwach między treningami Naruto poznawał historię swojej rodziny,studiował(tiaa, tu głośny śmiech) różne zwoje. Uchiha już nie był dla niego rywalem. Uczył też Konohamaru. Nic nie zapowiadało nadchodzącej burzy... Po egzaminach na chuunina Akasie zaatakowały.
Konoszanie bronili się jak mogli, jednak padali niczym muchy. Sasek schował się w obawie o życie, a obok niego jego fanka # -1. Było dla niego za wcześnie na spotkanie z bratem. Naruto wraz z wujkiem i ANBU oraz jouninami walczyli dzielnie. Naru walczył z wężowym Sanninem, a Obito z jednym z ciał Paina. Szybko go zabił i zajął się Itachim. Wysłał go do wymiaru równoległej gwiazdy. Hidan, Kakuzu, Konan i rybia gęba nie byli wyzwaniem, więc zginęli szybko. Pozostał człowiek w masce i Oro. Młody próbował walczyć z wężowymi technikami ale nadaremno. Nawet z nową mocą nie mógł pokonać tego gada...Obito przybył z pomocą, po załatwieniu Tobiego. Zaatakował Wężusia, jednak jego śmierć przypłacił własnym życiem. Oro użył na nim techniki zamieniającej ciało w kamień. Mimo niechybnej śmierci stał z poniesioną głową. Wiedząc co zaraz nastąpi jego oczy zaszły łzami i spojrzał na bratanka. Ten podbiegł do niego. Zanim zamienił się w posąg w jego prawym oku pojawiła się biała gwiazda. Obie gwiazdy były tak wyraźne,że widać je było nawet gdy był już kawałkiem skały. Naru załamał się psychicznie i zamknęli go u czubków,lecz nikt nie wiedział, co kryło się w jego sercu tkniętym okruchem nadziei na odzyskanie szczęścia.
A oto oczy :

poniedziałek, 30 września 2013

2 Ciąg dalszy i zakończenie ^^

2. Nadszedł czas wakacji,ostatnie w takim składzie.Cytryna zostaje na III rok gimnazjum, a reszta idzie do liceum.
Mia od tygodnia była jakaś przygaszona.
-Z kim ja się będę kłócić?!-rozpaczała Lilla.
*****
-Gdzie jedziemy na wakacje?-spytała Lila.
-Mamy do wyboru góry albo obóz.-powiedział Izo.
-Ja jestem za obozem sportowym w górach-odparł Oruko. Mia i Kaguro się zgodzili. Razem ustalili że będą się świetnie bawić. Zarezerwowali 5 miejsc na połowę lipca, wyjazd na 2 tygodnie do Zakopanego.
Jechali autokarem, oczywiście obok siebie. Na miejscu był podział na pokoje dla chłopaków i dla dziewczyn.
Lila z Mią zajęły jedyny dwuosobowy,a chłopcy trzyosobowy pokój. Reszta była 4-ro,5-cio osobowa. Po ogarnięciu się (będą tu w końcu 2 tygodnie ^^) zeszli na stołówkę wraz z resztą obozowiczów, gdzie opiekunowie powiadomili ich co i jak.
Na szczęście na treningach można było grać z kim się chciało i do tego w co się chciało. Był jeden opiekun od koszykówki, piłki nożnej,ręcznej i od siatkówki. Dwa razy dziennie były treningi dla wszystkich grup. Resztę dnia uczestnicy mieli wolne.
Można było iść spać kiedy się chciało,pod warunkiem,że każdy był w swoim pokoju.
-Ten obóz to betka!-powiedziała trzeciego dnia wieczorem Lila. Malinka nie odpowiedziała.
-Co ci jest? Od kilku dni jesteś jakaś nieobecna.
-Nie,nic...-próbowała zbyć przyjaciółkę-chodźmy spać. Cytryna dała za wygraną obiecując sobie,że następnego dnia wszystko z niej wyciągnie.
*****
Nim się kto obejrzał już był ranek. Mię obudził chichot tuż koło jej ucha.
-Powiedz o co chodzi!-nalegała psiapsiuła. Malina wiedziała,że nie ma wyjścia.
-Zakochałam się-odparła cicho,rumieniąc się złośliwie.
-W kim?-pytania padały jedno po drugim.
-W...w Oruko...-jej twarz była tak różowa jak jej włosy.
-COO?! AAAAA!-wydarła się Lila-Kyaaa!Ja nie mogę! Ale to kawaii! Pomogę ci wyznać mu to palące uczucie jeszcze dziś,albo nie nazywam się Lila Takano!-wydarła się Cytryna. Mia schowała twarz w kolanach.
*****
Okazja nadarzyła się przy rozgrzewce przed treningiem.
-Oruko,masz wielbicielkę-wypaliła nagle Takano. Ten nic nie odpowiedział,zajęty ćwiczeniem.-Ziemia do Oruko!-popukała go w czoło.
-Co...?-zapytał.
-Masz wielbicielkę,zakuty łbie!-powtórzyła Lila.
-Aha...ŻE CO?!-odrzekł, chyba po raz pierwszy w życiu wyprowadzony z równowagi.-która to?!-teraz rozglądał się na boki jakby zobaczył ufoludka.
-Stoi przed tobą, baka! -M-Mia?-jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów xD
Dziewczyna spaliła buraka i unikała jego spojrzenia.
-Gomen...Gomenasai!-krzyknęła,uciekając od niego. Biegła ze łzami w oczach. Nagle wszystko zakryła ciemność. W jednej chwili Mia osunęła się na ziemię niczym bezwładna lalka. Ktoś z innej drużyny trafił w jej pół twarzy przez przypadek piłką do koszykówki. Miała spuchniętą wargę,złamany nos i rozwalony łuk brwiowy.Pielęgniarka musiała jej obandażować pół twarzy,przedtem nakładając łagodzącą maść.
Przyjaciele siedzieli przy jej łóżku dopóki się nie wybudziła. Izo dał jej kartkę i długopis,żeby pisała co chce powiedzieć.
Do końca trwania obozu w pokoju dziewczyn trwała cisza przerywana tylko przez Lilę. Na szczęście w dzień wyjazdu opuchlizna prawie zeszła, został tylko opatrunek na nosie. Podczas drogi powrotnej nie odezwała się słowem.
Oruko udało się wyciągnąć ją z dołka dopiero po tygodniu. Opowiedziała mu wszystko,a on ją wysłuchał. Odbyli szczerą rozmowę, po której ona znów zaczęła ryczeć,a on ją pocieszać. Czy z tej długiej przyjaźni mogło być coś więcej? Na to pytanie musimy odpowiedzieć sobie sami. To było zauroczenie, a nie miłość. Mimo że znali siebie tak dobrze,to nie wiedzieli o sobie wszystkiego. KONIEC ^^ Wiem że krótko,ale nie mam pomysłu jakby rozwinąć to opko... A oto parę fotek : rysunek cosplay Picatchoo ^^, Deidara w parku,2 zdjęcia mojego cudownego wachlarza za 7 zł oraz moje zdjęcie.

piątek, 27 września 2013

Nowe pokolenie szansą na nową,lepszą przyszłość.

Opowiadanie zupełnie zmyślone,połączenie Kuroko no basket i Galactic football. Akcja kręci się wokół koszykówki, piątka graczy gra razem i mają super zdolności,które potem opiszę. Postacie zupełnie zmyślone.Składy mogą być mieszane tzn. dziewczyny z chłopakami. Znali się już wiele lat,lecz wciąż odkrywali się na nowo. Piątka na pozór zwyczajnych uczniów gimnazjum Takamiro grała w koszykówkę dla frajdy. Każdy z nich miał swój własny styl, niepowtarzalną umiejętność której nie da się podrobić. 1.Lila Takano- 14 lat. Ma świra na punkcie swojego wzrostu, żółte oczy i włosy. Jej ksywka to "Cytryna". Potrafi zmieniać trajektorię piłki samą siłą woli. 2.Izo Takuro- 15 lat, ciągle kłóci się z Lilą, ale nie wie o co tej dziewczynie chodzi. Ma ksywę "Groszek" ze względu na zielone włosy i oczy. Potrafi być w dwóch miejscach na raz dzięki czemu łatwo ogłupia przeciwnika. 3. Mia Oruga- 15 lat. Jest osobą ugodową, nie znosi wszelakich kłótni, dlatego próbuje uspokajać Lilę i Izo. Ma ksywę "Malinka" ze względu na różowe włosy i oczy. Jej darem jest to, że potrafi przewidzieć co zrobi przeciwnik zanim on o tym pomyśli. 4.Oruko Arono- 15 lat. Jego stoicki spokój przeraża każdego, a najbardziej kolegę. Jest szkolnym prymusem. Ma ksywę "Granat" od ciemno-granatowego koloru włosów i oczy. Jego talentem jest jego szybkość. Potrafi tak się rozpędzić,aby zatrzymać czas. 5.Karugo Omoi- 15 lat. Największy awanturnik z całej paczki. Próbuje na wszelkie sposoby wkurzyć Oruko, ale nigdy mu się to jeszcze nie udało. Jest kapitanem szkolnej drużyny koszykarskiej. Ma ksywę "Jagódka" przez swoje niebieskie włosy i oczy. Jego moc to perfekcyjne czytanie z mowy ludzkiego ciała, dzięki czemu bardzo szybko potrafi zaplanować trening i plan gry podczas meczu. Wyżej wymieniona czwórka chodzi do klasy III C, a Cytryna do II C. Są ze sobą na dobre i na złe. Byli znani jako "Cudowna Generacja". Wygrywali nawet z licealistami. Każdy chciał się z nimi kumplować, ale Karugo skutecznie ich odstraszał. -Oddawaj!-darła się Lila na pół korytarza.
-Co mam ci oddać?-spytał Izo.
-Moje lusterko! Czemu ty zawsze musisz mi coś zabierać?! A potem masz czelność mówić,że to nie ty!-darła się dalej Cytrynka.
-To nie ja...-otworzył swoją szafkę-ci to...- i wypadło,tłukąc się, nim ktoś zareagował.
-I co zrobiłeś, kosmito?! Czeka mnie 7 lat nieszczęścia. 7 LAT!!!
-Jutro ci odkupię, nie bądź taka kwaśna. -Ale to było moje ulubione!
-Spokojnie, Lila, może razem pójdziemy i na pewno znajdziesz nowe, lepsze. Prawda Izo?-zaproponowała Mia.
-Jasne,zgadzam się-odparł Groszek, a Cytrynka tylko prychnęła w odpowiedzi. Od razu po treningu wybrali się na zakupy. Izo miał farta. Lila wyhaczyła sklep z kosmetykami, gdzie był duży wybór wszelakich lusterek. Wybrali się całą piątką.
- W przyszłym tygodniu gramy ze szkołą Mojugio- poinformował drużynę Karugo.
-Po co nas o tym informujesz teraz?-spytał jak zwykle opanowany Oruko,poprawiając pingle na nosie.
- Bo jestem kapitanem,tłumoku! Mam obowiązek informować moich zawodników, w tym też ciebie!-wkurzył się Karugo. - To już wiemy.-odpowiedział Oruko lakonicznie. Jagódka strzelił focha. Następne dni upłynęły na intensywnych treningach. Mimo,że byli najlepszą drużyną w całej Azji, to zawsze grali na poważnie, nawet podczas towarzyskich. Dzięki Oruko mieli dobre oceny, więc mieli spokój i czas na grę. Nadszedł dzień meczu. Gdy tylko Kaguro przeczytał skład przeciwników nie był zadowolony. Drużyna złożona z dwóch Amerykańczyków,dwóch Europejczyków i Japończyka. Jeszcze nigdy nie grali z takim składem. Rozpoczęła się farsa. Gimnazjum przeciwko Liceum. Karugo podał do Oruko,który w mgnieniu oka podał do Lili, która trafiła za trzy. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 40:26 dla Gimnazjum. Po krótkiej przerwie rozpoczęła się druga. Drużyna Gimnazjum Takamiro pokazało, na co stać Cudowne Pokolenie. Mecz zakończył się wynikiem 89:30 dla Gimnazjum. Gracze Liceum zaczęli się żalić, że to ich pierwszy przegrany mecz. -Nie wiedziałem,że gimnazjaliści są aż tak dobrzy-przyznał kapitan licealistów,podchodząc do Oruko. Podał mu dłoń,a ten odwzajemnił uścisk. -Waszym błędem było nie docenianie przeciwnika-odparł prymus.-Należy się przygotowywać na każdy mecz, niezależnie od siły przeciwnika-dodał. Ten wkurzył się,jednak nic nie odpowiedział. Spojrzał na resztę drużyny Granata. Nie wyglądali na tak mocnych... Po kolejnym wygranym meczu poszli się naszamać do KFC. Potem szlifowali swoją grę zespołową, jednocześnie doskonaląc pojedynncze zagrywki. Ćwiczyli osobno,lecz w grupie. Każdy na każdego. To tyle. Więcej nie udało mi się wymyślić.
Zdjęcie całej grupy(rysunek) A to specjalnie dla Aki na blog nowe-akatsuki-zemsta-temari.blogspot.com:
NIE WIEM KIEDY WSTAWIĘ NASTĘPNĄ NOTE,ALE MAM NADZIEJĘ ŻE TA SIĘ SPODOBAŁA^^

wtorek, 24 września 2013

Nominacja-odpowiedzi.

1.Czy jest ktoś/coś, kto/co motywuje cię do pisania? Coś: kiedy mam zbyt dużo wolnego czasu. 2.Jaki paring jest twoim ulubionym? Dlaczego? Nie mam ulubionego paringu, lubię oglądać wszystkie. 3.Zaczęłaś/Zacząleś oglądać Naruto z ciekawości, ktoś cie zachęcił czy może z jakiegoś innego powodu? Zaczęłam się fascynować Naruto już w wieku 10 lat,lecz nie pamiętam dlaczego. 4.Gdybyś dostał 10 pytanie Ibikiego, zostałbyś czy wyszedł?(Pytanie dziesiąte od Ibikiego brzmi: )Gdybyś mogła/mógł przenieść się do wybranego przez siebie Anime czy Mangi, to jakie to by było? Czy przeniosłabyś się wiedząc, że już nigdy nie wrócisz? W kogo ramiona rzuciłabyś się najpierw? z kim spędzałabyś najwięcej czasu? Kto będzie twoim przyjacielem, wrogiem i chłopakiem/dziewczyną? Ulubiona pora roku, dlaczego?) Gdybym mogła przenieść się do wybranego przez siebie anime/mangi to przeniosłabym się do anime Bleach. Przeniosłabym się nawet,gdybym miała nie wrócić. Chodze z głową w chmurach. Spędzałabym najwięcej czasu z Ichigo i jemu rzuciłabym się w ramiona. Moim przyjacielem byłby Ishina Uryyu, wrogiem Isshin Kurosaki(chyba tak się pisze jego imię), chłopakiem byłby Ichigo. 5.Czym chcesz zajmować się w przyszłości? Chcę opiekować się dziećmi, być nauczycielką. 6.Masz jakieś zwierzątko? Jeśli tak to jakie? Daw koty, dachowce. 7.Jaki jest twój ulubiony kolor? Pomarańczowy, choć zwykle ubieram się w ciemniejsze kolory. 8.Iwa? Kiri? Uzushio? Yu? Kumo? Ame? Oto? Konoha? Suna? Kusa? Taki? Gdzie chcesz zamieszkać? W Sunie, ponieważ tam jest ciepło. 9.Mamy sytuację z Naruto odc. spec. 004 "Nareszcie jakieś starcie! Jounini kontra Genini! Rozpoczyna się wielki turniej w Wiosce Liścia!": Z jakim Jouninem/Chuninem/Geninem chciałabyś walczyć? Myślę,że z Kakashim.

"nieco"zwariowana historia Sasuke Uchihy.

Miał tylko 6 lat, a już stracił niemal całą rodzinę. Prócz niego żył jeszcze brat-morderca. Był starszy o kilka lat, ale zawsze we wszystkim lepszy. Kiedyś czuł,że może mu wszystko powiedzieć, a teraz...wszystko wydawało się tak odległe... Ostał się z życiem(a co zarzucimy staropolszczyzną xD) tylko dzięki błaganiu. Mały nie wiedział,że już wtedy stracił dumę i godność. Żył, a ON uciekł. Wydawało mu się,że wtedy opłakiwał zmarłych, ale to mogło być złudzenie...zwykła iluzja. *** Minęło już 6 lat. Cały czas pielęgnował w sobie gniew i nienawiść. Nazywał się Sasuke, Sasuke Uchiha. Lecz to dumne niegdyś nazwisko nic dla niego nie znaczyło. Wszystko robił automatycznie, jakby od niechcenia. Liczyła się zemsta, nic poza tym. Po trupach do celu. Od jakiegoś czasu miał sny z pewną kobietą, której nigdy nie widział,w roli głównej. Mówiła mu spokojnym głosem,że ma się nie bać, że niedługo wszystko się wyjaśni. Choć widywał ją w swych codziennych snach,to nie zdradziła mu kim jest. Jej oczy koloru gorzkiej czekolady(czekoladaaa-dla każdego coś dobrego) patrzyły na niego z taką troską, że aż chciało mu się płakać. Został przydzielony do drużyny 7.(skład wiadomo jaki ^^) Z tą dwójką dzieciaków nie chciał się zadawać,a co dopiero z nimi gadać.Był samotnikiem i dobrze mu z tym było. Jednak teraz musiał znosić te niedojdy: głąb z ADHD, a potem Sakur(w)ę(to nie moje przezwisko,od razu piszę, kiedyś na czyimś blogu to wyczytałam) patrzącą na niego jak na jakąś super przecenę w lumpexie, gdzie pewnie często bywa. O senseiu wiedział sporo,wertując jego życiorys.
-Coś się wam nie podoba?!-warknął na "kompanów".
-N-nie sskąd-odburknęli.
-Dobra-przerwał tę jakże barwną konwersację(albo jak kto woli konserwację) Kaszalot-czeka was mój specjalny test. Jak nie zdacie to wracacie do pierdaka bez żadnego ale. Macie zdobyć te oto dzwoneczki które ukrad...eee... kupiłem w Biedronce.-spojrzeli na niego dziwnie-do południa. Powodzenia!- po tych słowach wyjął książkę "Techniki Ninja Dla Frajerów" i zaczął ją czytać.(wszystko tak jak w anime, tylko Sasek ma plan). Pojawił się przed Kaszalotem i spojrzał na niego. A ten go olał i czytał to coś co nazywał dziełem. Zabrał mu to "dzieło" i zniknął. Zamaskowany stał w miejscu,co go zgubiło. Sasuke ;pojawił się i wbił mu rasenchidori prosto w plecy. Miał gwiazdeczki pod oczami. W szpitalu po dokładniejszym zbadaniu uznali że musi zostać na obserwacji. Oczywiście Sasuke zabrał mu dzwonki i rzucił tym niedorozwojom. Kakaś obudził się po tygodniu. Ujrzał bruneta siedzącego obok. Miał JEGO ukochane dzieło! Oddał mu to i wyszedł. Cztery dni później Kakashi wyszedł ze szpitala. Spotkał się ze swymi podopiecznymi.
-Przepraszam sensei-zaczął Uchiha-powinniśmy popracować zespołowo.-reszta drużyny przytaknęła.
-Zdaliście a... -Jupi,Huraaa!-krzyknęła lafirynda i dresiarz. -a dzięki Sasuke przypomniałem sobie gdzie zapodziałem klucze od mieszkania-gleba.-pokazał im ów przedmiot.-poza tym Sasuke, nie wiedziałem,że masz takie techniki w zanadrzu.
-Cóż...mam dużo czasu i tyle-odpowiedział lakonicznie brunet. Po omówieniu paru kwestii rozeszli się w swoje strony. Tej nocy zobaczył ludzi kroczących po wodzie niczym cienie. Bezszelestnie weszli do rezydencji Uchiha. W świetle księżyca ujrzał kobietę idącą na czele. To była ONA...(ze snów) Nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku,nic. Spora grupa podeszła do niego. Spojrzała mu w oczy.
-Jestem przywódczynią pozostałego przy życiu klanu Uchiha, Sara Uchiha-przedstawiła się- Itachi nie jest już uznawany za wroga. Zablokowałam mu chakre, jak i siły witalne. Jest bezbronny. Nikt ci już nie grozi. *** Następnego dnia Sasuke był w dobrym humorze. o udanym treningu zaprowadził drużynę do swej posiadłości. Wszyscy nowi lokatorzy doprowadzali budynek do stanu używalności sprzed lat. Gdy słonce już zachodziło ktoś zapukał. W drzwiach stanął Obito Uchiha.
-Ka-Kakashi-wydukał, wchodząc. Podszedł do niego-ileż to już lat?-resztę wieczoru spędzili na wspominkach(czytaj: nachlali się). Następnego dnia(na kacu )odwiedzili Rin.
-Kakashi,Obito?-spojrzała na nich oczami wielkimi niczym dwuzłotówki-Co tu tak śmierdzi?
-Co złego to nie ja...-wybełkotali. -Ehh...wchodźcie...-zafundowała im terapię anty-kacową. *** Sara i Sasuke poszli do siedziby Akasiów. Znaleźli Itachiego. Nie miał co robić tylko leżał na dachu,idiota. -Itachi-wycedził Sasek.
-Sasuke...co cię tu sprowadza?
-Chcemy wiedzieć, dlaczego wybiłeś klan, w którym się wychowałeś?-rozpoczęła Sara.
-Dla wyższej formy sharingana...
-Tylko? Ale...żeby go zdobyć trzeba zabić the best friend forever...-ominęła przekleństwa- czy było warto?
-Nie...kazdego dnia chciałbym cofnąć czas i zabić tamtego siebie...-zaczął opowiadać wszystko. Sasuke nie mógł uwierzyć w to co słyszy, jednak było to prawdą... KONIEC!
Nie bijcie za tak posrany pomysł *.*'. Rysunek, dużo roboty: drużyna 7. w parku.

sobota, 21 września 2013

Nieoczekiwane spotkanie.

[Akcja toczy się w Tokio,rozpoczyna się I rok w liceum, fanfic Bleach] Nieoczekiwane spotkanie.
Szedł do swojej nowej szkoły. Mimo,iż jeszcze jej nie widział,wiedział,że będzie do bani. W poprzednich szkołach nie szło mu zbyt dobrze. I to nie z powodu ocen, a relacji międzyludzkich. Był introwertykiem. Ciekawiło go, ile osób wnerwi swoim zachowaniem i wyglądem. Miał długie do ramion pomarańczowe włosy, brązowe oczy okolone mocnym czarnym make-up'em. Był gothem. Jego obojętne spojrzenie zdradzało, że zrobiłby wszystko aby tam nie iść. Lecz jako jedynak i że był jeszcze niepełnoletni, musiał się słuchać starych. Chodząc po szkolnym korytarzu natknął się na masę dziewczyn chichrających się z czegoś. Prychnął na to i udał się do swojej nowej klasy. musiał się wgramolić na II piętro,a nie lubił się męczyć choćby w najmniejszym stopniu.
-Pan Sumire Hoshigaki?-zapytał ktoś.
-Tak,to ja-odparł beznamiętnie. Wszedł do klasy.
Wszystkie spojrzenia spoczęły na nim.
-Co się tak gapicie? Nigdy nie widzieliście chłopaka z długimi włosami?-momentalnie powstały liczne szmery.
-Może opowie nam pan coś o sobie?-zaproponował belfer.
-Ok...nazywam się Sumire Hoshigaki,pochodzę z USA. Jestem w Tokio od 5 lat. Nienawidzę wszystkich i vice versa, więc nie wchodźcie mi w drogę.-zakończył.
Cisza.Zajął miejsce obok Orihime. Zamiast się zaznajomić ze wszystkimi siedział i gapił się na kolesia próbującego mu coś wbić do głowy... Zerknął na swoich nowych "kolegów" i "koleżanki". Każdy,prócz tej landryny przy której usiadł, był zajęty sobą. Więc zrobił to samo co reszta. Wyjął jakiś przypadkowy zeszyt i piórnik. Starzy zadbali aby wszystko do nowej szkoły miał nowe. Wziął do ręki ołówek i zaczął rysować coś,co nagle zaświtało mu w opornym na wiedzę mózgu. Był to zimowy krajobraz: tafla lodu,wokół las i zachód słońca. Pięknie to wycieniował. To zajęło mu resztę tej jakże "ekscytującej" lekcji. Dzień upłynął pod znakiem nudy i weny z niej płynącej. Tydzień później odbyły się zdjęcia klasowe i indywidualne do legitymacji szkolnej.Pierwszy rok liceum był bardziej hardcorowy niż mógłby sobie wyobrazić. Dużo durnych papierzysk, durnych znajomych... * Sumire pod groźbą odcięcia dopływu gotówki musiał przyjść w tym dniu do budy bez superowej(jego zdaniem) tapety na twarzy. W końcu wyglądał"normalnie" wg nich(rodziców). Po długiej kłótni pogodził się z tym. Jeden dzień wytrzyma.Jeden. Gdy szedł piorunował wszystkich wzrokiem. Na szczęście mógł się ubrać "po swojemu" jak to ujął. Najpierw szły zdjęcia klasowe i grupowe. Wychowawca,pan Kisame Watanashi, kazał się wszystkim uśmiechać. Na końcu można było zrobić sobie zdjęcia z kumplami/kumpelami. Dwie dziewczyny perfidnie zaciągnęły Ichigo i Sumire przed obiektyw,stawiając ich obok siebie,przy okazji obejmując ich ramieniem po przyjacielsku.Pan fotograf zrobił im zdjęcie. Że też musiał tego dnia spinać włosy gumką! Mógł se nimi zasłonić twarz. Dwa dni później zdjęcia były gotowe do odbioru,więc Watanashi kazał im przynieść określoną sumę na zdjęcia lub zdjęcie. Bo klasowe trzeba było mieć i już :P Te same dziewczyny namawiały rudzielców(czyli Ichigo i Sumire) na kupienie owego zdjęcia,które im "zrobiły".
-A czemu mam robić to co chcecie?!-wnerwił się Sumire.-Mnie na to nie nabierzecie same se kupcie tę żenadę na dwóch kółkach,phi!-fuknął.
Owe dziewczyny to Orihime i Rukia- największe klasowe plotkary.
-Ichiigooo!-zaczęła Orihime- ty napewno to kupiiisz, prawdaaa?-zaczęła go namawiać. Zrobiła przy tym taką słodką minkę. Rukia papugowała psiapsiułę.
-Blee,jakie to słodkie...-rozczulił się sztucznie emo-boy(goth).Spojrzały na niego z nadzieją, że może zmienił zdanie.-chyba zaraz się porzygam!-poszedł do swojej ławki i znów zaczął coś skrobać w swoim zeszyciku.
Prychnęły na niego i dalej urabiały Kurosakiego, aż ten się nie zgodził. Pisnęły radośnie i pognały do innych dziewczyn. Niestety po rozmowie z ojcem musiał zamówić u nauczyciela owe dodatkowe zdjęcie. Masakra... * Następnego dnia zaczęło się wydawanie zdjęć. Rukia, Orihime od razu zaczęły porównywać siebie ze zdjęciami. Sumire i Kurosaki mieli niemal identyczne wyrazy twarzy, tego samego koloru oczy i włosy... Spojrzały na Sumire. Znów był w swojej tapecie. Kupił owe "fartowne" zdjęcie,bo jego rodzice chcieli. Dali mu za to sporo gotówki, którą zaraz po szkole przepuści na swoje emo-pierdoły.
-OOO Sumiii-znów zaczęła Ori-a jednak! Podoba ci się,prawda?
-Jest żałosne-odpowiedział.-moi starzy konieczne chcą je mieć.
-Co ty odpierdalasz?! Hoshigaki,ciebie popierdoliło?-wydarła się dotąd milcząca Rukia-jest świetne! A wy wyglądacie jak dwie krople wody!
-Ale z ciebie ziółko, smarkulo!
-Ty jesteś tu jedynym smarkiem!-żyłka zaczęła jej pulsować.Nienawidziła,jak ktoś wspomonał o jej wzroście. Już miała go kopnąć, kiedy on niespodziewanie odparował cios.Podniósł nogę i odepchnął jej but. Poleciała na Orihime. * Od tej pory kłócili się dosłownie o wszystko. Gdy wrócił do domu i pokazał rodzicom zdjęcie, oni zaniemówili.
-Kto to jest?-spytała matka,wskazując na chłopca obok niego.
-Ichigo Kurosaki. Chodzę z nim do klasy.
-Synu, musisz o czymś wiedzieć.-zaczął ojciec. Rozsiedli się na kanapie.
-Jesteś adoptowany. Szoku malowanego na twarzy nastolatka nie dało się w żaden sposób opisać.
-C-coo?-zająknął.
-Synku,ja nie mogę mieć dzieci...-zaczęła matka. Z jego oczu zaczęły spływać łzy wielkie jak ziarna grochu.Cały make-up poszedł w cholerę. Oszołomiony słuchał dalej.
-Zostałeś przez nas adoptowany tuż po narodzinach-kontynuował Suigetsu Hoshigaki,jego ojciec.- matka Ichigo, Isama Kurosaki, powiła bliźnięta. Prawdopodobnie ten Ichigo nie wie nic o tym.-skończył. Wyraz twarzy syna zmienił się ze zszokowanego na pełen żalu i goryczy.
-I pewnie nie mówiliście tego ,abym go nie szukał? Dla mojego dobra?-wychlipiał.
W jego głowie krążyły teraz pytania bez odpowiedzi. Ich milczenie było oczywistą odpowiedzią.
-Dlaczego?!- z tym pytaniem pobiegł do siebie,zamykając się na klucz. Założył słuchawki na uszy i dał głos na full.Do oczu cisnęły się łzy, w głowie brzęczało zdanie: im nie można ufać. Nie miał pojęcia w jakich sprawach go jeszcze okłamywali. Spojrzał na siebie w lustrze, wziął nożyczki i ściął się na krótko, tak jak Ichigo. Zmył z twarzy ten cały syf. Zdjął pieszczochy,kajdany z bioder(na spodniach). Jedyne co zostawił to ciuchy. Nie chciał aby mylono go z tym chłopakiem. Wywalił swoje dodatki do szafki, a ścięte włosy do kosza, a potem przez otarte okno gdzieś. Znów zatopił się w muzyce, roniąc łzy. Nie docierało więc do niego wołanie "rodziców". Myślał, że jest ich mieszanką: Karin,jego "matka," miała krwistoczerwone włosy i jasnobrązowe oczy, a Suigetsu,jego "ojciec",białe włosy i granatowe oczy. W tym całym natłoku myśli nie wiedział kiedy zasnął. Obudził się koło 5 rano. Założył na siebie ciuchy i poszedł zrobić poranną toaletę. Zrobił se jakieś żarcie i poszedł z plecakiem do parku. Nie obchodziło go że nie ma nawet 6 rano. Słuchawki na uszy i w droge. Jesień nadchodziła,więc o tak wczesnej porze dnia było już dość jasno. Podczas spaceru postanowił pogadać z tym całym Kurosakim. Dwie godziny później siedział w szkole. Dochodziła ósma. Przez następny miesiąc olewał opiekunów i zakumplował się z Ichigo. Odbył się konkurs talentów, na który byli zaproszeni rodzice uczniów. Sumire zaśpiewał piosenkę zespołu Kutless "what faith can do". Na instrumentach grali Ichigo, Rukia i Chado. Orihime i Ishida robi za chórek, choć praktycznie nie było ich słychać ^^'. Po jego występie nastała cisza.Po chwili rozbrzmiały gromkie brawa i krzyki "bis!". Zaśpiewał piosenkę 'Im still yours" tego samego zespołu, na dokładkę. Po występie spytał Ichi czy są tu jego starzy.
-Tak...ojciec,to ten wariat który tu woła.-podeszli to niego.
-Ichigo,synku, nie mówiłeś,że potrafisz tak dobrze grać na gitarze!-krzyczał podekscytowany.Przedstawisz mi kolegę?
- Nie mówiłem,bo nie pytałeś. To Sumire Hoshigaki.
-Hoshigaki?!-wrzasnął.
-Tak,tak się nazywam...chcę z panem pogadać...w cztery oczy.
-Dobrze,chłopcze... Opowiedział mu wszystko, czego się dowiedział miesiąc temu. Kiedy on to potwierdził,to rudzielec rzucił mu się zapłakany na szyję. Wtedy podeszli "rodzice" chłopaka.
-Witam, panie Kurosaki- przywitał się Suigetsu.
-Sui! Jak ja cię dawno nie widziałem!
-Zaraz...to wy się znacie?-spytał Sumire.
-Tak, od jakiś 30 lat...-odpowiedział Sui.
-Czemu mi wcześniej nie raczyłeś powiedzieć,że znasz moich rodziców,ty podła kreaturo?!-wrzasnął do Suigetsu przez łzy. Zaczął biec przed siebie. Wyszedł ze szkoły. Biegł,dalej płacząc.Nie zauważył jadącego samochodu. Zginął,zanim ktokolwiek zdążył za nim krzyknąć jego imię oznaczające kwiat fiołka. ******
Epilog. Pogrzeb odbył się pięć dni później. Przybyła na niego cała klasa zmarłego, jego przybrani rodzice i prawdziwa rodzina. Wszyscy płakali. W ciągu miesiąca każdy go polubił. Dopiero teraz się dowiedzieli czemu tak bardzo się zmienił z dnia na dzień. Od tamtego dnia Ichigo przychodził na jego grób co miesiąc, zostawiając świeży bukiet fiołków i zapalając nowy znicz. Czasem przychodził z rodziną.Tą prawdziwą i tą przybraną. Bardzo tęsknił za bratem, mimo iż tak krótko go znał. Często rozmawiał z jego opiekunami. Dzięki temu dowiedział się sporo o swej matce, która była za życia bliską przyjaciółką pani Hoshigaki. Gdy umiera ktoś,kogo znaliśmy,to chcemy czy nie, trzeba żyć dniem dzisiejszym i myśleć o jutrze. Życie toczy się dalej.
Gdy ktoś bliski umiera,
To dopiero do nas dociera,
Ile ta osoba dla nas znaczy.
Nikt nam tego nie wytłumaczy.
*** Z twej rozciętej brwi
Spływa powoli kropla czarnej krwi.
Krwi, Która jeszcze w twym umyśle tkwi.
I co zrobicie?
To jego życie!
Zrobi co chce.
Nawet, gdy to będzie złe.
Dla niego,
Dla jego przyszłości.
Jest dorosły-niech robi co chce.
Jego brew
Zdobi w tej chwili czarna krew.
Co zrobi?
Czy życie ocali? Czy może
w piekielnych czeluściach spali
Swoją duszę?
Przeżywając katusze
Jakich nigdy nie doświadczył...
Jego brwi
Zdobią teraz krople czarnej krwi...<--- mój wiersz. ***

To na tyle. ^.^.

środa, 18 września 2013

Wielkie poświęcenie epilog.

Epilog.
Ichigo nabrał chęci do życia, gdy dowiedział się że jego ukochana się wybudziła.
Gdy ona go ujrzała, to łzy stanęły jej w oczach. Ichigo jakiego znała był teraz wychudzony do granic możliwości,przedramiona miał w bandażach.
-Nie płacz,moja księżniczko. Dzięki tobie będzie tak jak dawniej.
-Co ty sobie zrobiłeś?-zapytała łamiącym się głosem. Opowiedział wszystko. Ona co chwilę otwierała usta,ale nie przerwała mu.
*
Orihime,po dokładnym zbadaniu przez psychologa,została wypuszczona z aresztu za kaucją i dostała 50 godzin prac społecznych. Z sądu wychodziła ze spuszczoną głową,lecz jej oczy wyrażały ulgę.
Następnego dnia udała się do szpitala aby odwiedzić Sakurę. Nie była sama. Przy niej był JEJ Ichigo.
Jednak po ostatnich wydarzeniach miała już dość czegokolwiek. Zapukała cicho w drzwi.
Spojrzały na nią dwie pary identycznie brązowych oczu. Ona z ciekawością, on z nienawiścią nie do opisania.
Wakacje upłynęły pod znakiem przeprosin, których nie chciał przyjąć. On i ona wracali do normalności.
Tak skończyła się historia przyjaźni,która nie była im pisana. Rozpoczęła się nowa,która trwała aż po grób.
Taki cosplay Nel, Ichigo i Dark Ichigo ^^

wtorek, 17 września 2013

Wielkie poświęcenie 5

Po tym rozdziale będzie epilog ^.^
Pogotowie przyjechało po dziesięciu minutach. Ichigo ten czas dłużył się w nieskończoność.
Odbiła się od szyby niczym szmaciana lalka. Lekarz orzekł że ma poważny wstrząs mózgu,złamaną rękę w trzech miejscach,złamane żebra...
Kurosaki był w szoku i te informacje docierały do niego z opóźnieniem.
Nim się zorientował karetka odjechała na sygnale. Drżącymi dłońmi napisał ojcu SMS aby pojechał do szpitala w którym pracuje. Rudzielca podwiózł do szpitala Chado, czego nie był do końca świadomy. Na korytarzu zobaczył ojca.
Spojrzał na niego z nadzieją.
-Jest w śpiączce,przez co nie możemy przeprowadzić większości badań...
Następnego dnia w szkole był nieobecny myślami.
-Kurosaki-kun...co ci jest?-zapytała rudowłosa przyjaciółka.Popatrzył na nią. jego oczy nic nie wyrażały.
-Sakura miała wczoraj poważny wypadek...jest w śpiączce...-skierował się w stronę szafek.Stanął przed swoją,po czym walnął w nią głową i tak stał. Nic go nie obchodziło. Tylko żeby się wybudziła.
Pojechał do szpitala,w którym leżała.Siedział tam do ósmej,aż nie wygoniła go pielęgniarka.Powlókł się do domu.
Zamknął w pokoju i nie wychodził. Siostry próbowały się do niego dostać,pogadać. Jednak nic to nie dało.
Po szkole całe dnie spędzał w pokoju(po wizycie w szpitalu). Prawie nic nie jadł i nie pił. W szkole praktycznie się nie odzywał do nikogo. Tak dzień w dzień przez pół roku bez przerwy. Pewnego już majowego dnia,kilka tygodni przed końcem drugiej klasy liceum Ichigo nie przyszedł. Na początku jego przyjaciele myśleli że zachorował. Po tygodniu postanowili do niego pójść. Siostry powiedziały im, że Ichi trafił na oddział intensywnej terapii z powodu próby samobójczej i chronicznego niedożywienia.Ojciec cały czas nad nim czuwał. Dotarli do celu w 15 minut. Jednak personel medyczny nie wpuścił ich do przyjaciela.
Orihime upadła na kolana i zaszlochała.
-Hime*, co się stało?-spytała Rukia. Wszyscy spojrzeli w jej stronę.
-To wszystko moja wina-przyznała się cicho.
-Jak to? Co ty pleciesz?
-To ja wepchnęłam ją pod samochód! I Ichigo leży tam przeze mnie!-prawie wykrzyczała.
-Co?
-Byłam zazdrosna...-dodała po chwili. W następnej była przygniatana do ściany przez Chado.
-Przez twoją głupią zazdrość omal nie zginęły dwie osoby. Coś ty myślała?! Że jak się jej, być może,-ostatnie słowo podkreślił-pozbędziesz to on się w tobie zabuja?!-wykrzyczał Ishida.
-W tej chwili idziemy do jego domu i wszystko wyśpiewasz a potem do jej rodziców. Już!-Renji pociągnął ją do wyjścia.
Ruszyli za nim. Czemu to powiedziała? Gdy zobaczyła go za tą szybą coś w niej pękło. Półroczne milczenie przepadło w ciągu paru sekund. Na korytarzu szpitala,tuż przed wyjściem, spotkali jego ojca. Gdy tylko powiedziała prawdę dostała mocno z liścia.
To ją zamroczyło.
- Jeśli się nie wybudzą, to popamiętasz mnie, kobieto!-wysyczał Isshin.
**************
W końcu poszli do jej rodziców. Tamci po usłyszeniu prawdy chcieli wzywać policję. Dwa tygodnie później Orihime została postawiona przed sądem pod zarzutem umyślnego spowodowania wypadku.
W tym samym czasie Ichigo wybudził się.
-Synu,jak się czujesz?-ten tylko poruszył wargami. Ojciec szybko podał mu wodę.
-Gdzie ja...
-Jesteś w szpitalu. Trafiłeś tu prawie miesiąc temu. Chciałeś się zabić.
-Bez niej nic nie ma sensu. Powinni zabić winowajcę...
-Ona właśnie jest w sądzie i pewnie dostanie kilka lat jeśli nie więcej.
-Co....? Ona? Ale...kierowcą był facet...
-Ale to nie on ją potrącił.Ktoś ją wypchnął,a on nie zdążył wyhamować.
-Kto...?
-Twoja przyjaciółeczka-ostatnie słowo prawie wypluł-Orihime.
-Co...?Czemu...-wychrypiał głośniej.
-Bo jest w tobie chorobliwie zakochana. -.... -Twoja matka i siostry bardzo się o ciebie martwią.-dodał.
-A co z nią....?
-Dalej nic. Ale po prześwietleniu mózgu lekarze wnioskują że niedługo się wybudzi.-dodał. Po prawie dwóch tygodniach wreszcie ukazała światu swoje brązowe oczy.
*Hime-tak czasem przyjaciele mówili na Orihime. Oznacza to księżniczkę(jap.)

