Znalazł go na dachu rezydencji Uchiha.
-Skąd wiedziałeś?-wychlipiał.
-Też często lubię zaszyć gdzieś wysoko i spokojnie pomyśleć.Wiesz jakie mieli miny jak stamtąd wybiegłeś?Gdyby to nie była poważna sprawa,to pewnie bym się uśmiał...
-Tak,Sebastian też był śmieszny...
-Co mówiłeś że podsłuchiwał?
-Mówiłem do Ichigo że...byłem głupcem łażąc tak za nim cały czas.Łzy mnie uśpiły...Nie wiedziałem że ktoś mnie podsłuchuje...
-Rozumiem.Czasem gadam z rodzicami,a raczej ich duchami.Wyobrażam sobie co by mi powiedzieli jakby żyli.To mnie uspokaja.
-Każdy ma swoje dziwactwa i sekrety.
-Tak,dokładnie.I gdyby nie one to nie byłoby wstydu z mówienia czegokolwiek.-po chwili dodał-nie zdziwi chyba nikogo jak przez jakiś czas nie będziesz się do niego odzywał.-Grell schował twarz w ramionach.
-Sebastianie,długo się będziesz jeszcze tak chował? Mało zła wyrządziłeś swoją osobą?-Aizen wezwał swą kosę i w mgnieniu ludzkiego oka pojawił się przy Michaelisie.-Radzę nie przeginaj.Jeśli jeszcze raz będziesz podsłuchiwał czyjąkolwiek rozmowę,to...-efektywna pauza-zajmij się lepiej swoim paniczem.-wyszeptał mu do ucha.
Lokaj zniknął,zrozumiawszy aluzję.
-Co mu powiedziałeś?
-Nic takiego.Już nie odważy się nikogo podsłuchiwać.Ty się go boisz?
-Odkąd zauważyłem jego...charakter to...-spuścił głowę-tak...
-Jak coś będzie nie tak to przybędę w sekundę.
-Może pójdziemy pobawić się z Minato i Ichigo?
-Dobra myśl-poszli.
******************
Czas mijał,ale nic się nie zmieniało.A nawet było gorzej.Shinigami mało jadł,mówił.
Prawie cały czas spędzał na dachu,nawet gdy padało.
-Wszystko gra?-zapytał Aizen pewnego styczniowego dnia.
-Sam już nie wiem.Myślałem, że jak go zignoruję to wszystko się jakoś ułoży,ale się nie układa.
-Gdzie on jest?-zapytał Michaelis następnego dnia.
-Kto?-Aizen udawał że nie wie o kogo chodzi.-Paniczu Ciel,czy nie powinniście już wracać?
-Racja..Sebastianie!Wyjeżdżamy po kolacji.
-Tak jest,paniczu... Grell przechadzał się po lesie,aż dotarł do sadzawki. Tam ujrzał dziewczynę o tak samo czerwonych włosach jak jego. Nazywała się Orihime.W ciągu kilku dni bardzo się do siebie zbliżyli. Po tygodniu przybył wraz ze swą wybranką serca do dworu Uchiha.
-Nazywam się Orihime Fuguyama. Miło mi was poznać-dygnęła.
-Wujku!Nareszcie jesteś!Gdzie ty byłeś?!-z kuchni wybiegł Minato.
-To synek Aizen'a,Minato.-wyjaśnił.
********************
Dwa lata później Grell został ojcem bliźniaczek.Jedna miała oczy czerwone po matce,a druga zielone z domieszką żółtego po ojcu. Na pępkowe zaprosili wszystkich znajomych.
Sebek od razu się przywalił do Grell'a.
-Ojojoj myślałeś,że tęskniłem za tobą? Już trzy lata nic do ciebie nie czuję,chyba że odrazę,lokaju.Nie mów że tak łatwo cię zdenerwować!-uśmiechnął się chytrze.Za to oberwał w nos i w brzuch z całym impetem.Splunął krwią i osunął się na podłogę.
Chwilę później był już związany łańcuchem ze skrzydeł anioła i krwi demona.
-Jak śmiałeś?! Ostrzegałem cię Michaelis!Paniczu Ciel,on miał się już nie wpieprzać w czyjeś sprawy!Dlatego nie wypuszczę go póki nie przeprosi go Grell...-podszedł do brata i zaczął leczenie-nos nie jest w tak złym stanie jak brzuch...uszkodziłeś mu organy wewnętrzne!
-Jesteś...najgorszy ze...wszystkich których znam...a do tej pory myślałem...że to mój szef mi daje...w kość...ałł!-złapał się za brzuch.Podszedł do niego,złożył na jego ustach delikatny pocałunek-Giń!-przeciął jego wnętrzności kosą.Jego ludzka powłoka zniknęła,lecz nadal nie mógł się ruszyć.
***************
-Cielu- rzekł Grell-ty jesteś jego panem,więc zdecyduj co z nim zrobić. Ja nie mam już siły...
-Nałóż na niego wraz z bratem pieczęć i odeślij do piekielnych czeluści.Żadna zemsta nie jest warta aby mieć takiego lokaja przy boku. Nie chcę go więcej widzieć.
-Tak zrobimy.
-Dobrze. Przy rytuale przejścia uczestniczyli bracia,Sakura i jej rodzice.Grell nie wiedział,że jego brat umie się posługiwać alchemią.
Pół roku później Ciel dokonał zemsty,a Grell za pomocą alchemii i jakiegoś zaklęcia,której uczył go brat,przeniósł się do innego świata.Podczas gdy on znikał,to tak samo z umysłów jego bliskich zniknął on sam. Nikt go już nie pamiętał.
****************
Znalazł się nieopodal jakieś jaskini. Jedyne co ze sobą miał to jego ubranie,kosa i okulary.
Zaczął przeszukiwać nieznany mu teren. Wtem napotkał drużynę Hebi z Naruto, którą dowodził nie kto inny jak Sasuke Uchiha.
-Kim ty jesteś?-zapytał białowłosy-wyglądasz dziwnie. -I kto to mówi?-fuknął-jestem Grell Sutcliff. -Osz ty...- Hozuki rzucił się na niego z mieczem Zabuzy. Shinigami odpalił swoją kosę żniwiarza i przeciął jego "zabawkę" na pół.
-Jak ty to...?-fiołkowookiego zatkało.
-Nie jestem z tego świata i nie wiem jak wrócić,więc chyba tu utknąłem.
-Hmm to możliwe,bo pierwszy raz cię widzimy-rzekła czerwonowłosa.
-Kim wy jesteście?
-Nazywam się Sasuke Uchiha- rzekł czarnowłosy.
-Suigetsu Hozuki- odparł białowłosy.
-Karin-powiedziała czerwonowłosa.
-A ja Hugo-rzekł pomarańczowowłosy. Sutcliff zaczął rysować patykiem na piasku krąg transmutacyjny.
-Suigetsu,połóż tu swoją zabaweczkę.
-A niby czemu mam ci zaufać? Kim ty jesteś?
-Jak nie chcesz to nie... Jestem shinigami.Potrafię rzeczy o których wy nie śnicie.
-Nooo dobra...-położył dwa kawałki miecza w kręgu-kim są shinigami?
Grell złożył dłonie jak do modlitwy,po czym położył je na kręgu.Ten zaczął świecić rubinowym blaskiem i po chwili miecz Hiozuki'ego był w jednym kawałku. Czerwonowłosy postanowił zabawić się ich kosztem.
-Shinigami to legendarni wojownicy,posługujący się alchemią.To pradawna technika,którą zna zaledwie kilka osób z mego rodu. Nie mają oporów przed zabiciem kogokolwiek.Jeszcze jakieś pytania? Shinobi i kunoichi nerwowo przełknęli ślinę.
"Uff,dzięki naukom brata uchodzę za jakąś szychę"-pomyślał i cicho się zaśmiał.
**********************
Postanowił trzymać się z nowo poznanymi. W ciągu kilku miesięcy przemierzył wiele kilometrów,poznał wiele nowych rzeczy:broń,sposoby walki... Uczył się tak szybko,że dorównywał swoją mocą Kage i ANBU. Zyskał zaufanie ludzi.
Porozmawiał Z Karin na temat swojej rodziny. Bolało go to,że już ich nie zobaczy. Namówił Sasuke,aby wrócił do rodzinnej wioski. W Konoha-gakure poznał wszystkich przyjaciół Naruto i jego samego xD.
Gdy spotkał Orochimaru,a potem Itachi'ego,to z miejsca ich ukatrupił. Czemu? Bo przypominali mu osobę,którą tak bardzo znienawidził. Po roku terningów pod okiem Jirayi,Kakashiego,Tsunade i Asumy Grell został przydzielony do oddziału specjalnego ANBU. Był w siódmym niebie:mógł zabijać bez żadnych konsekwencji.
Naruto bardzo przypominał jego gdy był młodszy:nadpobudliwy,głupkowaty,nierozgarnięty. Był sobą,o czym wielu zapomina.
Oczywiście nie powiedział mu tego :P Akatsuki przestało istnieć. Był znany jako Krwisty żniwiarz Konohy. Sześć lat później Naruto został Hokage,a jego żoną była Hinata.
*************
Sasuke szedł brzegiem rzeki.Podziwiał gwiazdy. Nagle zaliczył glebę.Powoli wstał,otrzepał się i zbadał obiekt o który wyrżnął. Zapalił latarkę(tiaa jasne! W "Naruto" są latarki xD)
Owym obiektem okazał się Grell. Był skulony,w garści trzymał swoją maskę ANBU. W drugiej dłoni trzymał katanę,którą zrobił sobie harikiri*.
Płaszcz leżał obok nieboszczyka. Uchiha przeszukał go dokładnie. W kieszeni znalazł lekko zakrwawiony list:
"Drodzy Przyjaciele! Nigdy Was nie zapomnę. Zrobiliście dla mnie tak wiele...Przyjęliście mnie do siebie jakbym by jednym z Was,nauczyliście mnie dużo.
Zdałem sobie sprawę że dłużej nie dam rady żyć w świecie do którego nie należę.Odchodzę. Tęsknię za rodziną.
Nie szukajcie mojej kosy.Wrzuciłem ją do rzeki.
Grell Sutcliff"
Zmiłął list i włożył go do kieszeni.Swojej.
Wziął jego ciało.Maskę założył mu na twarz. Następnego dnia odbył się uroczysty pogrzeb. Hokage powiedział jakiś krótki monolog. Wiedział że i tak wszyscy są przybici. Niedługo potem Karin i Suigetsu pobrali się. Mieli kilkoro dzieci.
Pierworodnemu nadali imię Grell.Był do niego niezwykle podobny,tylko oczy miał fiołkowe. Mały Grell rósł szybko.
*************
Nie do wiary jak jedna osoba może odmienić życie na gorsze lub lepsze. Jeśli Ci się owa historia podoba bądź nie to napisz komentarz.
*harikiri- japoński rytuał samobójczy polegający na samodzielnym rozcięciu sobie brzucha kataną.
wtorek, 28 maja 2013
Twins story 8 ostatni
czwartek, 16 maja 2013
Twins story 7
Zdjęli z niego zakrwawione ciuchy.Wraz z ojcem wniosła go na górę,do sypialni.
Hiashi wyciągnął czyste bokserki i przebrał go. Sakura patrzyła na to z rumieńcem.
-Co jest,skarbie?Przecież masz z nim syna.
-Ale minęło tyle czasu...pomóż mi go obmyć.
-Dobrze.
Po kąpieli położyli go do łóżka. Ubranie poszło do prania.
