3. Widział tylko ciemność. Otaczała go zewsząd nie dając odrobiny nadziei na cokolwiek. Cisza ciążyła niczym tona ołowiu. Jego świat rozpadł się na kawałki niczym stłuczone lustro. Słyszał, jak ktoś go woła.
Postanowił iść za tym głosem.
Przebudził się, a jego oczom ukazała się biała ściana. Dziwny zapach unoszący się w pomieszczeniu oznaczał, że jest w szpitalu. Zaczął krzyczeć widząc swoje obandażowane ciało i przypominając sobie co się stało.
Po chwili do Sali wpadła Sakura i Tsunade. Sanninka przytrzymała go, a Haruno podała mu zastrzyk uspokajający. Po kilku minutach leżał spokojnie na łóżku.
- Spokojnie jesteś bezpieczny- mówiła Wielkoczoła z troską.- jak się czujesz?
- Co to panią obchodzi?- zapytał. Jego głos był przepełniony goryczą i żalem.
Sakura westchnęła tylko. Nie wiedziała, że tak szybko stanie się obcą osobą dla tego chłopca.
-Jestem lekarzem, a ty moim pacjentem, więc chcę wiedzieć czy dobrze się czujesz-dodała tracąc cierpliwość.
- Zabiłem człowieka, którego w ogóle nie znałem, do tego jestem sierotą, która została tu przywleczona nieświadomie. Tak, czuję się świetnie!- na jego twarzy zakwitł ironiczny uśmieszek.
Nic nie odpowiedziała, tylko sprawdziła kroplówkę i wyszła z Sali.
- Co z nim?!- Temari już od dwóch dni była w strzępach. Niemal cały czas płakała. Shikamaru jeszcze nigdy nie widział żony w takim stanie i co gorsze nie wiedział jak jej pomóc.
- Obudził się, ale zupełnie stracił do nas zaufanie. Myślę że trzeba mu dać czas. W takim stanie jest nieobliczalny.
- Naruto uzgodnił że finały odbędą się za dwa tygodnie, gdy wszyscy zawodnicy będą w pełni sił- na pytające spojrzenie Tsunade odpowiedziała- tak, pozwolił Temaru brać udział w finałach, po długiej dyskusji.
- Do tego obiecał że z nim porozmawia.- dodała Sakura.
- Dziękuję wam- chlipnęła Temari. Spojrzała na niego. Gapił się na nią z mordem w oczach.- chodźmy już, Shika. Nie ma co tu sterczeć i tak pewnie nas nie chce widzieć.
Wieczorem Hokage odwiedził młodego Nare, tak jak obiecał.
Milczeli przez chwilę, po czym Uzumaki zaczął.
- Ja też nie znałem swoich rodziców. Lecz nikt się mną nie zajął gdy już ich nie było. Poświęcili się dla wioski, pieczętując we mnie Kyuubiego. Byłem wyklętym dzieckiem, choć powinienem być bohaterem. Przez pierwsze lata życia opiekował się mną trzeci Hokage. Gdy poszedłem do Akademii, to musiałem radzić sobie sam.- Nara spojrzał na niego- wielokrotnie pytałem go o moich rodziców, ale zawsze się wykręcał.
W końcu przestałem pytać. Nikt z rówieśników nie chciał mnie znać, więc żeby zwrócić na siebie czyjąkolwiek uwagę to strasznie rozrabiałem.
Ale najbardziej bolało jak pod koniec każdego dnia patrzyłem jak inne dzieci idą za swoimi rodzicami do swoich domów a ja musiałem wrócić do tego pustego mieszkanka, które mi przydzielono. Nikt mnie nie pilnował, więc jadłem co chciałem.
- Pan nie kłamie?
- Nie, to niestety moja historia. Dopiero jak zostałem Geninem to zdobyłem przyjaciół.
- Dowiedział się pan kim byli?