niedziela, 15 września 2013

wielkie poświęcenie 4

Urodzinowy post :) 20 lat...
Okazało się że Sakura jest znana w Soul Society głównie ze swej brutalnej siły.
Opowiedziała Ichigo,że swoją odznakę shinigami rąbnęła Zarakiemu dawno temu i jeszcze mu nie oddała ^3^.
Oprowadziła go po dzielnicy,gdzie mieszkała jej siostra.
-Siostrzyczko!
-Witaj!-Mała była ubrana w białe kimono. Jej brązowe krótko obcięte włoski powiewały na wietrze.Jej oczy koloru trawy świeciły się niczym tafla wody w blasku księżyca. Przytuliła duszę Kushiny. Po chwili z domu wyszła jej przyszywana rodzina.
-Dlaczego tak rzadko mnie odwiedzasz?-spytała z goryczą mała duszyczka.
-Przepraszam-spojrzała w oczy dziewczynki- będę cię odwiedzać ile tylko się da aż się mną znudzisz.Wraz z Ichigo i twoim bratem.
-Naprawdę? Jupi!-zaczęła skakać z radości.-Arigato,Ichigo!-przytuliła go jak misia. Długo rozmawiali.W tym wymiarze czas się nie liczył. Wrócili do Karakury,by pójść do Urahary.
Karin,Ichiro i Yuzu byli na podwórku i grali w....baseball? A od kiedy oni potrafiią grać w baseball? O.o Bawili się w najlepsze. Sakura telekinetycznie zatrzymała piłkę.
-Wracamy.
-To ty to zrobiłaś?-odpowiedzią był jej zadziorny uśmieszek.^^ Ichiro zakodował sobie,aby z niej to wyciągnąć tę informację. Zapadł zmrok,gdy wracali do swoich czterech ścian.
-Czemu to przede mną ukrywałaś?-spytał z wyrzutem gdy byli przed swoimi pokojami-myślałem,że...możemy sobie powiedzieć wszystko.Przez chwilę było cicho jak makiem zasiał.
-Bałam się...
-Czego?
-Że tego nie zaakceptujesz...że nie będziesz chciał mnie znać-wyszeptała.
-Pewnie na początku tak...ale byłoby lepiej,nie?-poszli spać.
Rano Ichigo i Sakura szli razem do szkoły. Podeszła do niego i czerwona jak burak (xD) pocałowała go prosto w usta. Po głowie kołatało mu pytanie: "co się stało?".Uśmiechnął się i dołączył do niej. Złapał ją za dłoń i tak doszli do szkoły.
Wszyscy ich znajomi zaliczyli glebę+szok(bo w sklepie była promocja 1+1 dop. aut.). Orihime była zazdrosna.
Od dawna sie w nim kochała,ale bała się mu to wyznać.To był jeden z życiowych błędów, których cofnąć się nie da.
Sakura i Ichigo rozpoczęli nowy rozdział w swoim życiu,choć nie byli tego jeszcze świadomi. Wszyscy wypytywali ich o wszystko.
Nic nie pisnęli. Orihime czuła się zazdrosna. Po szkole nadarzyła się okazja na "usunięcie" nowej przeciwniczki.
Gdy żegnała się z Ichigo zmierzała w stronę pasów. Było żółte światło. Orihime podbiegła do niej i pchnęła na nadjeżdżający samochód...Ostatnie co usłyszała to pisk opon i zdążyła przez ułamek sekundy dostrzec oślepiające światło...
Rysunek Sakura i Kushina Hakawe ^.^
By me :)