Zdjęli z niego zakrwawione ciuchy.Wraz z ojcem wniosła go na górę,do sypialni.
Hiashi wyciągnął czyste bokserki i przebrał go. Sakura patrzyła na to z rumieńcem.
-Co jest,skarbie?Przecież masz z nim syna.
-Ale minęło tyle czasu...pomóż mi go obmyć.
-Dobrze.
Po kąpieli położyli go do łóżka. Ubranie poszło do prania.
************
Aizen obudził się w nocy za potrzebą.Czuł się dziwnie.Po załatwieniu "sprawy" zauważył że ma na sobie...bokserki!
Poszedł poszukać brata. Po drodze na dół zastanawiał się jak to możliwe że ma inne gacie...
Na parterze obok kanapy,na której leżał Grell,stała świeca z zapałkami.Zapalił ją i podszedł do niego.Był rozpalony.
Szybko pobiegł do łazienki i zmoczył ręcznik zimną wodą.Zrobił okład,a potem ułożył się obok i zmorzył go sen. Rano obudził go znajomy zapach.
Wstał i poczłapał do kuchni.Usiadł. Poczuł z tyłu ciepłe dłonie obejmujące jego szyję.
-Lepiej się czujesz?-spytała.
-Tak...a kiedy on się obudzi?
-Jego organizm musi się zregenerować... Przed nimi wylądowało śniadanie. -Smacznego!
-Dzięki. Jak zjemy to chcę cię o coś spytać.
-Jasne.
************
-Co się wczoraj stało?Czemu mam na sobie bokserki?
-Grell został ciężko ranny. Poszedłeś za tym...człowiekiem.Zabiłeś go. Wróciłeś cały we krwi,zemdlałeś,wchodząc na piętro.
-mhmm...
-...razem z ojcem wykąpałam cię i zmieniłam ci całą garderobę jaką miałeś na sobie...-Aizen poczerwieniał-a na koniec położyliśmy cię spać.
-Aha-odpowiedział speszony.
-Twoje ubranie już pewnie wyschło.
-Dobrze,to pójdę się ubrać i pójdę do brata.
-Poczekam tam na ciebie.
Grell ocknął się dopiero pod wieczór.Lecz dopiero po miesiącu mógł normalnie wykonywać wszelkie czynności.
-To ja powinienem ucierpieć...-żalił się Aizen.
-Pierwszy raz kogoś zabiłeś?-ciekawił się brat.
-Nie,ale wcześniej nie zdarzało mi się zemdleć po akcie morderstwa.
-Przemyślałem sobie sprawę z Sebastianem i uważam że to latanie za nim było głupie. Poszukam sobie dziewczynę jak wyzdrowieje... Zaczął padać śnieg.
-Rozchmurz się Grell!Za tydzień Wigilia!
-Tiaa... Całej tej rozmowie przysłuchiwał się Michaelis. Nie mógł uwierzyć,że Grellowi przeszło.
Wydawało mu się że to sen.
Jednak się pomylił.Od następnego dnia Shinigami prócz podstawowych zwrotów grzecznościowych nie odzywał się do lokaja Ciela.
Po kilku dniach Sebkowi zaczęło brakować tych jego wygłupów. Nadeszły Święta Bożego Narodzenia.
Wszyscy życzyli sobie szczęścia. Grell otrzymał kociaka,któremu dał na imię Ichigo.Sebek był o niego zazdrosny tym bardziej,że to cudne stworzenie nie otrzymało imienia po nim."To zniewaga!"-pomyślał. Aizen załatwił wszystko co jest potrzebna kotu do szczęścia.Ichigo wszedł właścicielowi na kolana i zaczął mruczeć.
-Dziękuję,bracie.
****************
Parę dni później Sebatian usłyszał jak Grell zwierza się swemu futrzakowi:
-Ja tylko chciałem,by ktoś ze mną porozmawiał...poświęcił kilka minut uwagi...czy to takie trudne? Mimo,że od początku wiedziałem,że Sebastian traktuje mnie jak powietrze,to byłem mu wierny niczym pies...-kotek wtulił się w pana-niedawno zrozumiałem,że to nie miało sensu...-łzy zaczęły spływać z jego oczu. Schował twarz w kolanach i zaczął szlochać,co nie uszło uwadze lokaja Ciel'a. Łzy przemawiały przez niego. Łzy,które tyle lat dusił w sobie.
Kot zasnął obok niego. Pogłaskał jego rude miękkie futerko
-Pewnie wyglądam żałośnie...bo przecież...shinigami nie mogą... wyrażać emocji,a ...zwłaszcza pozytywnych...ma przemawiać przez nich złość,chęć mordu i krwi...nie mogę już się nazwać prawdziwym shinigami!-każde słowo mówił ciszej od poprzedniego,aż odpłynął do krainy snów. Do Sebcia do dotarły jego słowa z małym opóźnieniem.Podszedł do niego i oporządził go do snu.Zabrał kota.
**********
Obudził się dopiero na kolację.Nic nie robiąc sobie ze swego stanu poczłapał do kuchni.Wziął kromkę chleba i zaczął przeżuwać.
-Gomenasai- szepnął ktoś do jego ucha.Ktoś,kogo bardzo dobrze znał.Normalnie podnieciłoby go to,zaczerwieniłby się,ale teraz olał go i jadł dalej.
Nic więcej.Nagle świat pociemniał i osunął się na podłogę
-Grell!Nie pajacuj!-Nic.Wziął go na ręce i pobiegł do bawialni.Całe towarzystwo spojrzało na niego.
- Obudził się a potem nagle zemdlał...-brat i Sakura podbiegli do nich.Położyła mu dłoń na czole.
-Co...się...-zaczął, budząc się.
-To tylko omdlenie-orzekł Sebastian.
-Aha...-zaburczało mu w brzuchu.
-Chodź,musisz zjeść coś-ciągnął dalej lokaj.
-Hai...-spojrzał mu w oczy-puść mnie-wycedził przez zęby.
Usłuchał i Grell podreptał do najbliższego krzesła.Zjadł duży kawałek lazanii i wypił kubek herbaty Earl Grey.
-Sebastianku,czemu nagle się tak mną przejmujesz?-zapytał,nieświadomy jak się do niego zwrócił.
-Nie chcę,abyś znów płakał,szczególnie z mego powodu...-zaczął cicho.
-NIE PODSŁUCHUJE SIĘ CUDZYCH ROZMÓW!-wydarł się,co przypłacił kaszlem.Sprzedał mu liścia z otwartej dłoni i wybiegł.
-Zasłużyłem sobie...-przyznał z głupawym uśmieszkiem. -Jeśli coś mu pan zrobił...
-Nic mu nie zrobiłem,tylko...
-Tylko co?-dopytywał się Aizen.
-Podsłuchałem jak gada sam ze sobą...
-Nie powinien pan tego robić,nawet jeśli to pana dotyczyło...takie rozmowy są najbardziej prywatne ze wszystkich,jakie człowiek może przeprowadzić!-wybuchł-Nie dziwię się,że tak się wkurzył.Lepiej niech pan przez bliżej nieokreślony czas nie wchodzi mu w drogę.
-Tak...-rzekł winny spuszczając głowę ze wstydem.
-Dobrze że się zrozumieliśmy-wziął butelkę wody-pójdę do niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz