wtorek, 24 września 2013

"nieco"zwariowana historia Sasuke Uchihy.

Miał tylko 6 lat, a już stracił niemal całą rodzinę. Prócz niego żył jeszcze brat-morderca. Był starszy o kilka lat, ale zawsze we wszystkim lepszy. Kiedyś czuł,że może mu wszystko powiedzieć, a teraz...wszystko wydawało się tak odległe... Ostał się z życiem(a co zarzucimy staropolszczyzną xD) tylko dzięki błaganiu. Mały nie wiedział,że już wtedy stracił dumę i godność. Żył, a ON uciekł. Wydawało mu się,że wtedy opłakiwał zmarłych, ale to mogło być złudzenie...zwykła iluzja. *** Minęło już 6 lat. Cały czas pielęgnował w sobie gniew i nienawiść. Nazywał się Sasuke, Sasuke Uchiha. Lecz to dumne niegdyś nazwisko nic dla niego nie znaczyło. Wszystko robił automatycznie, jakby od niechcenia. Liczyła się zemsta, nic poza tym. Po trupach do celu. Od jakiegoś czasu miał sny z pewną kobietą, której nigdy nie widział,w roli głównej. Mówiła mu spokojnym głosem,że ma się nie bać, że niedługo wszystko się wyjaśni. Choć widywał ją w swych codziennych snach,to nie zdradziła mu kim jest. Jej oczy koloru gorzkiej czekolady(czekoladaaa-dla każdego coś dobrego) patrzyły na niego z taką troską, że aż chciało mu się płakać. Został przydzielony do drużyny 7.(skład wiadomo jaki ^^) Z tą dwójką dzieciaków nie chciał się zadawać,a co dopiero z nimi gadać.Był samotnikiem i dobrze mu z tym było. Jednak teraz musiał znosić te niedojdy: głąb z ADHD, a potem Sakur(w)ę(to nie moje przezwisko,od razu piszę, kiedyś na czyimś blogu to wyczytałam) patrzącą na niego jak na jakąś super przecenę w lumpexie, gdzie pewnie często bywa. O senseiu wiedział sporo,wertując jego życiorys.
-Coś się wam nie podoba?!-warknął na "kompanów".
-N-nie sskąd-odburknęli.
-Dobra-przerwał tę jakże barwną konwersację(albo jak kto woli konserwację) Kaszalot-czeka was mój specjalny test. Jak nie zdacie to wracacie do pierdaka bez żadnego ale. Macie zdobyć te oto dzwoneczki które ukrad...eee... kupiłem w Biedronce.-spojrzeli na niego dziwnie-do południa. Powodzenia!- po tych słowach wyjął książkę "Techniki Ninja Dla Frajerów" i zaczął ją czytać.(wszystko tak jak w anime, tylko Sasek ma plan). Pojawił się przed Kaszalotem i spojrzał na niego. A ten go olał i czytał to coś co nazywał dziełem. Zabrał mu to "dzieło" i zniknął. Zamaskowany stał w miejscu,co go zgubiło. Sasuke ;pojawił się i wbił mu rasenchidori prosto w plecy. Miał gwiazdeczki pod oczami. W szpitalu po dokładniejszym zbadaniu uznali że musi zostać na obserwacji. Oczywiście Sasuke zabrał mu dzwonki i rzucił tym niedorozwojom. Kakaś obudził się po tygodniu. Ujrzał bruneta siedzącego obok. Miał JEGO ukochane dzieło! Oddał mu to i wyszedł. Cztery dni później Kakashi wyszedł ze szpitala. Spotkał się ze swymi podopiecznymi.
-Przepraszam sensei-zaczął Uchiha-powinniśmy popracować zespołowo.-reszta drużyny przytaknęła.
-Zdaliście a... -Jupi,Huraaa!-krzyknęła lafirynda i dresiarz. -a dzięki Sasuke przypomniałem sobie gdzie zapodziałem klucze od mieszkania-gleba.-pokazał im ów przedmiot.-poza tym Sasuke, nie wiedziałem,że masz takie techniki w zanadrzu.
-Cóż...mam dużo czasu i tyle-odpowiedział lakonicznie brunet. Po omówieniu paru kwestii rozeszli się w swoje strony. Tej nocy zobaczył ludzi kroczących po wodzie niczym cienie. Bezszelestnie weszli do rezydencji Uchiha. W świetle księżyca ujrzał kobietę idącą na czele. To była ONA...(ze snów) Nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku,nic. Spora grupa podeszła do niego. Spojrzała mu w oczy.
-Jestem przywódczynią pozostałego przy życiu klanu Uchiha, Sara Uchiha-przedstawiła się- Itachi nie jest już uznawany za wroga. Zablokowałam mu chakre, jak i siły witalne. Jest bezbronny. Nikt ci już nie grozi. *** Następnego dnia Sasuke był w dobrym humorze. o udanym treningu zaprowadził drużynę do swej posiadłości. Wszyscy nowi lokatorzy doprowadzali budynek do stanu używalności sprzed lat. Gdy słonce już zachodziło ktoś zapukał. W drzwiach stanął Obito Uchiha.
-Ka-Kakashi-wydukał, wchodząc. Podszedł do niego-ileż to już lat?-resztę wieczoru spędzili na wspominkach(czytaj: nachlali się). Następnego dnia(na kacu )odwiedzili Rin.
-Kakashi,Obito?-spojrzała na nich oczami wielkimi niczym dwuzłotówki-Co tu tak śmierdzi?
-Co złego to nie ja...-wybełkotali. -Ehh...wchodźcie...-zafundowała im terapię anty-kacową. *** Sara i Sasuke poszli do siedziby Akasiów. Znaleźli Itachiego. Nie miał co robić tylko leżał na dachu,idiota. -Itachi-wycedził Sasek.
-Sasuke...co cię tu sprowadza?
-Chcemy wiedzieć, dlaczego wybiłeś klan, w którym się wychowałeś?-rozpoczęła Sara.
-Dla wyższej formy sharingana...
-Tylko? Ale...żeby go zdobyć trzeba zabić the best friend forever...-ominęła przekleństwa- czy było warto?
-Nie...kazdego dnia chciałbym cofnąć czas i zabić tamtego siebie...-zaczął opowiadać wszystko. Sasuke nie mógł uwierzyć w to co słyszy, jednak było to prawdą... KONIEC!
Nie bijcie za tak posrany pomysł *.*'. Rysunek, dużo roboty: drużyna 7. w parku.

1 komentarz:

  1. Hejka!
    Świetne!
    "nieco" to ona nie jest. No i nawet nie wiesz jak się cieszę, że dałaś tam Kakashiego <3 ^^
    Terapia antykacowa-muszę przyznać, że naprawdę ciekawie.
    Już nie mogę doczekać się następnego opowiadania,dużo chakry!!!
    Buziaki :**
    Aki
    PS. Wymyśliłam genialne wspomnienie Temci, które umieszczę u mnie na blogu. ^^ Miło by było ujrzeć tam twój komentarz i mam do ciebie jedną wielką prośbę... ale szczegóły poznasz na GG ^^

    OdpowiedzUsuń