Chcę zaznaczyć że opowiadanie jest zupełnie zmyślone, nie ma związku z żadnym anime.
Gdy tylko otworzyła oczy, zobaczyła piękno, które dojrzewa każdej nocy, aby rozbłysnąć swym blaskiem-wschód słońca. Ta ranna gwiazda była zwiastunem nowego dnia.
Przeciągnęła się, wstała i wykonała poranną toaletę.
Ten dzień był inny od pozostałych, które nie zostawiały śladu swego bytu w jej zaprzątniętej pierdołami pamięci.
Nie było jeszcze 7 rano, a ona już wyszła z domu. Ten dzień z pewnością zaliczał się do tych wyjątkowych.
Nogi poniosły tam gdzie dawno nie była. Zachwycała się świeżym zapachem drzew, świergotem ptaków…
Dotarła do małej polanki. Przetarła oczy. Nigdy tu nie była. Gdy była mała codziennie chodziła do lasu z rodzicami, a teraz… wszystko się zmieniło.
Na tę myśl jej serce przeszył dreszcz. Szybko jednak otrząsnęła się.
To co było nie wróci choćbyś nie wiem jak tego chciał-przypomniała sobie słowa z czytanej ostatnio książki.
Jej kruczoczarne długie do pasa włosy rozwiał wiatr potęgując uczucie chłodu o poranku. Jej zieloną sukienkę powoli ozdabiały pierwsze promienie nowego dnia.
Poszła ścieżką, która była przed nią. Na jej końcu znajdowała się jakby pieczara, coś na kształt przejścia, jaskini… Nie potrafiła tego opisać.
Podeszła do tego miejsca jak zahipnotyzowana, kiedy usłyszała miauczenie.
Z zarośli polnej polanki wyszedł mały kotek, był cały czarny z białymi wąsikami.
-Zgubiłeś się mały?- zapytała go. On miauknął jej w odpowiedzi i zaczął mruczeć.-wezmę cię do domu. Od dziś będę twoją mamą.
Zaniosła go do domu, podała mu mleko.
Spojrzała w lustro. Jej jasnoniebieskie oczy kontrastowały z jej włosami niczym dzień i noc.
Wzięła z półki książkę „ Alchemik” Paul’a Coelho, wyszła na taras i zagłębiła się w lekturze.
Początek był mało interesujący, ale wędrując po kolejnych stronach powieści odkrywała kolejny tajemniczy dla niej świat.
Ze świadomością że jest sobota wczytała się tak, że gdy skończyła była już prawie siedemnasta.
Przeciągnęła się, a jej nowy towarzysz wgramolił jej się na kolana.
-Nazwę cię…- zamyśliła się szukając dobrej nazwy- Aru!- klasnęła w dłonie i przytuliła kotka. Ten po chwili pieszczoty zaczął się łasić i mruczeć.
Z domu wyszedł ojciec dziewczyny.
- Mizu, gdzie byłaś cały dzień?- zapytał.
- Czytałam książkę na tarasie, tato. Nie mów że tego nie zauważyłeś.-fuknęła.
Jej ojciec, Taru Watabe był szefem w dużej firmie komputerowej. Miał dwie córki: Mizu i Oriko.
Choć obie były już w gimnazjum, to nadal miały głowę gdzieś hen daleko w chmurach.
Były niemal identyczne, co nie jest niczym niezwykłym przy bliźniakach jednojajowych. Różnił je tylko kolor oczu- Mizu miała błękitne po matce, a Oriko brązowe po ojcu.
Były wesołe i beztroskie niczym kilkuletnie dzieci, dla których dzień jest tylko nowym czasem na zabawę i wygłupy.
Obie miały dobre oceny- choć dążyły do perfekcji to jeszcze jej nie osiągnęły i chyba nigdy im się to nie uda.
Nikt nie jest idealny…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz