poniedziałek, 30 września 2013

2 Ciąg dalszy i zakończenie ^^

2. Nadszedł czas wakacji,ostatnie w takim składzie.Cytryna zostaje na III rok gimnazjum, a reszta idzie do liceum.
Mia od tygodnia była jakaś przygaszona.
-Z kim ja się będę kłócić?!-rozpaczała Lilla.
*****
-Gdzie jedziemy na wakacje?-spytała Lila.
-Mamy do wyboru góry albo obóz.-powiedział Izo.
-Ja jestem za obozem sportowym w górach-odparł Oruko. Mia i Kaguro się zgodzili. Razem ustalili że będą się świetnie bawić. Zarezerwowali 5 miejsc na połowę lipca, wyjazd na 2 tygodnie do Zakopanego.
Jechali autokarem, oczywiście obok siebie. Na miejscu był podział na pokoje dla chłopaków i dla dziewczyn.
Lila z Mią zajęły jedyny dwuosobowy,a chłopcy trzyosobowy pokój. Reszta była 4-ro,5-cio osobowa. Po ogarnięciu się (będą tu w końcu 2 tygodnie ^^) zeszli na stołówkę wraz z resztą obozowiczów, gdzie opiekunowie powiadomili ich co i jak.
Na szczęście na treningach można było grać z kim się chciało i do tego w co się chciało. Był jeden opiekun od koszykówki, piłki nożnej,ręcznej i od siatkówki. Dwa razy dziennie były treningi dla wszystkich grup. Resztę dnia uczestnicy mieli wolne.
Można było iść spać kiedy się chciało,pod warunkiem,że każdy był w swoim pokoju.
-Ten obóz to betka!-powiedziała trzeciego dnia wieczorem Lila. Malinka nie odpowiedziała.
-Co ci jest? Od kilku dni jesteś jakaś nieobecna.
-Nie,nic...-próbowała zbyć przyjaciółkę-chodźmy spać. Cytryna dała za wygraną obiecując sobie,że następnego dnia wszystko z niej wyciągnie.
*****
Nim się kto obejrzał już był ranek. Mię obudził chichot tuż koło jej ucha.
-Powiedz o co chodzi!-nalegała psiapsiuła. Malina wiedziała,że nie ma wyjścia.
-Zakochałam się-odparła cicho,rumieniąc się złośliwie.
-W kim?-pytania padały jedno po drugim.
-W...w Oruko...-jej twarz była tak różowa jak jej włosy.
-COO?! AAAAA!-wydarła się Lila-Kyaaa!Ja nie mogę! Ale to kawaii! Pomogę ci wyznać mu to palące uczucie jeszcze dziś,albo nie nazywam się Lila Takano!-wydarła się Cytryna. Mia schowała twarz w kolanach.
*****
Okazja nadarzyła się przy rozgrzewce przed treningiem.
-Oruko,masz wielbicielkę-wypaliła nagle Takano. Ten nic nie odpowiedział,zajęty ćwiczeniem.-Ziemia do Oruko!-popukała go w czoło.
-Co...?-zapytał.
-Masz wielbicielkę,zakuty łbie!-powtórzyła Lila.
-Aha...ŻE CO?!-odrzekł, chyba po raz pierwszy w życiu wyprowadzony z równowagi.-która to?!-teraz rozglądał się na boki jakby zobaczył ufoludka.
-Stoi przed tobą, baka! -M-Mia?-jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów xD
Dziewczyna spaliła buraka i unikała jego spojrzenia.
-Gomen...Gomenasai!-krzyknęła,uciekając od niego. Biegła ze łzami w oczach. Nagle wszystko zakryła ciemność. W jednej chwili Mia osunęła się na ziemię niczym bezwładna lalka. Ktoś z innej drużyny trafił w jej pół twarzy przez przypadek piłką do koszykówki. Miała spuchniętą wargę,złamany nos i rozwalony łuk brwiowy.Pielęgniarka musiała jej obandażować pół twarzy,przedtem nakładając łagodzącą maść.
Przyjaciele siedzieli przy jej łóżku dopóki się nie wybudziła. Izo dał jej kartkę i długopis,żeby pisała co chce powiedzieć.
Do końca trwania obozu w pokoju dziewczyn trwała cisza przerywana tylko przez Lilę. Na szczęście w dzień wyjazdu opuchlizna prawie zeszła, został tylko opatrunek na nosie. Podczas drogi powrotnej nie odezwała się słowem.
Oruko udało się wyciągnąć ją z dołka dopiero po tygodniu. Opowiedziała mu wszystko,a on ją wysłuchał. Odbyli szczerą rozmowę, po której ona znów zaczęła ryczeć,a on ją pocieszać. Czy z tej długiej przyjaźni mogło być coś więcej? Na to pytanie musimy odpowiedzieć sobie sami. To było zauroczenie, a nie miłość. Mimo że znali siebie tak dobrze,to nie wiedzieli o sobie wszystkiego. KONIEC ^^ Wiem że krótko,ale nie mam pomysłu jakby rozwinąć to opko... A oto parę fotek : rysunek cosplay Picatchoo ^^, Deidara w parku,2 zdjęcia mojego cudownego wachlarza za 7 zł oraz moje zdjęcie.

piątek, 27 września 2013

Nowe pokolenie szansą na nową,lepszą przyszłość.

Opowiadanie zupełnie zmyślone,połączenie Kuroko no basket i Galactic football. Akcja kręci się wokół koszykówki, piątka graczy gra razem i mają super zdolności,które potem opiszę. Postacie zupełnie zmyślone.Składy mogą być mieszane tzn. dziewczyny z chłopakami. Znali się już wiele lat,lecz wciąż odkrywali się na nowo. Piątka na pozór zwyczajnych uczniów gimnazjum Takamiro grała w koszykówkę dla frajdy. Każdy z nich miał swój własny styl, niepowtarzalną umiejętność której nie da się podrobić. 1.Lila Takano- 14 lat. Ma świra na punkcie swojego wzrostu, żółte oczy i włosy. Jej ksywka to "Cytryna". Potrafi zmieniać trajektorię piłki samą siłą woli. 2.Izo Takuro- 15 lat, ciągle kłóci się z Lilą, ale nie wie o co tej dziewczynie chodzi. Ma ksywę "Groszek" ze względu na zielone włosy i oczy. Potrafi być w dwóch miejscach na raz dzięki czemu łatwo ogłupia przeciwnika. 3. Mia Oruga- 15 lat. Jest osobą ugodową, nie znosi wszelakich kłótni, dlatego próbuje uspokajać Lilę i Izo. Ma ksywę "Malinka" ze względu na różowe włosy i oczy. Jej darem jest to, że potrafi przewidzieć co zrobi przeciwnik zanim on o tym pomyśli. 4.Oruko Arono- 15 lat. Jego stoicki spokój przeraża każdego, a najbardziej kolegę. Jest szkolnym prymusem. Ma ksywę "Granat" od ciemno-granatowego koloru włosów i oczy. Jego talentem jest jego szybkość. Potrafi tak się rozpędzić,aby zatrzymać czas. 5.Karugo Omoi- 15 lat. Największy awanturnik z całej paczki. Próbuje na wszelkie sposoby wkurzyć Oruko, ale nigdy mu się to jeszcze nie udało. Jest kapitanem szkolnej drużyny koszykarskiej. Ma ksywę "Jagódka" przez swoje niebieskie włosy i oczy. Jego moc to perfekcyjne czytanie z mowy ludzkiego ciała, dzięki czemu bardzo szybko potrafi zaplanować trening i plan gry podczas meczu. Wyżej wymieniona czwórka chodzi do klasy III C, a Cytryna do II C. Są ze sobą na dobre i na złe. Byli znani jako "Cudowna Generacja". Wygrywali nawet z licealistami. Każdy chciał się z nimi kumplować, ale Karugo skutecznie ich odstraszał. -Oddawaj!-darła się Lila na pół korytarza.
-Co mam ci oddać?-spytał Izo.
-Moje lusterko! Czemu ty zawsze musisz mi coś zabierać?! A potem masz czelność mówić,że to nie ty!-darła się dalej Cytrynka.
-To nie ja...-otworzył swoją szafkę-ci to...- i wypadło,tłukąc się, nim ktoś zareagował.
-I co zrobiłeś, kosmito?! Czeka mnie 7 lat nieszczęścia. 7 LAT!!!
-Jutro ci odkupię, nie bądź taka kwaśna. -Ale to było moje ulubione!
-Spokojnie, Lila, może razem pójdziemy i na pewno znajdziesz nowe, lepsze. Prawda Izo?-zaproponowała Mia.
-Jasne,zgadzam się-odparł Groszek, a Cytrynka tylko prychnęła w odpowiedzi. Od razu po treningu wybrali się na zakupy. Izo miał farta. Lila wyhaczyła sklep z kosmetykami, gdzie był duży wybór wszelakich lusterek. Wybrali się całą piątką.
- W przyszłym tygodniu gramy ze szkołą Mojugio- poinformował drużynę Karugo.
-Po co nas o tym informujesz teraz?-spytał jak zwykle opanowany Oruko,poprawiając pingle na nosie.
- Bo jestem kapitanem,tłumoku! Mam obowiązek informować moich zawodników, w tym też ciebie!-wkurzył się Karugo. - To już wiemy.-odpowiedział Oruko lakonicznie. Jagódka strzelił focha. Następne dni upłynęły na intensywnych treningach. Mimo,że byli najlepszą drużyną w całej Azji, to zawsze grali na poważnie, nawet podczas towarzyskich. Dzięki Oruko mieli dobre oceny, więc mieli spokój i czas na grę. Nadszedł dzień meczu. Gdy tylko Kaguro przeczytał skład przeciwników nie był zadowolony. Drużyna złożona z dwóch Amerykańczyków,dwóch Europejczyków i Japończyka. Jeszcze nigdy nie grali z takim składem. Rozpoczęła się farsa. Gimnazjum przeciwko Liceum. Karugo podał do Oruko,który w mgnieniu oka podał do Lili, która trafiła za trzy. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 40:26 dla Gimnazjum. Po krótkiej przerwie rozpoczęła się druga. Drużyna Gimnazjum Takamiro pokazało, na co stać Cudowne Pokolenie. Mecz zakończył się wynikiem 89:30 dla Gimnazjum. Gracze Liceum zaczęli się żalić, że to ich pierwszy przegrany mecz. -Nie wiedziałem,że gimnazjaliści są aż tak dobrzy-przyznał kapitan licealistów,podchodząc do Oruko. Podał mu dłoń,a ten odwzajemnił uścisk. -Waszym błędem było nie docenianie przeciwnika-odparł prymus.-Należy się przygotowywać na każdy mecz, niezależnie od siły przeciwnika-dodał. Ten wkurzył się,jednak nic nie odpowiedział. Spojrzał na resztę drużyny Granata. Nie wyglądali na tak mocnych... Po kolejnym wygranym meczu poszli się naszamać do KFC. Potem szlifowali swoją grę zespołową, jednocześnie doskonaląc pojedynncze zagrywki. Ćwiczyli osobno,lecz w grupie. Każdy na każdego. To tyle. Więcej nie udało mi się wymyślić.
Zdjęcie całej grupy(rysunek) A to specjalnie dla Aki na blog nowe-akatsuki-zemsta-temari.blogspot.com:
NIE WIEM KIEDY WSTAWIĘ NASTĘPNĄ NOTE,ALE MAM NADZIEJĘ ŻE TA SIĘ SPODOBAŁA^^

wtorek, 24 września 2013

Nominacja-odpowiedzi.

1.Czy jest ktoś/coś, kto/co motywuje cię do pisania? Coś: kiedy mam zbyt dużo wolnego czasu. 2.Jaki paring jest twoim ulubionym? Dlaczego? Nie mam ulubionego paringu, lubię oglądać wszystkie. 3.Zaczęłaś/Zacząleś oglądać Naruto z ciekawości, ktoś cie zachęcił czy może z jakiegoś innego powodu? Zaczęłam się fascynować Naruto już w wieku 10 lat,lecz nie pamiętam dlaczego. 4.Gdybyś dostał 10 pytanie Ibikiego, zostałbyś czy wyszedł?(Pytanie dziesiąte od Ibikiego brzmi: )Gdybyś mogła/mógł przenieść się do wybranego przez siebie Anime czy Mangi, to jakie to by było? Czy przeniosłabyś się wiedząc, że już nigdy nie wrócisz? W kogo ramiona rzuciłabyś się najpierw? z kim spędzałabyś najwięcej czasu? Kto będzie twoim przyjacielem, wrogiem i chłopakiem/dziewczyną? Ulubiona pora roku, dlaczego?) Gdybym mogła przenieść się do wybranego przez siebie anime/mangi to przeniosłabym się do anime Bleach. Przeniosłabym się nawet,gdybym miała nie wrócić. Chodze z głową w chmurach. Spędzałabym najwięcej czasu z Ichigo i jemu rzuciłabym się w ramiona. Moim przyjacielem byłby Ishina Uryyu, wrogiem Isshin Kurosaki(chyba tak się pisze jego imię), chłopakiem byłby Ichigo. 5.Czym chcesz zajmować się w przyszłości? Chcę opiekować się dziećmi, być nauczycielką. 6.Masz jakieś zwierzątko? Jeśli tak to jakie? Daw koty, dachowce. 7.Jaki jest twój ulubiony kolor? Pomarańczowy, choć zwykle ubieram się w ciemniejsze kolory. 8.Iwa? Kiri? Uzushio? Yu? Kumo? Ame? Oto? Konoha? Suna? Kusa? Taki? Gdzie chcesz zamieszkać? W Sunie, ponieważ tam jest ciepło. 9.Mamy sytuację z Naruto odc. spec. 004 "Nareszcie jakieś starcie! Jounini kontra Genini! Rozpoczyna się wielki turniej w Wiosce Liścia!": Z jakim Jouninem/Chuninem/Geninem chciałabyś walczyć? Myślę,że z Kakashim.

"nieco"zwariowana historia Sasuke Uchihy.

Miał tylko 6 lat, a już stracił niemal całą rodzinę. Prócz niego żył jeszcze brat-morderca. Był starszy o kilka lat, ale zawsze we wszystkim lepszy. Kiedyś czuł,że może mu wszystko powiedzieć, a teraz...wszystko wydawało się tak odległe... Ostał się z życiem(a co zarzucimy staropolszczyzną xD) tylko dzięki błaganiu. Mały nie wiedział,że już wtedy stracił dumę i godność. Żył, a ON uciekł. Wydawało mu się,że wtedy opłakiwał zmarłych, ale to mogło być złudzenie...zwykła iluzja. *** Minęło już 6 lat. Cały czas pielęgnował w sobie gniew i nienawiść. Nazywał się Sasuke, Sasuke Uchiha. Lecz to dumne niegdyś nazwisko nic dla niego nie znaczyło. Wszystko robił automatycznie, jakby od niechcenia. Liczyła się zemsta, nic poza tym. Po trupach do celu. Od jakiegoś czasu miał sny z pewną kobietą, której nigdy nie widział,w roli głównej. Mówiła mu spokojnym głosem,że ma się nie bać, że niedługo wszystko się wyjaśni. Choć widywał ją w swych codziennych snach,to nie zdradziła mu kim jest. Jej oczy koloru gorzkiej czekolady(czekoladaaa-dla każdego coś dobrego) patrzyły na niego z taką troską, że aż chciało mu się płakać. Został przydzielony do drużyny 7.(skład wiadomo jaki ^^) Z tą dwójką dzieciaków nie chciał się zadawać,a co dopiero z nimi gadać.Był samotnikiem i dobrze mu z tym było. Jednak teraz musiał znosić te niedojdy: głąb z ADHD, a potem Sakur(w)ę(to nie moje przezwisko,od razu piszę, kiedyś na czyimś blogu to wyczytałam) patrzącą na niego jak na jakąś super przecenę w lumpexie, gdzie pewnie często bywa. O senseiu wiedział sporo,wertując jego życiorys.
-Coś się wam nie podoba?!-warknął na "kompanów".
-N-nie sskąd-odburknęli.
-Dobra-przerwał tę jakże barwną konwersację(albo jak kto woli konserwację) Kaszalot-czeka was mój specjalny test. Jak nie zdacie to wracacie do pierdaka bez żadnego ale. Macie zdobyć te oto dzwoneczki które ukrad...eee... kupiłem w Biedronce.-spojrzeli na niego dziwnie-do południa. Powodzenia!- po tych słowach wyjął książkę "Techniki Ninja Dla Frajerów" i zaczął ją czytać.(wszystko tak jak w anime, tylko Sasek ma plan). Pojawił się przed Kaszalotem i spojrzał na niego. A ten go olał i czytał to coś co nazywał dziełem. Zabrał mu to "dzieło" i zniknął. Zamaskowany stał w miejscu,co go zgubiło. Sasuke ;pojawił się i wbił mu rasenchidori prosto w plecy. Miał gwiazdeczki pod oczami. W szpitalu po dokładniejszym zbadaniu uznali że musi zostać na obserwacji. Oczywiście Sasuke zabrał mu dzwonki i rzucił tym niedorozwojom. Kakaś obudził się po tygodniu. Ujrzał bruneta siedzącego obok. Miał JEGO ukochane dzieło! Oddał mu to i wyszedł. Cztery dni później Kakashi wyszedł ze szpitala. Spotkał się ze swymi podopiecznymi.
-Przepraszam sensei-zaczął Uchiha-powinniśmy popracować zespołowo.-reszta drużyny przytaknęła.
-Zdaliście a... -Jupi,Huraaa!-krzyknęła lafirynda i dresiarz. -a dzięki Sasuke przypomniałem sobie gdzie zapodziałem klucze od mieszkania-gleba.-pokazał im ów przedmiot.-poza tym Sasuke, nie wiedziałem,że masz takie techniki w zanadrzu.
-Cóż...mam dużo czasu i tyle-odpowiedział lakonicznie brunet. Po omówieniu paru kwestii rozeszli się w swoje strony. Tej nocy zobaczył ludzi kroczących po wodzie niczym cienie. Bezszelestnie weszli do rezydencji Uchiha. W świetle księżyca ujrzał kobietę idącą na czele. To była ONA...(ze snów) Nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku,nic. Spora grupa podeszła do niego. Spojrzała mu w oczy.
-Jestem przywódczynią pozostałego przy życiu klanu Uchiha, Sara Uchiha-przedstawiła się- Itachi nie jest już uznawany za wroga. Zablokowałam mu chakre, jak i siły witalne. Jest bezbronny. Nikt ci już nie grozi. *** Następnego dnia Sasuke był w dobrym humorze. o udanym treningu zaprowadził drużynę do swej posiadłości. Wszyscy nowi lokatorzy doprowadzali budynek do stanu używalności sprzed lat. Gdy słonce już zachodziło ktoś zapukał. W drzwiach stanął Obito Uchiha.
-Ka-Kakashi-wydukał, wchodząc. Podszedł do niego-ileż to już lat?-resztę wieczoru spędzili na wspominkach(czytaj: nachlali się). Następnego dnia(na kacu )odwiedzili Rin.
-Kakashi,Obito?-spojrzała na nich oczami wielkimi niczym dwuzłotówki-Co tu tak śmierdzi?
-Co złego to nie ja...-wybełkotali. -Ehh...wchodźcie...-zafundowała im terapię anty-kacową. *** Sara i Sasuke poszli do siedziby Akasiów. Znaleźli Itachiego. Nie miał co robić tylko leżał na dachu,idiota. -Itachi-wycedził Sasek.
-Sasuke...co cię tu sprowadza?
-Chcemy wiedzieć, dlaczego wybiłeś klan, w którym się wychowałeś?-rozpoczęła Sara.
-Dla wyższej formy sharingana...
-Tylko? Ale...żeby go zdobyć trzeba zabić the best friend forever...-ominęła przekleństwa- czy było warto?
-Nie...kazdego dnia chciałbym cofnąć czas i zabić tamtego siebie...-zaczął opowiadać wszystko. Sasuke nie mógł uwierzyć w to co słyszy, jednak było to prawdą... KONIEC!
Nie bijcie za tak posrany pomysł *.*'. Rysunek, dużo roboty: drużyna 7. w parku.

sobota, 21 września 2013

Nieoczekiwane spotkanie.

[Akcja toczy się w Tokio,rozpoczyna się I rok w liceum, fanfic Bleach] Nieoczekiwane spotkanie.
