niedziela, 30 marca 2014

Kuroko no basket: Kiseki no sedai na wesoło.

Charakterystyka Cudownego Pokolenia z anime Kuroko no basket/basuke na wesoło. To takie cuś od czapy, więc proszę nie brać tego serio. Głupawka robi swoje x3
Część I.

Midorima- zawodnik Cudownej Generacji( Kiseki no Sedai). Bez pamięci wpatrzony w to,co jest napisane na nakrętce od Tymbarka. Na podstawie tych kilku słów planuje sobie dzień. Przed lekcjami zawsze kupuje w Biedronce butelkę napoju. Dzięki niemu owy sklep bije rekordy w sprzedarzy produktu. Obwiązuje sobie palce prawej dłoni, bo boi się, że się wyda to, że kiedyś tak przestraszył się swego odbicia że walnął palcami w ścianę. W efekcie złamał dwa palce.
Do szkoły ubiera się niczym marchew: na pomarańczowo. Ma za duże okulary,więc co chwile musi je poprawiać.

Murasakibara- gigant. Potrafi zjeść tonę miśków żelków i nie puścić pawia. Lekarze aż sie dziwią,że nie ma cukrzycy. Osładza sobie życie, bo nikt go nie lubi przez jego wzrost. Ciągle chodzi za Akashim, bo ten często zostaje po lekcjach i może z nim pogadać. Wiele osób sie go boi.

Kise- model. W młodości naoglądał sie za dużo anime 'Naruto'. Szalał za klanem Uchiha, dlatego w sportach stara sie kopiować rywali niczym ten klan techniki walki. To anime tak mu zryło banie, że kiedyś przez przypadek powiedział do Momoi"Haruno, ty wielkoczoła!".
Do tej pory dziewczyna ma za to focha.
Stara sie być zabawny jak główny bohater serii, niestety, choć jest blondynem, nie za bardzo mu to wychodzi.

sobota, 22 marca 2014

"Naruto" w świecie szamanów.

Tak, nikt tu ostatnio nie zagląda,ale i tak dodam rozdział. Jest to krótki fanfik,bez kontynuacji. Miłego czytania.

Czy zastaniałeś sie kiedyś,przybyszu, co by było, gdyby drużyna 7 przeniosła sie za sprawą Tsukiyomi Obito do świata,gdzie duchy to codzienność niektórych,wybranych? Postaram sie odpowiedzieć na te zagadke w moim stylu :)

Mieli już stopnie Jouninów. Mieli po 18 lat. Osiągneli dorosłość, a jednak nie zdołali powstrzymać zamaskowanego shinobi. Sensei miał prawie 30 lat i pustynie  oraz kłótnie swoich dawnych podopiecznych przed sobą.
-może ruszymy zacne zadki i rozejrzymy sie?- zaproponował swoim Kakaszowatym głosem.
-a co to da?! I tak nie wiemy gdzie nas wywiało!- podsumował Uchiha. Że też Obito musiał zaatakować w momencie, kiedy byli w trakcie walki! Naruto już był jego! A Sakura i Kakashi nic nie mogli zrobić! Pryhnął i poszedł za swymi dawnymi towarzyszami.

Jak sie domyślasz, fuxem dotarli do Dobi village na turniej szamanów. Jedyne co mieli to swoja chakra. Nie wiedzieli co robić, więc poszli do baru. Tam Silva stał za barem.
-co podać?- zapytał przybyszów.
-dla mnie ramen!- żachnął Uzumaki bez chwili wachania.
-co? Skąd wy sie urwaliście?-zapytał barman- szaman.
Drużyne zamurowało.
-Naruto zamknij sie! Nie jesteś u siebie!-skarciła go Haruno.
-no,-odpowiedział Sasek.
Kakashi nic nie powiedział.
- wy nie jesteście szamanami? Skąd jesteście?
-z Konohy!- Naruto zabłysnął głupotą kolejny raz.
Sakura zdzieliła go po łbie. Po chwili miał ogromnego guza.
- powie nam pan gdzie jesteśmy?- zapytał Hatake- bo my sie... zgubiliśmy...- to słowo chyba najtrafniej określało sytuacje, w jakiej sie znaleźli.
-hmm...kto to szaman?- zapytał Sasuke.
-szamam? Chętnie coś wszamam!- blondyn zabłysnął sucharem niczym Joko. Shinobi zaliczyli glebe... x.x
- jesteście w wiosce, w której odbywa sie turniej szamanów, czyli ludzi obdarzonych darem widzenia duchów i rozmawiania z nimi...
Dzięki nim mogą być prawdziwymi wojownikami.-nie wiedział co im odpowiedzieć. Ich miny były takie, jakby im ktoś powiedział kto zgwałcił Kubusia Puchatka.
***
W tym czasie Yoh z przyjaciółmi i Joko wreszcie dotarli do celu podróży- do Dobi. Niestety byli jednymi z ostatnich przybyłych, więc musieli sie gnieździć w chacie, a za sąsiada mieli Naruto i jego paczke(ło Boże).
Zabawę czas zacząć...
Kiedy szamani chcieli odpocząć po walce, Uzumaki urządzał sobie sparing w postaci głośnej, bezsensownej kłótni, z Sasuke i Sakurą. Kakashi wogóle nie zwracał na to uwagi zaabsorbowany swoimi książeczkami.
-co wy tu robicie, skoro nie jesteście szamanami i nikogo tu nie znacie?- zapytał Trey.
- jesteśmy z innej.. wioski jakby to ująć. Nie znacie- zaczął Hatake.
- aha... - dołączyła Anna.
- wy coś wogóle umiecie?-Len pytał dalej.
- noooo- Naruto po raz kolejny błysnął.
- umiemy wiele rzeczy...ale wy pewnie tego nie zrozumiecie.
- to chodźmy na arene i sie przekonamy- zarządziła Anna.
Tak zrobili. Kilka minut później byli już na arenie. Było tylko kilka pustych miejsc ze względu na trwające pojedynki między szamanami.
Obejrzeli jedną walke, po której była przerwa. Shinobi mieli szanse sie wykazać.
Naruto zaczął od cienistych klonów. Sakura skupiła chakre w dłoni i utworzyła spory krater w ziemi. Sasuke zaimponował kulą ognia, która poszybowała w niebo. Kakashi pokazał swoje chidori- błyskawice. Wszyscy obecni byli pod wrażeniem i zapadła cisza.

Nawet Zik, choć super silny, pierwszy raz w swoim ponad tysiącletnim żywocie( reinkarnacja) nie mógł wydusić słowa.
-hahaha! I co blondi, już wierzysz?! Hahaha! Ała!- Sakura zdzieliła go w brzuch, żeby sie zamknął.
-jesteście...- Yoh był w szoku. Jego przyszłej żone zabrakło języka w gębie!
- jak można zostać szamanem?- zapytała Haruno.
- musisz znaleźć ducha, który stanie sie twym stróżem i z którym stworzysz więź.
- a może być ktoś... z rodziny?- spytał cicho Naruto.
- tak, jeśli wiesz gdzie ma grób...- odpowiedziała medium.
- no tak- zmarkotniał. Gdyby byli" u siebie" to by było dużo łatwiej... Sakura wzięłaby pewnie jego matke za stróża,on ojca, Sasuke brata, a Kakashi Jiraye... zszedł z areny. Reszta dobiegła do niego.
- musimy stąd jakoś sie wydostać...- skwitował.
- wiesz, że musimy mieć jakiś trop jak to zrobić, młotku, prawda? Bez tego nigdzie nie ruszymy, a co najwyżej sie zgubimy- zgasił go Uchiha.
Hao przyglądał sie im z góry, jak to zwykł robić.
Przez następne dni myślał jak ich przekupić, aby do niego dołączyli. Skoro nie są szamanami, nic nie wiedzą o świecie. Lecz mimo to nie są zwierzyną, a drapieżnikami. Mają zdolności, jakich nawet sam Król Duchów posiąść nie może... a jemu sie to udało dawno temu. To nowe ciało, ta reinkarnacja nie dała mu sposobności, aby przyswoić sobie te wielką moc sprzed wieków,jaką jest władanie wszystkimi żywiołami. Władanie naturą.
Niestety nic nie wymyślił. Więc tylko obserwował ich bezsensowne sprzeczki.
(Yoh pokonuje i zabija brata, jak w anime)
Dzień później po zbawiennym wyczynie młodego Asakury wieczorne niebo przecięła Gwiazda Przeznaczenia- znak dla szamanów o kontynuacji Turnieju.( na tym anime sie kończy, więc każdy musi sobie wymyślić własny ciąg dalszy).
Shinobi wiedzieli, że to znak. Mają szanse sie stąd wydostać. I choć troche już przywykli, to jednak nie ma to jak w domu.

Gdy tylko został ogłoszony nowy król, niebo rozbłysło szkarłatem. Wszystkich oślepiło, a shinobi znaleźli sie u siebie, w Konoha.
Naruto rozejrzał sie uważnie i wrzasnął: RAMEEEN!!!-pognał do Ichiraku zostawiając towarzyszy daleko w tyle. Oni tylko strzelili facepalm'a i udali sie każdy w swoją strone. Sakura do swoich głupich rodziców, których kochała. Sasuke do rezydencji przeszukać wszystko co sie da,aby dowiedzieć sie czegoś o grzeszkach swojej sławetnej familii. A Kakashi udał sie do siebie kontemplować piękno erotycznych dzieł Jirayi. Mimo że od dawna Zboczony Pustelnik nie żył, to w jego książkach czuł,że on jest obok. Dopóki o kimś pamiętamy on nigdy nie umrze. Będzie żył w pamięci tych,którzy o nim myślą.


https://www.youtube.com/watch?v=n_IhhIbGajQ -->Jeśli nie oglądałeś/aś Króla Szamanów, to tu jest link do pierwszego odcinka-wszystkie są na Youtubie ^.^.

niedziela, 2 marca 2014

Rodzina

Wiem że to takie srutu tutu... będzie kontynuacja ale nie wiem kiedy :>
Zapraszam do czytania i komentowania.

Szła, czując że nie postawi już kroku. Włóczyła noge za nogą, zmuszając je do ruchu. Jakiegokolwiek.
Blizna pomiędzy oczami piekła ją niemiłosiernie. Próbowała ignorować ból.
Po kilku minutach doszła do dróżki. Tam opadła z sił. Osunęła się zemdlona myśląc gdzie sie podziewa jej brat. Jej jedyna rodzina. Jedyna osoba którą zna. Której ufa. Jej ostoja spokoju i bezpieczeństwa. Z tymi myślami usnęła nie wiedząc czy zemdlała czy nie.
Jej włosy barwy deszczowych chmur rozwiał wiatr. Już dawno zgubiła gumkę. Nie miała czym ich związać.
Nim straciła kontakt z rzeczywistością, usłyszała głos. Obcy głos. Głos dziecka...
-Kakashi senseii-zawył- tu jest jakaś dziewczyna!- czuła jak podchodzi do niej kilka osób. Jedna z nich sprawdziła tętno, ale nic więcej.
-Zabierzemy ją do szpitala. Pomóżcie mi- powiedział męski głos.
Czuła, że ktoś ją niesie. Czuła jak kłują ją czyjeś włosy. Lecz nie mogła dać znać, że ich słyszy.
Jej ciało odmówiło posłuszeństwa.
Nie wiedziała ile szli.
Obudziła sie w szpitalu. Nie znała tu nikogo.
Patrzyła tępo w ścianę, by po chwili zwrócić uwage na otwarte drzwi i osobę w nich stojącą.
-Jak sie czujesz?- zapytał ten sam męski głos.
-To pan mnie tu przyniósł?-nie wiedziała co więcej powiedzieć. Powinna być mu wdzięczna za pomoc. Lecz jedyne co czuła to lęk.
-Tak.. Kakashi Hatake.
-Mira Hatake-przedstawiła sie zachrypniętym głosem.
-co? Kim jesteś?- jego ton głosu zmienił sie nie do poznania. Tak samo mimika. Już nie był tym miłym kolesiem.
-Wraz z bratem szukamy rodziny. Do tej pory nikogo nie znaleźliśmy. Więc poszliśmy w swoje strony po kłótni.
Dopadli mnie jacyś shinobi-wyciągnęła z kabury opaskę wioski mgły-udało mi sie zabić ich szefa,ale on mnie wcześniej mocno poturbował i zatruł.
Myślałam, że mój brat przybędzie na pomoc. Zawsze gdy potrzebowałam go, on nagle sie pojawiał. Ma na imie Seiji.
Nie widziałam go już prawie miesiąc- umilkła wiedząc,że nie ma już nic do dodania od siebie.
- A jak wygląda?
-Chce pan krótko czy długo żeby opowiadać?
-Krótko prosze.
-Wygląda dokładnie jak Biały Kieł Konoha Gakure. Jest tylko nieco od niego wyższy.- patrzyła na niego.-zna go pan?
-To był mój ojciec...-wydusił.
- Bardzo go pan przypomina,hakufu.
Na te słowa niemal podskoczył.
- Tak jest pan moim wujkiem.
Wymienili jeszcze kilka zdań, a potem on poszedł zamyślony do swojej drużyny. Nic do niego nie docierało, nawet jak Gai sie na niego wydzierał że na niego wpadł. Bąknął tylko pod nosem i szedł dalej.
~•~•~•~•~
Kakashi nie mógł uwierzyć, że ma rodzine. Przez kilka dni chodził zamyślony.
W tym czasie Seiji postanowił wstąpić do Konohy.
Poszedł więc do Hokage aby załatwić tymczasowe lokum.
Była tam drużyna 7. i 10. wraz ze swymi mistrzami.
Hatake i Kurenai wryło z wrażenia. Genini patrzyli z zaciekawieniem na przybysza.
-Seiji Hatake-przedstawił sie Sarutobiemu kłaniając się. Przedstawił sprawę.- słyszałem że moja siostra tu jest... chcę ją zobaczyć. Nie widzieliśmy się z miesiąc...- Hokage przydzielił mu mieszkanie. Potem zajął sie misjami dla drużyn. Rozeszli sie.
Hatake poszedł za gościem.- Kakashi Hatake- przedstawił sie. Twarz długowłosego ani nie drgnęła.
-Aha. Wiesz może gdzie ona jest?
-W szpitalu na ojomie- poinformował krewniaka.
Mira tymczasem gapiła sie w ścianę, jakby tam były wypisane odpowiedzi.
Kilka minut później została wybudzona z letargu głośnym trzaśnięciem drzwi.
- Cześć bracie- powiedziała bez entuzjazmu.
- Nie masz nic więcej do powiedzenia?! Jak ty wyglądasz?! Co ci sie stało?
- Zostałam zaatakowana. Było ich za dużo.
Patrzył na nią jak na kosmite.- byli za silni. Jestem chuuninem, ale oni byli wyszkoleni.- sciszyła głos- chciałam, żeby mnie wykończyli w pewnym momencie...chciałam zginąć...- padła na poduche ze łzami w oczach. Odychała głęboko.
- Zabije gnoi!- Seiji był w piekielnym nastroju.
Kakashi wyszedł czując, że ona ma coś do powiedzenia, ale wstydzi sie.
- Boję sie, że mnie zgwałcili- wyszeptała zduszonym, zrospaczonym głosem pełnym bólu. Teraz nie powstrzymywała łez.
Całym szpitalem wstrząsnął krzyk rodem z Godżilli. Niemal szyby wyleciały spękane z okiennic.
*-*-*
Siedział przy niej. Nie opuszczał dopóki nie znał wszystkich wyników badań.
Następnego dnia wszystko było jasne. Jej przypuszczenie z koszmaru ziściło sie. Była w szoku.
Seiji- skrytobójca, jedyny specjalista we wszystkich aspektach genjutsu. Ten, który nie znał strachu, rozpłakał sie nad losem swej siostry.
Płakali tak razem. Nikt im nie przeszkadzał.
Znów, po tylu latach zapomnienia, zmienił sie w małego chłopca. W siebie pamiętającego szczęście.
Wyszedł wieczorem. Chodził bez celu po Konosze ani myśląc o powrocie do mieszkania.
Dopiero po północy, kiedy już nie mógł, wrócił w chwilowe miejsce zamieszkania.
Pełen obaw o jutro zasnął nie wyczuwając,że ktoś go obserwuje.
=•=•=
Obudził sie koło szóstej. Zdezaktywował jutsu.
- Wiem, że tak jesteś, Hatake. Czemu za mną leziesz?- zapytał rzeczowo.
- Chcę pogadać.
- O czym?
- O was. Chcę wiedzieć coś o twoim ojcu. O waszej rodzinie. Ojciec nie wspominał, że ma brata lub siostre.
- Jego brat...Abuku został wygnany z klanu, gdy miał zostać jouninem.
- Dlaczego?
- Bo zdawał egzamin w Oto, a tam nie tolerowano słabeuszy... nie chciał zabić swego przeciwnika. Nie wiem czemu zdawał akurat tam...
- Ale... co to za...
- Tak. Nie zdał. Wykłócał sie z Kage. Powiedzieli, że zda jak wypełni jeszcze jedną misje...
Pożegnał sie z matką, która była w ciąży z Mirą, ze mną mówiąc, że niedługo sie zobaczymy...
Zginął na tej misji. Miałem pięć lat... nie byłem do końca świadom tej tragedi. Za bardzo byłem zajęty myślą o rodzeństwie...- Kakashi słuchał uważnie.
- Matka zmarła przy porodzie. Obiecałem sobie, że ochronję Mire.
- Czemu tak sie darłeś w szpitalu? Zabili kogoś?
- Zgwałcili ją- wyharczał- nie mogłem jej obronić...
- Co?!- aż wstał. Kopiujący ninja zniknął.
Seiji popatrzył na niego smutno. Co będzie dalej?
***
Po miesiącu wypuścili ją.
Żle sie czuła. Ciąża to dno. Cały czas chciała jeść. Mdłości, zmęczenie...
Seiji pomagał jak mógł.
- Aniki, nie lataj tak nade mną- powiedziała pod koniec ciąży- jutro idę do szpitala i tam się mną zajmą. Ty napewno masz swoje sprawy.
- Dobrze...
***
Dzień rozwiązania nadszedł szybko.
Rodziła kilka godzin. Była wykończona. Panowie czekali zniecierpliwieni przed szpitalem.
Gdy Seiji i Kakashi zobaczyli malucha, to odrazu się rozpłyneli. Miał szare włoski i rubinowe oczka, niczym Uchiha z kekkei genkai.
