Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Temaru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Temaru. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Temaru cz 3 ostatnia

3. Widział tylko ciemność. Otaczała go zewsząd nie dając odrobiny nadziei na cokolwiek. Cisza ciążyła niczym tona ołowiu. Jego świat rozpadł się na kawałki niczym stłuczone lustro. Słyszał, jak ktoś go woła.
Postanowił iść za tym głosem.
Przebudził się, a jego oczom ukazała się biała ściana. Dziwny zapach unoszący się w pomieszczeniu oznaczał, że jest w szpitalu. Zaczął krzyczeć widząc swoje obandażowane ciało i przypominając sobie co się stało.
Po chwili do Sali wpadła Sakura i Tsunade. Sanninka przytrzymała go, a Haruno podała mu zastrzyk uspokajający. Po kilku minutach leżał spokojnie na łóżku.
- Spokojnie jesteś bezpieczny- mówiła Wielkoczoła z troską.- jak się czujesz?
- Co to panią obchodzi?- zapytał. Jego głos był przepełniony goryczą i żalem.
Sakura westchnęła tylko. Nie wiedziała, że tak szybko stanie się obcą osobą dla tego chłopca.
-Jestem lekarzem, a ty moim pacjentem, więc chcę wiedzieć czy dobrze się czujesz-dodała tracąc cierpliwość.
- Zabiłem człowieka, którego w ogóle nie znałem, do tego jestem sierotą, która została tu przywleczona nieświadomie. Tak, czuję się świetnie!- na jego twarzy zakwitł ironiczny uśmieszek.
Nic nie odpowiedziała, tylko sprawdziła kroplówkę i wyszła z Sali.
- Co z nim?!- Temari już od dwóch dni była w strzępach. Niemal cały czas płakała. Shikamaru jeszcze nigdy nie widział żony w takim stanie i co gorsze nie wiedział jak jej pomóc.
- Obudził się, ale zupełnie stracił do nas zaufanie. Myślę że trzeba mu dać czas. W takim stanie jest nieobliczalny.
- Naruto uzgodnił że finały odbędą się za dwa tygodnie, gdy wszyscy zawodnicy będą w pełni sił- na pytające spojrzenie Tsunade odpowiedziała- tak, pozwolił Temaru brać udział w finałach, po długiej dyskusji.
- Do tego obiecał że z nim porozmawia.- dodała Sakura.
- Dziękuję wam- chlipnęła Temari. Spojrzała na niego. Gapił się na nią z mordem w oczach.- chodźmy już, Shika. Nie ma co tu sterczeć i tak pewnie nas nie chce widzieć.
Wieczorem Hokage odwiedził młodego Nare, tak jak obiecał.
Milczeli przez chwilę, po czym Uzumaki zaczął.
- Ja też nie znałem swoich rodziców. Lecz nikt się mną nie zajął gdy już ich nie było. Poświęcili się dla wioski, pieczętując we mnie Kyuubiego. Byłem wyklętym dzieckiem, choć powinienem być bohaterem. Przez pierwsze lata życia opiekował się mną trzeci Hokage. Gdy poszedłem do Akademii, to musiałem radzić sobie sam.- Nara spojrzał na niego- wielokrotnie pytałem go o moich rodziców, ale zawsze się wykręcał.
W końcu przestałem pytać. Nikt z rówieśników nie chciał mnie znać, więc żeby zwrócić na siebie czyjąkolwiek uwagę to strasznie rozrabiałem.
Ale najbardziej bolało jak pod koniec każdego dnia patrzyłem jak inne dzieci idą za swoimi rodzicami do swoich domów a ja musiałem wrócić do tego pustego mieszkanka, które mi przydzielono. Nikt mnie nie pilnował, więc jadłem co chciałem.
- Pan nie kłamie?
- Nie, to niestety moja historia. Dopiero jak zostałem Geninem to zdobyłem przyjaciół.
- Dowiedział się pan kim byli?
- Tak… Słyszałeś kiedyś o Żółtym Błysku Konohy?
- Kto nie słyszał, pff… był super ninja!
- No i był moim ojcem, a moją matką była kobieta o czerwonych włosach i wybuchowym charakterze.
- Serio??!! Woooow!- aż się blondynkowi oczy zaświeciły.
- Serio, ale dowiedziałem się tego dopiero kilka lat temu…- nastała chwila ciszy- chcę powiedzieć że choć nie znałeś własnych rodziców, to możesz mieć rodzinę gdzie indziej. Nie musi być ona w twojej rodzinnej wiosce. Moją rodziną są moi przyjaciele. Ty masz rodziców, którzy cię kochają najbardziej na świecie.
- Tak? Gdyby tak było to by mi powiedzieli- nadął policzki.
- Powiedzieliby ci ale nie teraz, tylko za kilka lat. Jak dorośniesz i zrozumiesz.
-…?
- Gdyby Temari cię stamtąd nie wzięła to możliwe że twoi pobratymcy zabiliby cię jeszcze tego samego dnia, bo jesteś synem…. Jinruhiki.
Myślisz że gdyby cię nie kochała to by płakała całymi dniami gdy byłeś nieprzytomny? Założę się że w ogóle nie spała, podobnie jak Shikamaru. Nie skreślaj ich od razu.- poczochrał go po włosach i wyszedł.
*
Zaszedł do państwa Nara. Tak jak przypuszczał siedzieli na kanapie, patrząc gdzieś w przestrzeń przed sobą. Usiadł koło nich, przebudzając ich z letargu.
- Co?- zapytała instynktownie.
- Porozmawiałem z nim. Powiedziałem co o tym myślę. Reszta zależy od niego.
On sam musi sobie to wszystko poukładać. Mam nadzieję że będzie jak kiedyś.-
Poklepał Shikamaru po ramieniu po czym wyszedł.
Gwiazdy świeciły jasno, księżyc w pełni.
- Pora iść spać- uznał Hokage i skierował się do swego apartamentu.
*
Temaru tej nocy śnił o dzieciństwie. Nie było w nim bólu, cierpienia, rozpaczy. Była radość, szczęście i …. Rodzina.
Wyznał sam przed sobą że jak ktoś cię wychowuje od samego początku to jest twoją rodziną, tą najbliższą.
Rano obudził się w dobrym nastroju. Pierwsze co ujrzał to Temari śpiąca na krześle obok niego. Jej oczy były opuchnięte, była blada.
- Mamo…- szepnął. Nic.- Maamoo.- powiedział głośniej.
Ta w odpowiedzi gwałtownie się wybudziła i spadła z krzesła.
- Hahahahhaha!- uśmiał się.- mamo uważaj! Hihihi!
- Synku! – wtuliła się w niego znów płacząc.
Kilka dni później został wypisany ze szpitala.
Zaczął się przygotowywać na finał. Szlifował do perfekcji swoje techniki, próbując przy okazji stworzyć nową.
Czas mijał, aż w końcu nadszedł ten dzień. Pozostało czterech uczestników na placu boju.
O tym kto z kim walczy zarządziło losowanie. Temaru walczył jako drugi z kunoichi wioski deszczu. Pierwszy pojedynek wygrał shinobi z Suny , a drugi po długim pojedynku Nara. Nie obyło się jednak bez poważniejszych obrażeń. Jego przeciwniczka była lepiej wyszkolona, a przede wszystkim starsza, więc miała więcej siły. Jednak dał radę. Ciężko dysząc dołączył do swojego przeciwnika.
- Ci którzy zostali na arenie zdali! Gratulacje!- zarządził Hokage.
- To dobrze, bo nie mam już siły!- żalił się Temaru. Klapnął na ziemię.
Resztę dnia spędził z przyjaciółmi na uczcie z okazji awansu.
Teraz czekały go nowe, trudne misje. Lecz czuł że podoła.
*
W ciągu paru miesięcy stał się doskonałym skrytobójcą. Chodził z wioski do wioski. Pewnego dnia, gdy miał już 10 lat ciekawość zaprowadziła go do wioski, w której się urodził.
Ludzie w tej wiosce nie pałali sympatią do nowych przybyszy. Tym bardziej do takich z innych wiosek.
Od razu po przekroczeniu bramy do Temaru przychrzanili się jacyś kolesie. Było ich około dziesięciu.
- Czego tu szukasz szczylu?- zapytał wysoki facet z łysą pałą i pinglami na nosie.
Młody nie odpowiedział. Złożył tylko dłonie do pieczęci i już im zniknął z oczu.
- Gdzie on polazł?!- zapytał łysol.
Tymczasem Nara był już przed budynkiem Kage. Wszedł po schodach kierując się instynktem. Nie chciał nikogo zaczepić bo czuł że to by nic nie dało.
-Wejść!- zarządził ktoś ze środka gabinetu.
- Witam. Nazywam się Temaru Nara i przybyłem z Konoha gakure w celu przetransportowania pana Tikamury do Suny.
-Ah, tak… pan Tikamura mieszka na obrzeżach miasta, na północ od bramy głównej.
- Dziękuję- ukłonił się i wyszedł.
*
Po drodze oczywiście natknął się na tych „miłych” typków, ale za pomocą cienistych klonów szybko ich zgubił i dotarł do celu podróży.
Człowiek, którego miał eskortować siedział sobie na ganku.
-Dzień dobry, pan Tikamura?
-Tak chłopcze. Ty masz mnie eskortować?
-Tak.
- Dobrze więc. Wyruszamy za godzinę.
-Dobrze.
*
Wyruszyli w samo południe. Droga im się dłużyła więc zaczęli rozmawiać.
- Skąd pochodzisz chłopcze?
- Urodziłem się w wiosce Skały, mieszkam w Konoha, razem z moimi przybranymi rodzicami.
-Ah tak… nie wiesz kim byli twoi rodzice?
- Wiem tyle że mama była jinhuriki i zmarła przy porodzie, a ojciec podobno zaginął.
-mhmm- zamyślił się.- to smutne.
Nie wiedząc co powiedzieć szli w milczeniu przez resztę podróży.
Po zakończeniu misji Temaru wrócił do Konohy, by kontynuować trening.
Czasem tylko zastanawiał się, czy jeśli jego ojciec żyje to czy kiedyś się spotkają.
Jest to prawdopodobne, ale czy ojciec go rozpozna? Albo czy on rozpozna ojca?
Na te pytania nie potrafił udzielić odpowiedzi.
Lecz po pewnym czasie, gdy został Jouninem w wieku 14 lat, przestał się tym głowić. Co ma być to będzie i tego nie zmieni.
Dostał pod opiekę własną drużynę. Na początku były między nimi kłótnie( bo jak sensei może być ich rówieśnikiem?!) ale po kilku dniach wszystko ucichło.
Historia znów zataczała koło.
The end
Wiem że takie lanie wody ale nie potrafiłabym przeciągać tego opka +_+
Do następnego opowiadania! :D


Poszumem fali widać w oddali
Horyzont, który się wali.
Ktoś go podpalił.
Słońce już zgasło,
Niebo krwawą posoką zaszło.
Czas się zatrzymał, zbyt zaskoczony,
Że zagrożenie czyha od jego strony.
Boi się dzieła swego zniszczenia.
Boi się swego istnienia.
Nie wie co robić,
Gdy niebo krwawa posoka zdobi.
Wszystko się kończy.
Ludzi, których zatrzymał nic już nie łączy,
Nic nie rozdziela...
<--- wiersz mój :3
To mnie rozwaliło! hahhahhha!

czwartek, 23 stycznia 2014

Temaru cz 2

2. W owym pokoju ściany były pomalowane na ciepły błękit z kwiatami różnej maści i wesołymi buźkami. Pomiędzy nimi znajdowały się łóżeczka z noworodkami.
Podeszli do tego pod oknem, w którym spał blond włosy chłopiec. Miał rączki podkurczone pod klatkę piersiową zgięte w piąstki. Nóżki lekko rozwarte, wyprostowane. Jego różowiutka skóra była ciepła w dotyku i miękka niczym jedwab. Temari zaczęła głaskać go po policzku, szepcząc coś co tylko ona potrafiła odczytać. Ino i Shika stali jak słup soli.
- Czego tak stoicie?- szepnęła, lecz te słowa były ostre niczym stal miecza.
Sakura podała pani Nara niemowlę, a ta popłakała się ze szczęścia wychodząc z salki razem z resztą towarzystwa.
Udali się do siebie. Rano poszli to Tsunade i Naruto podpisać papiery adopcyjne.
Naruto oczywiście ucieszył się z tegoż pomysłu blondynki, co wyraził głośnym śmiechem i gratulacjami, budząc Temaru.
Temari dała mu possać skórkę od chleba. Uzgodnili formalności i państwo Nara wraz z Tsunade poszli po zakupy dla dziecka(czytaj: survival dla Shiki :D).
Łazili po tych nieszczęsnych sklepach już dobre kilka godzin. Lecz zbliżał się finał tej „sielanki”. Do kupienia został jeszcze wózek(oj tam oj tam co z tego że ich w świecie ninja nie było! Bądźmy nowocześni!).
Tem wypatrzyła taki brązowy prosty z amortyzacją i ochroną przed deszczem. Po głębszych oględzinach kilku modeli wybrała właśnie ten.
Do domu wrócili dopiero koło czwartej. Temari położyła małego w przenośnym łóżeczku, kazała mężowi( mężczyźni po coś są) złożyć łóżeczko w nowym pokoju dziecka, które było obok sypialni rodziców.
Świeżo upieczona mamusia zajęła się obiadem, co było tatusiowi na rękę, bo mógł spokojnie pomyśleć składając to ustrojstwo. Potem(po pół godziny- w końcu był geniuszem!) zajął się rozpakowywaniem zakupów, co zajęło kolejne pół godziny, bo musiał wszystko pochować tam gdzie mu żona pokazała.
Wreszcie zasiedli do obiadu, który był dobry pod każdym względem. Temari aż promieniała radością. Nuciła coś pod nosem. Shikamaru podobał się ten stan rzeczy, do czasu…
!@#$%^&*()
Naruto i jego doradczyni Tsunade dyskutowali o czymś zaciekle, wrzeszcząc w niebogłosy. Nikt nie śmiał nawet zapukać do gabinetu Hokage w obawie przed lecącym biurkiem lub krzesłem.