Szedł do swojej nowej szkoły. Mimo,iż jeszcze jej nie widział,wiedział,że będzie do bani. W poprzednich szkołach nie szło mu zbyt dobrze. I to nie z powodu ocen, a relacji międzyludzkich. Był introwertykiem. Ciekawiło go, ile osób wnerwi swoim zachowaniem i wyglądem. Miał długie do ramion pomarańczowe włosy, brązowe oczy okolone mocnym czarnym make-up'em. Był gothem. Jego obojętne spojrzenie zdradzało, że zrobiłby wszystko aby tam nie iść. Lecz jako jedynak i że był jeszcze niepełnoletni, musiał się słuchać starych. Chodząc po szkolnym korytarzu natknął się na masę dziewczyn chichrających się z czegoś. Prychnął na to i udał się do swojej nowej klasy. musiał się wgramolić na II piętro,a nie lubił się męczyć choćby w najmniejszym stopniu.
-Pan Sumire Hoshigaki?-zapytał ktoś.
-Tak,to ja-odparł beznamiętnie. Wszedł do klasy.
Wszystkie spojrzenia spoczęły na nim.
-Co się tak gapicie? Nigdy nie widzieliście chłopaka z długimi włosami?-momentalnie powstały liczne szmery.
-Może opowie nam pan coś o sobie?-zaproponował belfer.
-Ok...nazywam się Sumire Hoshigaki,pochodzę z USA. Jestem w Tokio od 5 lat. Nienawidzę wszystkich i vice versa, więc nie wchodźcie mi w drogę.-zakończył.
Cisza.Zajął miejsce obok Orihime. Zamiast się zaznajomić ze wszystkimi siedział i gapił się na kolesia próbującego mu coś wbić do głowy... Zerknął na swoich nowych "kolegów" i "koleżanki". Każdy,prócz tej landryny przy której usiadł, był zajęty sobą. Więc zrobił to samo co reszta. Wyjął jakiś przypadkowy zeszyt i piórnik. Starzy zadbali aby wszystko do nowej szkoły miał nowe. Wziął do ręki ołówek i zaczął rysować coś,co nagle zaświtało mu w opornym na wiedzę mózgu. Był to zimowy krajobraz: tafla lodu,wokół las i zachód słońca. Pięknie to wycieniował. To zajęło mu resztę tej jakże "ekscytującej" lekcji. Dzień upłynął pod znakiem nudy i weny z niej płynącej. Tydzień później odbyły się zdjęcia klasowe i indywidualne do legitymacji szkolnej.Pierwszy rok liceum był bardziej hardcorowy niż mógłby sobie wyobrazić. Dużo durnych papierzysk, durnych znajomych... * Sumire pod groźbą odcięcia dopływu gotówki musiał przyjść w tym dniu do budy bez superowej(jego zdaniem) tapety na twarzy. W końcu wyglądał"normalnie" wg nich(rodziców). Po długiej kłótni pogodził się z tym. Jeden dzień wytrzyma.Jeden. Gdy szedł piorunował wszystkich wzrokiem. Na szczęście mógł się ubrać "po swojemu" jak to ujął. Najpierw szły zdjęcia klasowe i grupowe. Wychowawca,pan Kisame Watanashi, kazał się wszystkim uśmiechać. Na końcu można było zrobić sobie zdjęcia z kumplami/kumpelami. Dwie dziewczyny perfidnie zaciągnęły Ichigo i Sumire przed obiektyw,stawiając ich obok siebie,przy okazji obejmując ich ramieniem po przyjacielsku.Pan fotograf zrobił im zdjęcie. Że też musiał tego dnia spinać włosy gumką! Mógł se nimi zasłonić twarz. Dwa dni później zdjęcia były gotowe do odbioru,więc Watanashi kazał im przynieść określoną sumę na zdjęcia lub zdjęcie. Bo klasowe trzeba było mieć i już :P Te same dziewczyny namawiały rudzielców(czyli Ichigo i Sumire) na kupienie owego zdjęcia,które im "zrobiły".
-A czemu mam robić to co chcecie?!-wnerwił się Sumire.-Mnie na to nie nabierzecie same se kupcie tę żenadę na dwóch kółkach,phi!-fuknął.
Owe dziewczyny to Orihime i Rukia- największe klasowe plotkary.
-Ichiigooo!-zaczęła Orihime- ty napewno to kupiiisz, prawdaaa?-zaczęła go namawiać. Zrobiła przy tym taką słodką minkę. Rukia papugowała psiapsiułę.
-Blee,jakie to słodkie...-rozczulił się sztucznie emo-boy(goth).Spojrzały na niego z nadzieją, że może zmienił zdanie.-chyba zaraz się porzygam!-poszedł do swojej ławki i znów zaczął coś skrobać w swoim zeszyciku.
Prychnęły na niego i dalej urabiały Kurosakiego, aż ten się nie zgodził. Pisnęły radośnie i pognały do innych dziewczyn. Niestety po rozmowie z ojcem musiał zamówić u nauczyciela owe dodatkowe zdjęcie. Masakra... * Następnego dnia zaczęło się wydawanie zdjęć. Rukia, Orihime od razu zaczęły porównywać siebie ze zdjęciami. Sumire i Kurosaki mieli niemal identyczne wyrazy twarzy, tego samego koloru oczy i włosy... Spojrzały na Sumire. Znów był w swojej tapecie. Kupił owe "fartowne" zdjęcie,bo jego rodzice chcieli. Dali mu za to sporo gotówki, którą zaraz po szkole przepuści na swoje emo-pierdoły.
-OOO Sumiii-znów zaczęła Ori-a jednak! Podoba ci się,prawda?
-Jest żałosne-odpowiedział.-moi starzy konieczne chcą je mieć.
-Co ty odpierdalasz?! Hoshigaki,ciebie popierdoliło?-wydarła się dotąd milcząca Rukia-jest świetne! A wy wyglądacie jak dwie krople wody!
-Ale z ciebie ziółko, smarkulo!
-Ty jesteś tu jedynym smarkiem!-żyłka zaczęła jej pulsować.Nienawidziła,jak ktoś wspomonał o jej wzroście. Już miała go kopnąć, kiedy on niespodziewanie odparował cios.Podniósł nogę i odepchnął jej but. Poleciała na Orihime. * Od tej pory kłócili się dosłownie o wszystko. Gdy wrócił do domu i pokazał rodzicom zdjęcie, oni zaniemówili.
-Kto to jest?-spytała matka,wskazując na chłopca obok niego.
-Ichigo Kurosaki. Chodzę z nim do klasy.
-Synu, musisz o czymś wiedzieć.-zaczął ojciec. Rozsiedli się na kanapie.
-Jesteś adoptowany. Szoku malowanego na twarzy nastolatka nie dało się w żaden sposób opisać.
-C-coo?-zająknął.
-Synku,ja nie mogę mieć dzieci...-zaczęła matka. Z jego oczu zaczęły spływać łzy wielkie jak ziarna grochu.Cały make-up poszedł w cholerę. Oszołomiony słuchał dalej.
-Zostałeś przez nas adoptowany tuż po narodzinach-kontynuował Suigetsu Hoshigaki,jego ojciec.- matka Ichigo, Isama Kurosaki, powiła bliźnięta. Prawdopodobnie ten Ichigo nie wie nic o tym.-skończył. Wyraz twarzy syna zmienił się ze zszokowanego na pełen żalu i goryczy.
-I pewnie nie mówiliście tego ,abym go nie szukał? Dla mojego dobra?-wychlipiał.
W jego głowie krążyły teraz pytania bez odpowiedzi. Ich milczenie było oczywistą odpowiedzią.
-Dlaczego?!- z tym pytaniem pobiegł do siebie,zamykając się na klucz. Założył słuchawki na uszy i dał głos na full.Do oczu cisnęły się łzy, w głowie brzęczało zdanie: im nie można ufać. Nie miał pojęcia w jakich sprawach go jeszcze okłamywali. Spojrzał na siebie w lustrze, wziął nożyczki i ściął się na krótko, tak jak Ichigo. Zmył z twarzy ten cały syf. Zdjął pieszczochy,kajdany z bioder(na spodniach). Jedyne co zostawił to ciuchy. Nie chciał aby mylono go z tym chłopakiem. Wywalił swoje dodatki do szafki, a ścięte włosy do kosza, a potem przez otarte okno gdzieś. Znów zatopił się w muzyce, roniąc łzy. Nie docierało więc do niego wołanie "rodziców". Myślał, że jest ich mieszanką: Karin,jego "matka," miała krwistoczerwone włosy i jasnobrązowe oczy, a Suigetsu,jego "ojciec",białe włosy i granatowe oczy. W tym całym natłoku myśli nie wiedział kiedy zasnął. Obudził się koło 5 rano. Założył na siebie ciuchy i poszedł zrobić poranną toaletę. Zrobił se jakieś żarcie i poszedł z plecakiem do parku. Nie obchodziło go że nie ma nawet 6 rano. Słuchawki na uszy i w droge. Jesień nadchodziła,więc o tak wczesnej porze dnia było już dość jasno. Podczas spaceru postanowił pogadać z tym całym Kurosakim. Dwie godziny później siedział w szkole. Dochodziła ósma. Przez następny miesiąc olewał opiekunów i zakumplował się z Ichigo. Odbył się konkurs talentów, na który byli zaproszeni rodzice uczniów. Sumire zaśpiewał piosenkę zespołu Kutless "what faith can do". Na instrumentach grali Ichigo, Rukia i Chado. Orihime i Ishida robi za chórek, choć praktycznie nie było ich słychać ^^'. Po jego występie nastała cisza.Po chwili rozbrzmiały gromkie brawa i krzyki "bis!". Zaśpiewał piosenkę 'Im still yours" tego samego zespołu, na dokładkę. Po występie spytał Ichi czy są tu jego starzy.
-Tak...ojciec,to ten wariat który tu woła.-podeszli to niego.
-Ichigo,synku, nie mówiłeś,że potrafisz tak dobrze grać na gitarze!-krzyczał podekscytowany.Przedstawisz mi kolegę?
- Nie mówiłem,bo nie pytałeś. To Sumire Hoshigaki.
-Hoshigaki?!-wrzasnął.
-Tak,tak się nazywam...chcę z panem pogadać...w cztery oczy.
-Dobrze,chłopcze... Opowiedział mu wszystko, czego się dowiedział miesiąc temu. Kiedy on to potwierdził,to rudzielec rzucił mu się zapłakany na szyję. Wtedy podeszli "rodzice" chłopaka.
-Witam, panie Kurosaki- przywitał się Suigetsu.
-Sui! Jak ja cię dawno nie widziałem!
-Zaraz...to wy się znacie?-spytał Sumire.
-Tak, od jakiś 30 lat...-odpowiedział Sui.
-Czemu mi wcześniej nie raczyłeś powiedzieć,że znasz moich rodziców,ty podła kreaturo?!-wrzasnął do Suigetsu przez łzy. Zaczął biec przed siebie. Wyszedł ze szkoły. Biegł,dalej płacząc.Nie zauważył jadącego samochodu. Zginął,zanim ktokolwiek zdążył za nim krzyknąć jego imię oznaczające kwiat fiołka. ******
Epilog. Pogrzeb odbył się pięć dni później. Przybyła na niego cała klasa zmarłego, jego przybrani rodzice i prawdziwa rodzina. Wszyscy płakali. W ciągu miesiąca każdy go polubił. Dopiero teraz się dowiedzieli czemu tak bardzo się zmienił z dnia na dzień. Od tamtego dnia Ichigo przychodził na jego grób co miesiąc, zostawiając świeży bukiet fiołków i zapalając nowy znicz. Czasem przychodził z rodziną.Tą prawdziwą i tą przybraną. Bardzo tęsknił za bratem, mimo iż tak krótko go znał. Często rozmawiał z jego opiekunami. Dzięki temu dowiedział się sporo o swej matce, która była za życia bliską przyjaciółką pani Hoshigaki. Gdy umiera ktoś,kogo znaliśmy,to chcemy czy nie, trzeba żyć dniem dzisiejszym i myśleć o jutrze. Życie toczy się dalej.
Gdy ktoś bliski umiera,
To dopiero do nas dociera,
Ile ta osoba dla nas znaczy.
Nikt nam tego nie wytłumaczy.
*** Z twej rozciętej brwi
Spływa powoli kropla czarnej krwi.
Krwi, Która jeszcze w twym umyśle tkwi.
I co zrobicie?
To jego życie!
Zrobi co chce.
Nawet, gdy to będzie złe.
Dla niego,
Dla jego przyszłości.
Jest dorosły-niech robi co chce.
Jego brew
Zdobi w tej chwili czarna krew.
Co zrobi?
Czy życie ocali? Czy może
w piekielnych czeluściach spali
Swoją duszę?
Przeżywając katusze
Jakich nigdy nie doświadczył...
Jego brwi
Zdobią teraz krople czarnej krwi...<--- mój wiersz. ***

To na tyle. ^.^.