Postanowiła, że go odda, a imię nadadzą mu jego nowi rodzice. Nie chciała pamiętać o przeszłości. Kiedyś mu powie. Kiedyś zrozumie.
Wyszła ze szpitala po trzech dniach. Seiji i Kakashi byli jej wsparciem.
Zakumlowała sie też z drużyną Hatake.
Od tego momrntu była jakaś inna. Milcząca. Nie chciała rozmawiać o tym, co sie stało.
Możliwe,że sie z tym nie pogodzi. Ale nikt jej tego nie wytykał. Miała 19 lat i życie przed sobą.
Poznała Jiraye, gdy chciał zabrać blondyna w podróż. Poznała Tsunade, gdy objęła tytuł Kage po rezygnacji Sarutobiego.
W końcu poznała Orochimaru, gdy zaatakował Konohe ze swoimi sługusami.
Wycofał sie dostając baty od jouninów,ANBU i jej brata, który nie był w nastroju do żartów.
****
Mały rósł jako Hyuga.
Hana dzięki niemu odzyskała chęci do życia. Miała synka. Opiekowała sie nim i wracała do zdrowia.
Wszyscy w klanie nie posiadali sie z radości.
***
Mira po kilku tygodniach wybłagała misje A.
Miała wraz z bratem zbadać granice kraju Ognia, aby wyeliminować ewentualne zagrożenie dla wioski.
Byli czujni. Po kilku dniach złapali kilku i wrócili to wioski. Udali sie do szpitala na kontrole.
I tak wszystko trwało sobie kilka lat, aż Iro Hyuga, mały synek mamusi, nie dowiedział sie od jakiegoś starucha, że jest adoptowany. Poskładał fakty do kupy i uciekł w wieku 5 lat z domu szukając rodziców. Nie wiedział od czego zacząć, więc najpierw przeszuka Konohe.
Postanowił to zrobić oczywiście po ciemku xD.
Jakieś pijaczki dorwały go w parku i zaczęły zaczepiać, rzucając słowami wiadomej treści.
Seiji właśnie wracał wraz z siostrą z Ichiraku. Ona wydoroślała pod każdym względem.
-zostawcie go!- krzyknęła do kolesi, a Seiji ruszył w bój z mordem w oczach.
Załatwił ich że nie wstali, a ona podeszła do chłopca. Ten spojrzał na nią i zaczął płakać.
-cicho, już dobrze-uspokajała go.- pójdziemy do twojej rodziny...
-ja nie maam roodzi-inyy!- lamentował malec.
-każdy ma rodzine, więc twoja bapewno cie szuka.
-moja mama mnie nie chciała i oddała obcym ludziom!-szok. Takie młode dziecko nie powinno rozumieć takich słów na tyle...
-skąd to wiesz? Przecież jej nie znasz-broniła sie.
Popatrzył na nią rubinowymi tęczówkami.
- A pani zostawiła by swoje dziecko? Hyuga cenią rodzine i władze oraz posłuszeństwo wobec wyższych rangą.- powiedział.
-już to zrobiłam... to dziecko ma teraz 5 lat i dobrze sie orientuje w tym, co go otacza- odpowiedziała łamanym głosem. Znowu była pod ścianą. Ale tym razem stawi temu czoła. W końcu i tak by sie dowiedział...
-byłam za młoda, aby je wychować... oddałam je rodzinie Hyuga- spuściła wzrok.- nawet nie wiem jak ma na imię, bo nie miałam odwagi go odwiedzić...- cisza zaciążyła niczym ołów.
- ma ba imię Iro.- powiedział. Ona podniosła wzrok i ich spojrzenia sie skrzyżowały.
-witaj, mamo...- przytulił ją niepewnie, z nadzieją.
- witaj, synku...- trwali tak. Seiji tylko patrzył. Nie wiedzieli ile tak klęczeli, ale czuli że wszystko sie jakoś ułoży.
Dwa dni później Iro Hyuga wrócił do przybranych rodziców i odbył z nimi poważną rozmowę. Ustalili że Mira i jej brat zamieszkają w ich rezydencji blisko Iro.
Obie strony sie na to zgodziły. Tak więc następnego dnia zaczęła sie przeprowadzka.
Dzięki klonom trwało to niecałe pół godziny.

Mira Hatake by Wujek Google^ ^