Tymczasem Sakura i Ino zasiadły w Ichiraku na babskie ploty.
- Mówisz że nie znalazłaś ideału, ale może nie musisz go szukać?- powiedziała różowa.
-hm? Niby czemu?
-Bo może idealnych facetów nie ma, tylko trzeba szukać swojego przeciwieństwa?
-mhmm możliwe…
Gawędziły jeszcze dobre pół godziny a potem poszły w swoje strony.
Tymczasem Temari szukała wśród swoich starych zabawek czegoś dla małego.
Znalazła swojego małego miśka z serduszkiem na brzuszku, z którym kiedyś nie potrafiła się rozstać. Na samo wspomnienie na jej twarzy zagościł uśmiech.
Zaniosła go do salonu, gdzie aktualnie przebywali panowie.
- Patrz co znalazłam!- pokazała mu miśka.
-Co? Co to?
- Mój miś z czasów dzieciństwa ty geniuszu!- podeszła do Temaru i dała mu go. Jego reakcja ją zaskoczyła, bo mały zaczął go ssać.
-Pewnie jesteś głodny… no tak musisz dużo jeść!- przeniosła nosidełko do kuchni i zajęła się przygotowywaniem mleka.
Kilka minut później miał już swoją butelkę z mlekiem.
- Mi też takie zrobisz?- zapytał żartem Shika wchodząc do kuchni.
-Ty przed chwilą jadłeś obiad- pokazała mu język.
-Ej tylko żartowałem.- bronił się przed blondynką która chciała już w niego rzucić plastikową łyżeczką.
- No ja myślę!- fuknęła.- takie dziecko musi często jeść, bo szybko rośnie, a ty- omiotła go wzrokiem od góry do dołu- a ty już nie rośniesz.
Skapitulował i poszedł sobie. Z babą nie wygrasz, a co dopiero jak się wkurzy!
Sodoma i Gomoria!
Miesiące mijały, zamieniając się w lata. Mały Temaru wyrósł na ślicznego chłopca, który dzięki pomocy rodziców był gotowy aby pójść w ich ślady i zostać ninja Konohy.
Oczywiście edukacja pociechy Nara nie obyła się bez „pomocy” licznych wujków i ciotek(czyli pokolenia Shikamaru i Temari), co pozostawiło po sobie ślad. Był niezłym rozrabiaką, ale zachowywał umiar w psotach i potrafił dobrze ocenić sytuację. Miał doskonałą pamięć i dobrze strzelał do celu.
Hinata i Shino, którzy przejęli pałeczkę w Akademii po Iruce, przekonali się o tym już po miesiącu, kiedy zrobili dzieciakom pierwsze próby egzaminu na genina.
Postanowili dać mu awans dużo szybciej od innych dzieciaków, które były zazdrosne.
W tym dniu Naruto postanowił oświadczyć się Hinatce, która go przyjęła, czerwieniąc się przy tym jak burak( czytaj: jak zwykle).
Wieczorem tego samego dnia odbyła się impreza w Ichiraku(a gdzież by indziej),
która trwała do rana. Sake i soki lały się litrami ( czemu soczki? Bo Temaru zaprosił swoich kolegów hehe :D).
Rzecz jasna rodzice pilnowali aby alkohol nie pomylił mu się z sokiem( tak jak kiedyś mojej siostrze). Wrócili do domu dumni ze swojego synka, lekko wstawieni, szczęśliwi.
Wszyscy zrobili sobie dzień wolnego i poszli spać.

Temaru Nara
Sensei : Shino Aburame
Ranga: Genin
Urodzny: 12 sierpnia
Wiek: 7 lat
Wzrost: 120 cm
Waga : 32 kg
Misje rangi D : 20
Misje rangi C : 15
Misje rangi B : 0
Misje rangi A : 0
Towarzysze : Mira Aburame, Koji Uchiha.
Zdolności specjalne: brak danych.
Specjalne techniki : brak danych.
Mimo iż Temaru był otwarty na nowych znajomych, to poziomu swoich umiejętności strzegł jak niczego innego. Nawet rodzice nie wiedzieli co potrafi. Skrzętnie to ukrywał, sam nie rozumiejąc do końca po co to robi.
Po wykonaniu tylu misji Hokage postanowił dać mu szansę na zostanie chuuninem, podobnie jak w Akademii, dużo wcześniej od swoich kompanów.
Nikt ze Starszyzny nie był przeciwko takiej decyzji władcy. Oczywiście jego towarzysze którzy byli od niego dwa razy starsi też brali udział w egzaminie.
Pierwszy etap poszedł bez problemu, drugi też był prosty, jednak trzecia część, czyli walka na arenie była trudna.
Mira i Koji dzięki swoim zdolnościom uporali się szybko i mieli już zapewnione miejsce w finałach.
Temaru walczył z shinobi Skały, który najwidoczniej nie zdał kilka razy, bo wyglądał na co najmniej 20 lat.
- Dobrze ci w tej wiosce, dzieciaku?- zapytał Nare przeciwnik. Ten patrzył na niego nic nie kapując.- nie wiesz o czym mówię, prawda?
On nic nie mówił tylko na niego patrzył.
- Twoja matka była… potworem.
-CO?! Była?! Co ty bredzisz?!
- To ty nic nie wiesz? Zmarła gdy się urodziłeś… nie miała szans aby przeżyć, bo nikt jej nie pomagał… bo była potworem.
- Zamknij się!
- Nie chcesz wiedzieć kim BYLI twoi rodzice?
- B-byli?-wyjąkał- ale … moi rodzice żyją!-bronił się Temaru.
-hahahhha! Oni cię zabrali z twojej wioski i wychowali jakbyś był ich synem, dzieciaku.
- NIEEE!!!!- w tym momencie jego ciało spowiła fioletowa chakra, zaczął się zmieniać. Na jego plecach pojawiły się skrzydła, białka oczu zrobiły się żółte, pojawiły się kły. To wszystko sprawiało młodemu niewyobrażalny ból. Jego umysł miał tylko jeden cel : ZABIĆ! Z niezwykłą szybkością pojawił się za przeciwnikiem, po czym wbił swoje ostre paznokcie, które teraz przypominały szpony, w serce shinobi. Konający wydał ostatnie tchnienie.
- A jednak jesteś potworem… tak jak twoja matka..-po czym uśmiechnął się i skonał, dławiąc się własną krwią.
Na arenę wkroczył Naruto i ANBU, aby uspokoić chłopca. Po osiągnięciu celu jego ciało wróciło do normy. Był poparzony w wielu miejscach w skutek tej dziwnej techniki. Jego oczy zaszły łzami, po czym zemdlał.
Zdążył tylko zarejestrować krzyki lecz już nie poznał do kogo należą.
Jego ciało zawisło bezwładnie na rękach Hokage niczym lalka. Oczy stały się puste.
Ta walka zakończyła półfinały, więc Rada musiała zdecydować czy dopuścić Temaru do finałów po tym co się stało. Wiedzieli że prędzej czy później się dowie, ale nikt nie spodziewał się że dojdzie do tego tak szybko.
Nikt też nie wiedział jaki będzie gdy się ocknie.
A na koniec zdjęcie Temaru jako niemowlaka :3


Kontynuacja jak wena przybędzie na białym rumaku

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Temaru

Pisane pod wpływem chwili- tak nagle wpadło mi do głowy 
Pewnego sierpniowego dnia w wiosce Skały zaczęła rodzić blond włosa Jinhuriki. Jej szmaragdowe oczy były pełne bólu i strachu o potomka. Rodziła w swojej klitce, sama.
Wiła się z bólu i krzyczała o pomoc, ale nikt nie przybył.
Po kilku godzinach agonii wrzaski ustały. Dopiero wtedy do mieszkania weszła chuuninka, która znała ową kobietę, lecz widywały się rzadko. Ze względu na swoje obowiązki nie miała dużo czasu dla siebie.
Za nią wszedł zespół medyków.
Podniosła niemowlę. Medycy zabezpieczyli noworodka i zbadali matkę-była martwa. Juubi zmarł wraz z nią.
Medycy wręczyli zawiniątko kunoichi, a ona zabrała je w podróż do wioski, w której zamieszkała. Nazywała się Temari Nara.

Dotarła gdy zaczęło świtać. Pognała do szpitala aby zbadali dziecko, po czym udała się do męża, który był oczywiście zajęty oglądaniem chmurek. Zdała mu relacje z misji, która była prosta. Czuła że jej ukochany za bardzo ją rozpieszcza.
Potem do Hokage zdać raport. Od kiedy otrzymał ten tytuł stał się poważny, odpowiedzialny… już nie przypominał siebie.
Zrobiła co miała zrobić i poszła do szpitala aby dowiedzieć się co z maleństwem.
Nic mu nie było, tylko był trochę odwodniony.
Zapytana o matkę i ojca przygryzła dolną wargę i spuściła wzrok. Było sierotą… Tak jak Naruto… Te słowa nie mogły przejść przez jej gardło.
Pielęgniarka dała jej go potrzymać. Gdy spojrzała na te blond włoski i brązowe oczka, wyszeptała:
-Temaru- mimo że spędziła z nim ledwo kilka godzin, podjęła jedną z trudniejszych życiowych decyzji. Nie wiedziała na co się porywa ale już przeczuwała że będzie warto.
Teraz została jeszcze kwestia czy go zaakceptuje. Bo Naru na pewno się zgodzi.
Idąc obok kwiaciarni wstąpiła na chwilę, aby kupić kwiaty i pogadać z Ino.
-Co u ciebie, Tem?
-Niedawno wróciłam z misji z pewną osobą i… nie wiem co zrobić-wyznała.
-Kto to?
-To niemowlę, jego rodzice nie żyją i tak się zastanawiam…
- Czy by go nie przygarnąć?- dokończyła za przyjaciółkę.
-T-tak, ale nie wiem czy Shika się zgodzi…
-Popieram cię. Zawiadom mnie co powiedział, bo chcę być ciocią.-puściła jej oczko. Temari kupiła kwiaty po czym się pożegnały.
Ino mimo swojego zmienionego usposobienia nie znalazła mężczyzny marzeń odkąd Sasek zniknął(i nikt nie wie gdzie jest >.<’).
****
-Shikaamaaruuu- zaczęła gdy wrócił wieczorem i padł na łóżko.
-Cooooo?- odpowiedział żonci.
- Pamiętasz jak ci mówiłam o tym niemowlęciu dziś rano?
-Tak… co z nim?
- Chcę go zaadoptować- chwilę milczał, wiedząc, że ona jak się uprze to nic jej nie przekona do zmiany decyzji. Zaczął więc się wykręcać.
- Co z twoimi misjami?
-Poradzę sobie bez nich.
-A co z nieprzespanymi nocami?- słyszał że niemowlaki często w nocy się budzą.
- Dam radę- odpowiedziała pewnie- finansowo dobrze stoimy, a nie będę na ciuszki i zupki fortuny wydawać- zapewniła go. Popatrzyła na niego tym swoim rozanielonym maślanym wzrokiem, słodko się uśmiechając.
-Gdzie on jest?- zapytał . Nie miał już szans z tą babą.
-W szpitalu.
-Idziemy go odwiedzić?- bardziej stwierdził niż zapytał.
-TAAK!- zakrzyknęła.
Idąc ulicą zgarnęli Ino, która zaczęła się szczerzyć na prawo i lewo.
-Jakie to upierdliwe- wyszeptał, gdy byli już przed szpitalem.
Weszli do środka. Sakura akurat była w recepcji, więc z nią pogawędziły. Po chwili dołączyła do tej „szczęśliwej gromadki”.
Shika tylko westchnął i udał się za kobietami do wskazanej Sali z noworodkami.
Wiedziała już, że jej egzamin na Joanina będzie musiał poczekać.

Przypomniało mi się że mój kolega z obozu miał ksywę Shikamaru! Ja byłam Rukią, ale były też oryginalne ksywki: Vifon, Miku, Neko i wiele innych ^.^ .