- Tak… Słyszałeś kiedyś o Żółtym Błysku Konohy?
- Kto nie słyszał, pff… był super ninja!
- No i był moim ojcem, a moją matką była kobieta o czerwonych włosach i wybuchowym charakterze.
- Serio??!! Woooow!- aż się blondynkowi oczy zaświeciły.
- Serio, ale dowiedziałem się tego dopiero kilka lat temu…- nastała chwila ciszy- chcę powiedzieć że choć nie znałeś własnych rodziców, to możesz mieć rodzinę gdzie indziej. Nie musi być ona w twojej rodzinnej wiosce. Moją rodziną są moi przyjaciele. Ty masz rodziców, którzy cię kochają najbardziej na świecie.
- Tak? Gdyby tak było to by mi powiedzieli- nadął policzki.
- Powiedzieliby ci ale nie teraz, tylko za kilka lat. Jak dorośniesz i zrozumiesz.
-…?
- Gdyby Temari cię stamtąd nie wzięła to możliwe że twoi pobratymcy zabiliby cię jeszcze tego samego dnia, bo jesteś synem…. Jinruhiki.
Myślisz że gdyby cię nie kochała to by płakała całymi dniami gdy byłeś nieprzytomny? Założę się że w ogóle nie spała, podobnie jak Shikamaru. Nie skreślaj ich od razu.- poczochrał go po włosach i wyszedł.
*
Zaszedł do państwa Nara. Tak jak przypuszczał siedzieli na kanapie, patrząc gdzieś w przestrzeń przed sobą. Usiadł koło nich, przebudzając ich z letargu.
- Co?- zapytała instynktownie.
- Porozmawiałem z nim. Powiedziałem co o tym myślę. Reszta zależy od niego.
On sam musi sobie to wszystko poukładać. Mam nadzieję że będzie jak kiedyś.-
Poklepał Shikamaru po ramieniu po czym wyszedł.
Gwiazdy świeciły jasno, księżyc w pełni.
- Pora iść spać- uznał Hokage i skierował się do swego apartamentu.
*
Temaru tej nocy śnił o dzieciństwie. Nie było w nim bólu, cierpienia, rozpaczy. Była radość, szczęście i …. Rodzina.
Wyznał sam przed sobą że jak ktoś cię wychowuje od samego początku to jest twoją rodziną, tą najbliższą.
Rano obudził się w dobrym nastroju. Pierwsze co ujrzał to Temari śpiąca na krześle obok niego. Jej oczy były opuchnięte, była blada.
- Mamo…- szepnął. Nic.- Maamoo.- powiedział głośniej.
Ta w odpowiedzi gwałtownie się wybudziła i spadła z krzesła.
- Hahahahhaha!- uśmiał się.- mamo uważaj! Hihihi!
- Synku! – wtuliła się w niego znów płacząc.
Kilka dni później został wypisany ze szpitala.
Zaczął się przygotowywać na finał. Szlifował do perfekcji swoje techniki, próbując przy okazji stworzyć nową.
Czas mijał, aż w końcu nadszedł ten dzień. Pozostało czterech uczestników na placu boju.
O tym kto z kim walczy zarządziło losowanie. Temaru walczył jako drugi z kunoichi wioski deszczu. Pierwszy pojedynek wygrał shinobi z Suny , a drugi po długim pojedynku Nara. Nie obyło się jednak bez poważniejszych obrażeń. Jego przeciwniczka była lepiej wyszkolona, a przede wszystkim starsza, więc miała więcej siły. Jednak dał radę. Ciężko dysząc dołączył do swojego przeciwnika.
- Ci którzy zostali na arenie zdali! Gratulacje!- zarządził Hokage.
- To dobrze, bo nie mam już siły!- żalił się Temaru. Klapnął na ziemię.
Resztę dnia spędził z przyjaciółmi na uczcie z okazji awansu.
Teraz czekały go nowe, trudne misje. Lecz czuł że podoła.
*
W ciągu paru miesięcy stał się doskonałym skrytobójcą. Chodził z wioski do wioski. Pewnego dnia, gdy miał już 10 lat ciekawość zaprowadziła go do wioski, w której się urodził.
Ludzie w tej wiosce nie pałali sympatią do nowych przybyszy. Tym bardziej do takich z innych wiosek.
Od razu po przekroczeniu bramy do Temaru przychrzanili się jacyś kolesie. Było ich około dziesięciu.
- Czego tu szukasz szczylu?- zapytał wysoki facet z łysą pałą i pinglami na nosie.
Młody nie odpowiedział. Złożył tylko dłonie do pieczęci i już im zniknął z oczu.
- Gdzie on polazł?!- zapytał łysol.
Tymczasem Nara był już przed budynkiem Kage. Wszedł po schodach kierując się instynktem. Nie chciał nikogo zaczepić bo czuł że to by nic nie dało.
-Wejść!- zarządził ktoś ze środka gabinetu.
- Witam. Nazywam się Temaru Nara i przybyłem z Konoha gakure w celu przetransportowania pana Tikamury do Suny.
-Ah, tak… pan Tikamura mieszka na obrzeżach miasta, na północ od bramy głównej.
- Dziękuję- ukłonił się i wyszedł.
*
Po drodze oczywiście natknął się na tych „miłych” typków, ale za pomocą cienistych klonów szybko ich zgubił i dotarł do celu podróży.
Człowiek, którego miał eskortować siedział sobie na ganku.
-Dzień dobry, pan Tikamura?
-Tak chłopcze. Ty masz mnie eskortować?
-Tak.
- Dobrze więc. Wyruszamy za godzinę.
-Dobrze.
*
Wyruszyli w samo południe. Droga im się dłużyła więc zaczęli rozmawiać.
- Skąd pochodzisz chłopcze?
- Urodziłem się w wiosce Skały, mieszkam w Konoha, razem z moimi przybranymi rodzicami.
-Ah tak… nie wiesz kim byli twoi rodzice?
- Wiem tyle że mama była jinhuriki i zmarła przy porodzie, a ojciec podobno zaginął.
-mhmm- zamyślił się.- to smutne.
Nie wiedząc co powiedzieć szli w milczeniu przez resztę podróży.
Po zakończeniu misji Temaru wrócił do Konohy, by kontynuować trening.
Czasem tylko zastanawiał się, czy jeśli jego ojciec żyje to czy kiedyś się spotkają.
Jest to prawdopodobne, ale czy ojciec go rozpozna? Albo czy on rozpozna ojca?
Na te pytania nie potrafił udzielić odpowiedzi.
Lecz po pewnym czasie, gdy został Jouninem w wieku 14 lat, przestał się tym głowić. Co ma być to będzie i tego nie zmieni.
Dostał pod opiekę własną drużynę. Na początku były między nimi kłótnie( bo jak sensei może być ich rówieśnikiem?!) ale po kilku dniach wszystko ucichło.
Historia znów zataczała koło.
The end
Wiem że takie lanie wody ale nie potrafiłabym przeciągać tego opka +_+
Do następnego opowiadania! :D
Poszumem fali widać w oddali
Horyzont, który się wali.
Ktoś go podpalił.
Słońce już zgasło,
Niebo krwawą posoką zaszło.
Czas się zatrzymał, zbyt zaskoczony,
Że zagrożenie czyha od jego strony.
Boi się dzieła swego zniszczenia.
Boi się swego istnienia.
Nie wie co robić,
Gdy niebo krwawa posoka zdobi.
Wszystko się kończy.
Ludzi, których zatrzymał nic już nie łączy,
Nic nie rozdziela... <--- wiersz mój :3
To mnie rozwaliło! hahhahhha!


To było mega... tylko szkoda ,że krótkie na pewno przeczytam więcej :D
OdpowiedzUsuń