Aomine Daiki.
Chłopak z wielkim talentem. Pewny, że nigdy nie spotka godnego siebie przeciwnika.
Niestety, zbytnia pewność siebie może zgubić nawet tyrana.
W drugiej klasie liceum zaczął wątpić w swoje talenty, opuszczał treningi przekonany, że jak będzie dalej trenować, to nikt go nie pokona.
Nie przypuszczał, że jednak może się mylić.
Wracał właśnie do domu po niezbyt ciekawych lekcjach.
Był piątek, więc postanowił wpaść na boisko.
Ten, kogo zobaczył… to wryło go zupełnie. Ktoś, kto wyglądał… który był jego lustrzanym odbiciem, stał tam. Grał w koszykówkę.
W sport do niedawna tak uwielbiany przez asa Pokolenia Cudów.
Zbliżył się do ogrodzenia, wpatrzony w ten niecodzienny widok.
Był wyższy od niego. Był skupiony. Emanowała od niego radość.
Gdy biegł kozłując do celu, był kimś, kogo Daiki zatracił dawno temu. Był osobą, która nie patrzyła na wynik, lecz na dobrą zabawę.
Kilkanaście minut później było już po meczu.
-Shin-chaan!- krzyknął jakiś chłopak z przeciwnej drużyny-jeszcze cię pokonam!
- Gadaj sobie, Momo!.
-Nie nazywaj mnie Momo!- wściekły podciął go, po czym odszedł. Ten podniósł się i zaczął się śmiać.
- hahahhaha! Momo nie potrafi się bawić!- otrzepał się i zobaczył Aomine.- joł!
-….
-Co tak stoisz, brachu? Chcesz zagrać ze mną?- po chwili namysłu zgodził się.
Aomine na początku grał ostrożnie, ale gdy Shin zdobył pierwsze punkty, postanowił postawić na swoją destrukcyjną siłę i szybkość. Zaczęła się walka. Daiki grał zaślepiony żądzą zwycięstwa, a Shin bawił się.
-Shintaro Nama- przedstawił się, gdy skończyli grę. Wynik: 20:24 dla Namy.
- Aomine Daiki- odpowiedział, zdyszany.
- Może jeszcze kiedyś zagramy, Ao?- Shin lubił nadawać ludziom zdrobnienia.
-Może… i nie nazywaj mnie tak!- oburzył się. Tamten wystawił mu rękę tak, aby przybił żółwika. Wtedy Daiki przypomniał sobie czasy w Teiko.
-Ziemia do Ao! Ktoś tu idzie!- i klepnął go w plecy.
Tym kimś okazał się Taiga i Tetsuya. Podeszli do nich i tak stali.
-yyyy…-zaczął Kagami- to twoja rodzina?- Shin uśmiechnął się przyjaźnie do czerwonowłosego.
- hahahhahhaha!- zaśmiał się sobowtór- ja mam tylko siostrę, Nami, ale ona jest w USA… Jest w III gimnazjum. Ao byłby kiepską siostrą, hahahaha!- klepnął Taige w plecy.
Kuroko wpatrywał się w przybysza. Tak bardzo przypominał mu przyjaciela… Podszedł do niego.
- Tetsuya Kuroko- przedstawił się wyciągając dłoń do uścisku.
- Shintaro Nama- wystawił dłoń do przybicia żółwika, jak wcześniej z Daikim. Widmowy zawodnik był w szoku, przybijając żółwika.
Od tamtego dnia Shin grał z drużyną Seirin, świetnie się bawiąc każdym rzutem, podaniem, skokiem.
****
Zbliżały się drugie Mistrzostwa Zimowe liceów. Pokolenie Cudów rozproszone po różnych szkołach przygotowywało zupełnie inną taktykę, która miała im dać zwycięstwo.
Aomine, ku zaskoczeniu drużyny, zaczął trenować. Mimo to nie dawało mu to satysfakcji z gry. Jego koledzy nie mogli się z nim równać, dlatego grał od niechcenia.
Dni mijały. Pokolenie Cudów po raz drugi pokazało na co je (ich) stać.
Tym razem jednak nie spotkali się na boisku w tych samych składach co rok temu.
Seirin vs Rakuzan, Midorima vs Kise, Aomine vs Murasakibara, a reszta szkół rywalizowała o przejście dalej w wielkim pocie czoła.
Seirin wygrało z Rakuzan, dzięki destrukcyjnej sile Kuroko, Taigi i Namy. Kise wygrał z Midorimą, dzięki swoim ulepszonym zdolnościom, które szlifował dzień w dzień po ostatniej przegranej z Aomine. Murasakibara wygrał z Aomine, co bardzo zdziwiło obu. Mura-chin zagrał tylko dlatego, że drużyna go o to męczyła- po przegranej w półfinale, rok temu, z Seirin, odechciało mu się grać.
Tak oto w półfinale spotkał się Nama z Aomine oraz Kise z Wielkimi Faulującymi Królami( chodzi o tych, co wygrywają poprzez częste faule, ale sędzia tego nie widzi).
Kise wygrał bez problemu wiedząc, że jego przeciwnicy cały czas stawiają na jedną taktykę, nie myśląc o polepszaniu swoich talentów. Gra z jedną kartą w pokera to nie gra.
Za to Seirin i drużyna Aomine walczyli jakby grali o Złote Kalesony xD
Żaden nie chciał odpuścić. Żaden nie chciał przegrać.
Daiki nie był w tej chwili już niczego pewien. Ani swojej siły, ani zwycięstwa. Z takim przeciwnikiem wszystko było możliwe.
Mecz zakończył się ledwo zwycięstwem Seirin, po rzucie Namy. Ciało Aomine odmówiło posłuszeństwa. Wynik: 80:82.
Czy człowiek jest zdolny wznieść się ponad swoje słabości? Ponad to co go ogranicza?
Podążać drogą obraną od początku do końca przez siebie, bez niczyjej pomocy?
Aomine zmienił się jeszcze bardziej po tym meczu. Przypomniał sobie co to radość z gry.
Przypomniał sobie, co znaczy przyjaźń. Przypomniał sobie, że jest człowiekiem i nim pozostanie do końca.
Tak, to trochę głupio wyszło, wiem +.+
Wiem też, że moje opowiadania nie są długie, ale wolę pisać krótko a ciekawie, niż rozwodzić się na 100 stron i lać wodę.
Nie chciało mi się pisać który Cudak jest z której szkoły :p
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz