poniedziałek, 17 lutego 2014

GDZIE JA JESTEM??!!

A teraz coś z anime Bleach^ ^

Było dość wcześnie,ale on już chciał spać. Nie wiedział czemu jest tak zmęczony. Położył się od razu po szkole. Była 2:49.
Gdy się obudził była prawie 21.
Zszedł do kuchni aby zrobić sobie żarcie. Nie wiedział co,ale coś mu nie pasowało.
Było cicho. Za cicho.
I wtedy ktoś wszedł do domu. Sądząc po głosach były to cztery osoby.
'Ciekawe kogo tu niesie o tej porze' pomyślał wychodząc z kuchni. Wryło go w posadzkę.
Przed nim stała jego matka której lata nie widział. Która umarła na jego oczach.
Stał tak.
-co jest synku?-zapytała-nie było nas dwie godziny. Nie chcieliśmy cię budzić a byliśmy u państwa Orihime.
-c-co?
-Głąbie czego nie rozumiesz w tym zdaniu?- naprzeciw niego stanęła Karin. Lecz nie była chłopczycą. Była piękną nastolatką o długich włosach i w sukience. Yuzu natomiast wyglągała jak stereotypowa kujonka.
-Hahaha!Ale ty wyglądasz!-i zaczął się tarzać ze śmiechu.
Tymczasem w drzwiach stanął Isshin.
-Synu. Nieładnie tak przy damach się wygłupiać. Nie masz już pięciu lat. Jesteś najstarszy. Pora abyś się za siebie wziął. Popatrz na swoje siostry.-spojrzał na nie nie rozumiejąc aluzji- Karin wygrała 5 konkursów Miss Świata Juniorów a Yuzu wynalazła nowe gry komputerowe warte miliony. A ty co osiągnąłeś?
Nie odpowiedział.
-no jestem w liceum...-'i jestem shinigami. Codziennie ratuje ludzi' dopowiedział w myślach.- i gram w hokeja...
-Ale nic w tym nie osiągnąłeś...a ze mnie sie śmiałeś,HA!!-dopowiedziała Karin.
Nie wytrzymał. Nie wytrzymał i dał jej z liścia. Nie wytrzymał i poprostu wybiegł z domu.
Ona nigdy sie z niego nie śmiała. A Yuzu nic nie powiedziała... tata jest taki... poważny a matka...ŻYJE!? Co tu się dzieje?!
Poszedł tam gdzie zwykle aby wszystko przemyśleć-na cmentarz. Tylko kogo miał odwiedzić? Przechadzał sie między nagrobkami. Na samym końcu stało spore mauzoleum rodziny...Kuchiki?!
Co. Tu. Sie. Dzieje!?
Za nim była Inoue. Zmieniała kwiaty,nucąc cicho.
Stał tak i patrzył aż nie skończyła.
-Gdzie ja jestem?-zapytał.
-W Karakurze,Ichigo.-powiedziała. Patrzyła na niego jak na wariata.
-Ahha...to i ja wiem.-burknął.
Nie wiedział jak jej to wyjaśnić,więc oddalił się.
W parku było cicho o tej porze. Gdy szedł między drzewami usłyszał pewien hałas. Poszedł w jego kierunku.
Okazało się,że Renji,Chado, i kilku innych których znał wyżywało się na kimś.
-och Kenpachi nie ładnie tak kablować na kolegów-mówił Ishida.
-Ja nie kapowałem! I my nie jesteśmy kolegami- jęczał.
-co sie tu dzieje?-spytał Kurosaki podchodząc szybko.Chciał zmienić sie w shinigami,niestety nic sie nie stało.-walić to-burknął i rzucił się na tych dręczycieli. Pobił wszystkich, a najbardziej Renji'ego-zawsze chciałem to zrobić-powiedział z satysfakcją patrząc na niego.- nic ci nie jest Kenpachi?
-nie.
-co tu robisz o tej porze?
-szedłem do domu z moją dziewczyną,rozdzielilśmy sie gdy ją odprowadziłem,a potem oni mnie napadli...
-i pobili cie tak. Ale za co?
-nie wiem. Sądzą że na nich kabluje.
-trzeba to będzie wyjaśnić,chodź-pomógł mu wstać-odprowadze cie.
Gdy wracał do chaty było już po 10 wieczorem. Zdziwił się tą ciszą panującą w domu. Olał to i poszedł do swojego pokoju. Położył sie na łóżku. Przed zaśnięciem zastanawiał sie czemu Kenpachi jest takim lamerem. Zasnął, nie wiedząc co przyniesie mu nowy dzień w tym dziwnym, chorym świecie.

Oczywiście, jak sie domyślacie, to był tylko sen. Tak, w snach jesteśmy sobą, możemy sie oderwać od codziennych trosk... Dozobaczyska!!!

piątek, 14 lutego 2014

Itachi

Rysunek Ita w sukience.
Mikoto mówi że zawsze chciała mieć córke.
Sasek sie z niego nabija.
Całe Akatsuki : WTF?!
A Itachi myśli sobie: dobrze że ojciec tego nie widzi.

Jeśli ktoś chce jakiś fanart to proszę pisać w komentarzu^ ^.

Wiem że jesteś gdzieś tam...

Pisane na komórce.

Sasuke nigdy nie był wylewny. W stosunku do nikogo. Wyjątkiem był jego aniki. Z nim zawsze mógł pogadać. Jednak nigdy nie miał czasu aby opowiedzieć ototou o czymkolwiek. Itachi zawsze tylko słuchał.
Jednak tej nocy postanowił mu coś o sobie opowiedzieć. Było to w dniu gdy Sasuke został geninem. Przyszedł do braciszka gdy ten leżał w łóżku ze swoim Panem Przytulasiem-misiem kremowego koloru.
-Przepraszam- powiedział po chwili ciszy-przepraszam że nie chciałem ci o sobie mówić.
-Co...?-genin nie wiedział co powiedzieć. Przecież jego brat był cudownym dzieckiem, idealnym dziedzicem klanu. Nigdy nie przypuszczał, że będzie kogokolwiek za cokolwiek przepraszał...a zwłaszcza jego...
-Byłem oziębły, bo chciałem cię chronić. Jako mój braciszek byłeś celem wielu shinobi. Wiedzieli że jeśli cię pojmą to ruszę w pościg za tobą. Wiedzieli, że będę cię szukać. Wiedzieli że ulegnę,aby cię ratować,abyś był bezpieczny. Więc w TĘ noc Starszyzna wysłała mnie na tajną misję, abym wyśledził i wyeliminował tych, którzy zagrażali geninom i dzieciom.
Gdy się dowiedziałem o tej masakrze, to odrazu wracałem. Jednak ty się mnie bałeś.
Sasuke patrzył na niego zdziwiony. Na osobę która po tym co się stało wrócił,bo go sumienie ruszyło. Jednak gdy zobaczył te łzy w oczach Itachi'ego,zamknął oczy.
-Ta trauma będzie mnie męczyć do końca. Nawet jak wiem że to było tylko genjutsu...
Byłem najlepszy w Akademii a nie potrafiłem rozpoznać iluzji... -położył się na jego kolanach. Jego oddech stał się miarowy.
Itachi uśmiechnął się pod nosem.
-Dobranoc,braciszku.-ułożył go na łóżku.- jutro zaczniemy wszystko od nowa, jesteśmy dla siebie wszystkim i ty to wiesz. Będę się tobą opiekować póki żyję...- poszedł do salonu i też poszedł spać z głową pełną planów.
*-*-*-*-*-*
Sasuke wydawało się że śni. Nie wiedział czy to sen czy koszmar. Miał obok siebie brata, którego kochał i nienawidził. Którego naśladował i chciał zabić. Skrajne uczucia toczyły w jego sercu oraz umyśle walkę,która nie zapowiadała łatwej wygranej żadnej ze stron.
Poszedł do salonu,a potem do kuchni. Nie wiedział czemu, ale nie miał zamiaru go budzić.
Bo co jeśli to co mówił było prawdą? I nareszcie z nim rozmawiał. To było coś czego Sasuke zabrakło w latach dziecięcych: rozmowy obydwu stron.
Zaczął robić jajecznicę z koperkiem,pomidorem i cebulą oraz kawę. Obaj lubili ten prosty w przygotowaniu posiłek. Gdy odpalił gaz zaczął nucić piosenkę(gotuj z Dziemianem-klubowa jajecznica).
-Sasukeeeee-dobiegł do kuchni zmulony głos Itacza. Brzmiał jakby był na kacu- co ty śpiewaaasz ? Lepiej byś robił coś co ci wychodzi- podsumował.
-Cichaj! Bo nie będzie dla ciebie śniadania ty wredna łasico!-i rzucił w niego połówką bułki posmarowaną masłem. Pech(albo szczęście jak kto woli xD) chciał(o), że ta część z masłem trafiła centralnie na jego włosy(czubek głowy).
-Sasukeeee już nie żyjesz!!!
I zaczęła się mordownia u Uchichów II czyli bitwa na żarcie. W ruch poszło wszystko co dało się zjeść lub potłuc. W tym momencie zachowywali się jak dzieci a nie jak młodzież.
Zakończyli gdy w kuchni i salonie nie zostało już nic do rozwalenia.
Te części domu wyglądały prawie jak stajnia Augiasza.
Zmęczeni padli tam gdzie stali.
-Trzeba będzie pójść po zakupy-oznajmił łasic.

Oczywiście podczas zakupów się pokłócili czy kupić zastawę Hello Kitty(Sasuke) czy taką prostą w serduszka(Itachi). W ramach kompromisu kupili po trzy z każdego zestawu. Potem poszli po kwiaty które Sasuke pogryzł.
Na koniec wycieczki do nich przywaliła się Sakura i Naruto. Różowa chciała po raz n-ty poderwać Sasqacza a Naru chciał za wszelką cenę wyciągnąć od długowłosego gdzie kupili taką zarąbistą zastawę. Po pół godziny użeranie się z głąbami( przynajmniej w tej kwestii sie zgadzali) wrócili do siebie.
Zmęczeni doznaniami dnia obejrzeli film i przypomnieli sobie że nie jedli obiadu. Zamówili ramen i poszli w kime. Na jednej kanapie. W efekcie Sasek spał głową w dół i wsadził duży palec u nogi Itachiemu to nosa,a Itacz przez sen włożył mu rękę pod koszulkę a drugą drapał sie po brzuchu chrapiąc jak niedźwiedź(jak ja bym chciała to zobaczyć!). Młody obudził się spadając z mebla i noga, która buszowała po twarzy geniusza, walnęła go w podbródek. Oboje wybudzili się z bólem głowy.
-coooo?!!-Sasuke nie ogarniał.
-to ty mnie walnąłeś!-wydzierał się Itacz.
-nie to ty mie zepchnąłeś,spaślaku!!!-Sasuke był nieugięty w swoich" racjach".
Zaczęła się mordownia Uchicha III. Wydzierali się o siebie przez to w jakiej pozycji zasnęli.
Ich życie było pełne takich rewelacji.
Potrafili się pokłócić dosłownie o wszystko.
Jak stare dobre małżeństwo.

http://m.youtube.com/?reload=2&rdm=zjagr9w#/watch?v=GKs04Fu1FG8

wtorek, 28 stycznia 2014

Kunoichi team last

Dobra nie wiem kiedy będę miała czas na napisanie czegoś i dodanie.

Gaara walczył z Naruto. Uwolnił Shukaku i stracił nad nim kontrolę. Na szczęście Naruto miał plan : wygrać! (tak bardzo skomplikowany).
Stworzył klony i okrążył go. Ten „prawdziwy” zaatakował rasenganem, budząc rudzielca. Niestety Gaara nie dał za wygraną i za pomocą swego piasku ( z piaskownicy nieopodal xD) pokonał blondaska.
Druga walka : Kankuro i Temari.
Kunoichi atakowała sen bon i wietrznymi atakami, jednak to nie zdezorientowało mistrza marionetek. Wykonał na niej technikę trumny z czego nie mogła wyjść, tym samym wygrywając walkę. Jego kukły służyły nie tylko za tarczę, ale też do ataku.
Trzecia walka: Shikamaru i Nina.
Uchiha dzielnie się trzymała, uaktywniając kekkei genkai. Skopiowała jego ruchy, czym go zdezorientowała. Wykorzystała tę chwilę aby uderzyć. Jej technika cienia była perfekcyjna. Utworzyła dwa klony, które utworzyły rasenshuriken. Shikamaru też utworzył klony, jednak one stały w miejscu.
Zanim się zdążył zorientować oberwał jutsu którego nie znał. Padł, tym samym przegrywając.
Czwarta walka: Neji i Yuzu.
Hyuuga szykował się na sekwencję 64 ciosów podczas gdy Yuzu formowała pieczęcie do swojego triku. Połączyła Harem Jutsu i Kage bushin. Jednak ta technika podpatrzona od Młotka na nic się nie zdała. Neji wykonał swój ruch tym samym niszcząc jej jutsu.
Ona w tym czasie złapała go spod ziemi za nogi i wciągnęła pod glebę, sama się wydostając. Neji nie znał tego ruchu( który podpatrzyła u Kaszalota) więc nie mógł się ruszyć.
Po finałowych walkach Hokage oznajmiła, że chuuninami zostali Gaara, Kankuro, Nina i Yuzu.
Tłum na trybunach wiwatował.
Biba trwała do białego rana. Dwa dni później nowi chuunini dostali swoje kamizelki i shinobi z innych wiosek wrócili do siebie.
*
Naruto obraził się na cały świat.
Sasuke olewał Młotka i również się obraził.
Sakura kłóciła się z Ino o Saska.
Jiraya zabrał syna swego ucznia w podróż po raz drugi, aby poznał swe dziedzictwo.
Kunoichi team osiadł na stałe w wiosce liścia czując, że wreszcie odnalazły miejsce, do którego mogą wrócić.
Kira i Kakashi wraz z Gaiem zaczęli rywalizować kto z nich jest lepszy.
Tsunade ciągle przegrywała w pokera.
Shikamaru hajtnął się z Temari.
Po kilku latach Hinata wreszcie odważyła się wyznać swoje uczucia Naruto.
Byli rodzicami chrzestnymi Shikamari- córki Nary. Sami też wzięli ślub.
Sasuke wreszcie się przekonał do Haruno gdy zmieniła się „ tu i ówdzie”.
Ino i Shino byli parą, podczas gdy Chouji dalej żarł bez opamiętania. Poganiany przez Lee do super ostrych treningów wreszcie mu się odechciało tyle jeść.
TenTen spiknęła się z Nejim.
Kiba był kawalerem do końca.
Kuniec.
Nie ma to jak happy endy $.$


Na koniec kilka obrazków.

Komentarz mile widziany ^.^


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Temaru cz 3 ostatnia

3. Widział tylko ciemność. Otaczała go zewsząd nie dając odrobiny nadziei na cokolwiek. Cisza ciążyła niczym tona ołowiu. Jego świat rozpadł się na kawałki niczym stłuczone lustro. Słyszał, jak ktoś go woła.
Postanowił iść za tym głosem.
Przebudził się, a jego oczom ukazała się biała ściana. Dziwny zapach unoszący się w pomieszczeniu oznaczał, że jest w szpitalu. Zaczął krzyczeć widząc swoje obandażowane ciało i przypominając sobie co się stało.
Po chwili do Sali wpadła Sakura i Tsunade. Sanninka przytrzymała go, a Haruno podała mu zastrzyk uspokajający. Po kilku minutach leżał spokojnie na łóżku.
- Spokojnie jesteś bezpieczny- mówiła Wielkoczoła z troską.- jak się czujesz?
- Co to panią obchodzi?- zapytał. Jego głos był przepełniony goryczą i żalem.
Sakura westchnęła tylko. Nie wiedziała, że tak szybko stanie się obcą osobą dla tego chłopca.
-Jestem lekarzem, a ty moim pacjentem, więc chcę wiedzieć czy dobrze się czujesz-dodała tracąc cierpliwość.
- Zabiłem człowieka, którego w ogóle nie znałem, do tego jestem sierotą, która została tu przywleczona nieświadomie. Tak, czuję się świetnie!- na jego twarzy zakwitł ironiczny uśmieszek.
Nic nie odpowiedziała, tylko sprawdziła kroplówkę i wyszła z Sali.
- Co z nim?!- Temari już od dwóch dni była w strzępach. Niemal cały czas płakała. Shikamaru jeszcze nigdy nie widział żony w takim stanie i co gorsze nie wiedział jak jej pomóc.
- Obudził się, ale zupełnie stracił do nas zaufanie. Myślę że trzeba mu dać czas. W takim stanie jest nieobliczalny.
- Naruto uzgodnił że finały odbędą się za dwa tygodnie, gdy wszyscy zawodnicy będą w pełni sił- na pytające spojrzenie Tsunade odpowiedziała- tak, pozwolił Temaru brać udział w finałach, po długiej dyskusji.
- Do tego obiecał że z nim porozmawia.- dodała Sakura.
- Dziękuję wam- chlipnęła Temari. Spojrzała na niego. Gapił się na nią z mordem w oczach.- chodźmy już, Shika. Nie ma co tu sterczeć i tak pewnie nas nie chce widzieć.
Wieczorem Hokage odwiedził młodego Nare, tak jak obiecał.
Milczeli przez chwilę, po czym Uzumaki zaczął.
- Ja też nie znałem swoich rodziców. Lecz nikt się mną nie zajął gdy już ich nie było. Poświęcili się dla wioski, pieczętując we mnie Kyuubiego. Byłem wyklętym dzieckiem, choć powinienem być bohaterem. Przez pierwsze lata życia opiekował się mną trzeci Hokage. Gdy poszedłem do Akademii, to musiałem radzić sobie sam.- Nara spojrzał na niego- wielokrotnie pytałem go o moich rodziców, ale zawsze się wykręcał.
W końcu przestałem pytać. Nikt z rówieśników nie chciał mnie znać, więc żeby zwrócić na siebie czyjąkolwiek uwagę to strasznie rozrabiałem.
Ale najbardziej bolało jak pod koniec każdego dnia patrzyłem jak inne dzieci idą za swoimi rodzicami do swoich domów a ja musiałem wrócić do tego pustego mieszkanka, które mi przydzielono. Nikt mnie nie pilnował, więc jadłem co chciałem.
- Pan nie kłamie?
- Nie, to niestety moja historia. Dopiero jak zostałem Geninem to zdobyłem przyjaciół.
- Dowiedział się pan kim byli?
- Tak… Słyszałeś kiedyś o Żółtym Błysku Konohy?
- Kto nie słyszał, pff… był super ninja!
- No i był moim ojcem, a moją matką była kobieta o czerwonych włosach i wybuchowym charakterze.
- Serio??!! Woooow!- aż się blondynkowi oczy zaświeciły.
- Serio, ale dowiedziałem się tego dopiero kilka lat temu…- nastała chwila ciszy- chcę powiedzieć że choć nie znałeś własnych rodziców, to możesz mieć rodzinę gdzie indziej. Nie musi być ona w twojej rodzinnej wiosce. Moją rodziną są moi przyjaciele. Ty masz rodziców, którzy cię kochają najbardziej na świecie.
- Tak? Gdyby tak było to by mi powiedzieli- nadął policzki.
- Powiedzieliby ci ale nie teraz, tylko za kilka lat. Jak dorośniesz i zrozumiesz.
-…?
- Gdyby Temari cię stamtąd nie wzięła to możliwe że twoi pobratymcy zabiliby cię jeszcze tego samego dnia, bo jesteś synem…. Jinruhiki.
Myślisz że gdyby cię nie kochała to by płakała całymi dniami gdy byłeś nieprzytomny? Założę się że w ogóle nie spała, podobnie jak Shikamaru. Nie skreślaj ich od razu.- poczochrał go po włosach i wyszedł.
*
Zaszedł do państwa Nara. Tak jak przypuszczał siedzieli na kanapie, patrząc gdzieś w przestrzeń przed sobą. Usiadł koło nich, przebudzając ich z letargu.
- Co?- zapytała instynktownie.
- Porozmawiałem z nim. Powiedziałem co o tym myślę. Reszta zależy od niego.
On sam musi sobie to wszystko poukładać. Mam nadzieję że będzie jak kiedyś.-
Poklepał Shikamaru po ramieniu po czym wyszedł.
Gwiazdy świeciły jasno, księżyc w pełni.
- Pora iść spać- uznał Hokage i skierował się do swego apartamentu.
*
Temaru tej nocy śnił o dzieciństwie. Nie było w nim bólu, cierpienia, rozpaczy. Była radość, szczęście i …. Rodzina.
Wyznał sam przed sobą że jak ktoś cię wychowuje od samego początku to jest twoją rodziną, tą najbliższą.
Rano obudził się w dobrym nastroju. Pierwsze co ujrzał to Temari śpiąca na krześle obok niego. Jej oczy były opuchnięte, była blada.
- Mamo…- szepnął. Nic.- Maamoo.- powiedział głośniej.
Ta w odpowiedzi gwałtownie się wybudziła i spadła z krzesła.
- Hahahahhaha!- uśmiał się.- mamo uważaj! Hihihi!
- Synku! – wtuliła się w niego znów płacząc.
Kilka dni później został wypisany ze szpitala.
Zaczął się przygotowywać na finał. Szlifował do perfekcji swoje techniki, próbując przy okazji stworzyć nową.
Czas mijał, aż w końcu nadszedł ten dzień. Pozostało czterech uczestników na placu boju.
O tym kto z kim walczy zarządziło losowanie. Temaru walczył jako drugi z kunoichi wioski deszczu. Pierwszy pojedynek wygrał shinobi z Suny , a drugi po długim pojedynku Nara. Nie obyło się jednak bez poważniejszych obrażeń. Jego przeciwniczka była lepiej wyszkolona, a przede wszystkim starsza, więc miała więcej siły. Jednak dał radę. Ciężko dysząc dołączył do swojego przeciwnika.
- Ci którzy zostali na arenie zdali! Gratulacje!- zarządził Hokage.
- To dobrze, bo nie mam już siły!- żalił się Temaru. Klapnął na ziemię.
Resztę dnia spędził z przyjaciółmi na uczcie z okazji awansu.
Teraz czekały go nowe, trudne misje. Lecz czuł że podoła.
*
W ciągu paru miesięcy stał się doskonałym skrytobójcą. Chodził z wioski do wioski. Pewnego dnia, gdy miał już 10 lat ciekawość zaprowadziła go do wioski, w której się urodził.
Ludzie w tej wiosce nie pałali sympatią do nowych przybyszy. Tym bardziej do takich z innych wiosek.
Od razu po przekroczeniu bramy do Temaru przychrzanili się jacyś kolesie. Było ich około dziesięciu.
- Czego tu szukasz szczylu?- zapytał wysoki facet z łysą pałą i pinglami na nosie.
Młody nie odpowiedział. Złożył tylko dłonie do pieczęci i już im zniknął z oczu.
- Gdzie on polazł?!- zapytał łysol.
Tymczasem Nara był już przed budynkiem Kage. Wszedł po schodach kierując się instynktem. Nie chciał nikogo zaczepić bo czuł że to by nic nie dało.
-Wejść!- zarządził ktoś ze środka gabinetu.
- Witam. Nazywam się Temaru Nara i przybyłem z Konoha gakure w celu przetransportowania pana Tikamury do Suny.
-Ah, tak… pan Tikamura mieszka na obrzeżach miasta, na północ od bramy głównej.
- Dziękuję- ukłonił się i wyszedł.
*
Po drodze oczywiście natknął się na tych „miłych” typków, ale za pomocą cienistych klonów szybko ich zgubił i dotarł do celu podróży.
Człowiek, którego miał eskortować siedział sobie na ganku.
-Dzień dobry, pan Tikamura?
-Tak chłopcze. Ty masz mnie eskortować?
-Tak.
- Dobrze więc. Wyruszamy za godzinę.
-Dobrze.
*
Wyruszyli w samo południe. Droga im się dłużyła więc zaczęli rozmawiać.
- Skąd pochodzisz chłopcze?
- Urodziłem się w wiosce Skały, mieszkam w Konoha, razem z moimi przybranymi rodzicami.
-Ah tak… nie wiesz kim byli twoi rodzice?
- Wiem tyle że mama była jinhuriki i zmarła przy porodzie, a ojciec podobno zaginął.
-mhmm- zamyślił się.- to smutne.
Nie wiedząc co powiedzieć szli w milczeniu przez resztę podróży.
Po zakończeniu misji Temaru wrócił do Konohy, by kontynuować trening.
Czasem tylko zastanawiał się, czy jeśli jego ojciec żyje to czy kiedyś się spotkają.
Jest to prawdopodobne, ale czy ojciec go rozpozna? Albo czy on rozpozna ojca?
Na te pytania nie potrafił udzielić odpowiedzi.
Lecz po pewnym czasie, gdy został Jouninem w wieku 14 lat, przestał się tym głowić. Co ma być to będzie i tego nie zmieni.
Dostał pod opiekę własną drużynę. Na początku były między nimi kłótnie( bo jak sensei może być ich rówieśnikiem?!) ale po kilku dniach wszystko ucichło.
Historia znów zataczała koło.
The end
Wiem że takie lanie wody ale nie potrafiłabym przeciągać tego opka +_+
Do następnego opowiadania! :D


Poszumem fali widać w oddali
Horyzont, który się wali.
Ktoś go podpalił.
Słońce już zgasło,
Niebo krwawą posoką zaszło.
Czas się zatrzymał, zbyt zaskoczony,
Że zagrożenie czyha od jego strony.
Boi się dzieła swego zniszczenia.
Boi się swego istnienia.
Nie wie co robić,
Gdy niebo krwawa posoka zdobi.
Wszystko się kończy.
Ludzi, których zatrzymał nic już nie łączy,
Nic nie rozdziela...
<--- wiersz mój :3
To mnie rozwaliło! hahhahhha!