************
Aizen obudził się w nocy za potrzebą.Czuł się dziwnie.Po załatwieniu "sprawy" zauważył że ma na sobie...bokserki!
Poszedł poszukać brata. Po drodze na dół zastanawiał się jak to możliwe że ma inne gacie...
Na parterze obok kanapy,na której leżał Grell,stała świeca z zapałkami.Zapalił ją i podszedł do niego.Był rozpalony.
Szybko pobiegł do łazienki i zmoczył ręcznik zimną wodą.Zrobił okład,a potem ułożył się obok i zmorzył go sen. Rano obudził go znajomy zapach.
Wstał i poczłapał do kuchni.Usiadł. Poczuł z tyłu ciepłe dłonie obejmujące jego szyję.
-Lepiej się czujesz?-spytała.
-Tak...a kiedy on się obudzi?
-Jego organizm musi się zregenerować... Przed nimi wylądowało śniadanie. -Smacznego!
-Dzięki. Jak zjemy to chcę cię o coś spytać.
-Jasne.
************
-Co się wczoraj stało?Czemu mam na sobie bokserki?
-Grell został ciężko ranny. Poszedłeś za tym...człowiekiem.Zabiłeś go. Wróciłeś cały we krwi,zemdlałeś,wchodząc na piętro.
-mhmm...
-...razem z ojcem wykąpałam cię i zmieniłam ci całą garderobę jaką miałeś na sobie...-Aizen poczerwieniał-a na koniec położyliśmy cię spać.
-Aha-odpowiedział speszony.
-Twoje ubranie już pewnie wyschło.
-Dobrze,to pójdę się ubrać i pójdę do brata.
-Poczekam tam na ciebie.
Grell ocknął się dopiero pod wieczór.Lecz dopiero po miesiącu mógł normalnie wykonywać wszelkie czynności.
-To ja powinienem ucierpieć...-żalił się Aizen.
-Pierwszy raz kogoś zabiłeś?-ciekawił się brat.
-Nie,ale wcześniej nie zdarzało mi się zemdleć po akcie morderstwa.
-Przemyślałem sobie sprawę z Sebastianem i uważam że to latanie za nim było głupie. Poszukam sobie dziewczynę jak wyzdrowieje... Zaczął padać śnieg.
-Rozchmurz się Grell!Za tydzień Wigilia!
-Tiaa... Całej tej rozmowie przysłuchiwał się Michaelis. Nie mógł uwierzyć,że Grellowi przeszło.
Wydawało mu się że to sen.
Jednak się pomylił.Od następnego dnia Shinigami prócz podstawowych zwrotów grzecznościowych nie odzywał się do lokaja Ciela.
Po kilku dniach Sebkowi zaczęło brakować tych jego wygłupów. Nadeszły Święta Bożego Narodzenia.
Wszyscy życzyli sobie szczęścia. Grell otrzymał kociaka,któremu dał na imię Ichigo.Sebek był o niego zazdrosny tym bardziej,że to cudne stworzenie nie otrzymało imienia po nim."To zniewaga!"-pomyślał. Aizen załatwił wszystko co jest potrzebna kotu do szczęścia.Ichigo wszedł właścicielowi na kolana i zaczął mruczeć.
-Dziękuję,bracie.
****************
Parę dni później Sebatian usłyszał jak Grell zwierza się swemu futrzakowi:
-Ja tylko chciałem,by ktoś ze mną porozmawiał...poświęcił kilka minut uwagi...czy to takie trudne? Mimo,że od początku wiedziałem,że Sebastian traktuje mnie jak powietrze,to byłem mu wierny niczym pies...-kotek wtulił się w pana-niedawno zrozumiałem,że to nie miało sensu...-łzy zaczęły spływać z jego oczu. Schował twarz w kolanach i zaczął szlochać,co nie uszło uwadze lokaja Ciel'a. Łzy przemawiały przez niego. Łzy,które tyle lat dusił w sobie.
Kot zasnął obok niego. Pogłaskał jego rude miękkie futerko
-Pewnie wyglądam żałośnie...bo przecież...shinigami nie mogą... wyrażać emocji,a ...zwłaszcza pozytywnych...ma przemawiać przez nich złość,chęć mordu i krwi...nie mogę już się nazwać prawdziwym shinigami!-każde słowo mówił ciszej od poprzedniego,aż odpłynął do krainy snów. Do Sebcia do dotarły jego słowa z małym opóźnieniem.Podszedł do niego i oporządził go do snu.Zabrał kota.
**********
Obudził się dopiero na kolację.Nic nie robiąc sobie ze swego stanu poczłapał do kuchni.Wziął kromkę chleba i zaczął przeżuwać.
-Gomenasai- szepnął ktoś do jego ucha.Ktoś,kogo bardzo dobrze znał.Normalnie podnieciłoby go to,zaczerwieniłby się,ale teraz olał go i jadł dalej.
Nic więcej.Nagle świat pociemniał i osunął się na podłogę
-Grell!Nie pajacuj!-Nic.Wziął go na ręce i pobiegł do bawialni.Całe towarzystwo spojrzało na niego.
- Obudził się a potem nagle zemdlał...-brat i Sakura podbiegli do nich.Położyła mu dłoń na czole.
-Co...się...-zaczął, budząc się.
-To tylko omdlenie-orzekł Sebastian.
-Aha...-zaburczało mu w brzuchu.
-Chodź,musisz zjeść coś-ciągnął dalej lokaj.
-Hai...-spojrzał mu w oczy-puść mnie-wycedził przez zęby.
Usłuchał i Grell podreptał do najbliższego krzesła.Zjadł duży kawałek lazanii i wypił kubek herbaty Earl Grey.
-Sebastianku,czemu nagle się tak mną przejmujesz?-zapytał,nieświadomy jak się do niego zwrócił.
-Nie chcę,abyś znów płakał,szczególnie z mego powodu...-zaczął cicho.
-NIE PODSŁUCHUJE SIĘ CUDZYCH ROZMÓW!-wydarł się,co przypłacił kaszlem.Sprzedał mu liścia z otwartej dłoni i wybiegł.
-Zasłużyłem sobie...-przyznał z głupawym uśmieszkiem. -Jeśli coś mu pan zrobił...
-Nic mu nie zrobiłem,tylko...
-Tylko co?-dopytywał się Aizen.
-Podsłuchałem jak gada sam ze sobą...
-Nie powinien pan tego robić,nawet jeśli to pana dotyczyło...takie rozmowy są najbardziej prywatne ze wszystkich,jakie człowiek może przeprowadzić!-wybuchł-Nie dziwię się,że tak się wkurzył.Lepiej niech pan przez bliżej nieokreślony czas nie wchodzi mu w drogę.
-Tak...-rzekł winny spuszczając głowę ze wstydem.
-Dobrze że się zrozumieliśmy-wziął butelkę wody-pójdę do niego.
Hiashi wyciągnął czyste bokserki i przebrał go. Sakura patrzyła na to z rumieńcem.
-Co jest,skarbie?Przecież masz z nim syna.
-Ale minęło tyle czasu...pomóż mi go obmyć.
-Dobrze.
Po kąpieli położyli go do łóżka. Ubranie poszło do prania.
************
Aizen obudził się w nocy za potrzebą.Czuł się dziwnie.Po załatwieniu "sprawy" zauważył że ma na sobie...bokserki!
Poszedł poszukać brata. Po drodze na dół zastanawiał się jak to możliwe że ma inne gacie...
Na parterze obok kanapy,na której leżał Grell,stała świeca z zapałkami.Zapalił ją i podszedł do niego.Był rozpalony.
Szybko pobiegł do łazienki i zmoczył ręcznik zimną wodą.Zrobił okład,a potem ułożył się obok i zmorzył go sen. Rano obudził go znajomy zapach.
Wstał i poczłapał do kuchni.Usiadł. Poczuł z tyłu ciepłe dłonie obejmujące jego szyję.
-Lepiej się czujesz?-spytała.
-Tak...a kiedy on się obudzi?
-Jego organizm musi się zregenerować... Przed nimi wylądowało śniadanie. -Smacznego!
-Dzięki. Jak zjemy to chcę cię o coś spytać.
-Jasne.
************
-Co się wczoraj stało?Czemu mam na sobie bokserki?
-Grell został ciężko ranny. Poszedłeś za tym...człowiekiem.Zabiłeś go. Wróciłeś cały we krwi,zemdlałeś,wchodząc na piętro.
-mhmm...
-...razem z ojcem wykąpałam cię i zmieniłam ci całą garderobę jaką miałeś na sobie...-Aizen poczerwieniał-a na koniec położyliśmy cię spać.
-Aha-odpowiedział speszony.
-Twoje ubranie już pewnie wyschło.
-Dobrze,to pójdę się ubrać i pójdę do brata.
-Poczekam tam na ciebie.
Grell ocknął się dopiero pod wieczór.Lecz dopiero po miesiącu mógł normalnie wykonywać wszelkie czynności.
-To ja powinienem ucierpieć...-żalił się Aizen.
-Pierwszy raz kogoś zabiłeś?-ciekawił się brat.
-Nie,ale wcześniej nie zdarzało mi się zemdleć po akcie morderstwa.
-Przemyślałem sobie sprawę z Sebastianem i uważam że to latanie za nim było głupie. Poszukam sobie dziewczynę jak wyzdrowieje... Zaczął padać śnieg.
-Rozchmurz się Grell!Za tydzień Wigilia!
-Tiaa... Całej tej rozmowie przysłuchiwał się Michaelis. Nie mógł uwierzyć,że Grellowi przeszło.
Wydawało mu się że to sen.
Jednak się pomylił.Od następnego dnia Shinigami prócz podstawowych zwrotów grzecznościowych nie odzywał się do lokaja Ciela.
Po kilku dniach Sebkowi zaczęło brakować tych jego wygłupów. Nadeszły Święta Bożego Narodzenia.
Wszyscy życzyli sobie szczęścia. Grell otrzymał kociaka,któremu dał na imię Ichigo.Sebek był o niego zazdrosny tym bardziej,że to cudne stworzenie nie otrzymało imienia po nim."To zniewaga!"-pomyślał. Aizen załatwił wszystko co jest potrzebna kotu do szczęścia.Ichigo wszedł właścicielowi na kolana i zaczął mruczeć.
-Dziękuję,bracie.
****************
Parę dni później Sebatian usłyszał jak Grell zwierza się swemu futrzakowi:
-Ja tylko chciałem,by ktoś ze mną porozmawiał...poświęcił kilka minut uwagi...czy to takie trudne? Mimo,że od początku wiedziałem,że Sebastian traktuje mnie jak powietrze,to byłem mu wierny niczym pies...-kotek wtulił się w pana-niedawno zrozumiałem,że to nie miało sensu...-łzy zaczęły spływać z jego oczu. Schował twarz w kolanach i zaczął szlochać,co nie uszło uwadze lokaja Ciel'a. Łzy przemawiały przez niego. Łzy,które tyle lat dusił w sobie.
Kot zasnął obok niego. Pogłaskał jego rude miękkie futerko
-Pewnie wyglądam żałośnie...bo przecież...shinigami nie mogą... wyrażać emocji,a ...zwłaszcza pozytywnych...ma przemawiać przez nich złość,chęć mordu i krwi...nie mogę już się nazwać prawdziwym shinigami!-każde słowo mówił ciszej od poprzedniego,aż odpłynął do krainy snów. Do Sebcia do dotarły jego słowa z małym opóźnieniem.Podszedł do niego i oporządził go do snu.Zabrał kota.
**********
Obudził się dopiero na kolację.Nic nie robiąc sobie ze swego stanu poczłapał do kuchni.Wziął kromkę chleba i zaczął przeżuwać.
-Gomenasai- szepnął ktoś do jego ucha.Ktoś,kogo bardzo dobrze znał.Normalnie podnieciłoby go to,zaczerwieniłby się,ale teraz olał go i jadł dalej.
Nic więcej.Nagle świat pociemniał i osunął się na podłogę
-Grell!Nie pajacuj!-Nic.Wziął go na ręce i pobiegł do bawialni.Całe towarzystwo spojrzało na niego.
- Obudził się a potem nagle zemdlał...-brat i Sakura podbiegli do nich.Położyła mu dłoń na czole.
-Co...się...-zaczął, budząc się.
-To tylko omdlenie-orzekł Sebastian.
-Aha...-zaburczało mu w brzuchu.
-Chodź,musisz zjeść coś-ciągnął dalej lokaj.
-Hai...-spojrzał mu w oczy-puść mnie-wycedził przez zęby.
Usłuchał i Grell podreptał do najbliższego krzesła.Zjadł duży kawałek lazanii i wypił kubek herbaty Earl Grey.
-Sebastianku,czemu nagle się tak mną przejmujesz?-zapytał,nieświadomy jak się do niego zwrócił.
-Nie chcę,abyś znów płakał,szczególnie z mego powodu...-zaczął cicho.
-NIE PODSŁUCHUJE SIĘ CUDZYCH ROZMÓW!-wydarł się,co przypłacił kaszlem.Sprzedał mu liścia z otwartej dłoni i wybiegł.
-Zasłużyłem sobie...-przyznał z głupawym uśmieszkiem. -Jeśli coś mu pan zrobił...
-Nic mu nie zrobiłem,tylko...
-Tylko co?-dopytywał się Aizen.
-Podsłuchałem jak gada sam ze sobą...
-Nie powinien pan tego robić,nawet jeśli to pana dotyczyło...takie rozmowy są najbardziej prywatne ze wszystkich,jakie człowiek może przeprowadzić!-wybuchł-Nie dziwię się,że tak się wkurzył.Lepiej niech pan przez bliżej nieokreślony czas nie wchodzi mu w drogę.
-Tak...-rzekł winny spuszczając głowę ze wstydem.
-Dobrze że się zrozumieliśmy-wziął butelkę wody-pójdę do niego.
wtorek, 7 maja 2013
twins story 6
Gdy skończył westchnął ciężko.
-siedem lat temu poznałem miłość mego życia.Niestety zniknęła i więcej jej już nie widziałem. To dziewczyna o śnieżnobiałej cerze,czerwonych jak krew oczach i kruczoczarnych włosach.
Jej imię oznacza kwiat wiśni,a nazwisko oznaczone jest potęgą.
Nagle wszystkie światła zgasły,a niebo zakryło się szarą kurtyną. Drzwi otwarły się na oścież. Do rezydencji Ciel'a wdarła się postać okolona czernią.
Sebastian zapalił światło. Owej postaci za tył nogi kurczowo trzymało się dziecko o długich czerwonych włosach i krwistoczrewonych oczkach.
-Myślałam,że już dawno o mnie zapomniałeś.
-S-sakura?To naprawdę ty? Jakżebym mógł o tobie zapomnieć? Myślałem że już nigdy się nie spotkamy po tym jak zniknęłaś.
-Musiałam zniknąć,bo ktoś doniósł memu ojcu,że spotykam się z kimś z rodu Kuchiki.
-Ja nie jestem rodowitym członkiem tegoż rodu. Hrabina Kuchiki adoptowała mnie,nazywam się Sutcliff...
-Sutcliff? Moja matka pochodzi z twojego rodu!
-Co...? -Ona szepnęła do chłopca coś, co tylko on usłyszał.
-przywitaj się z tatą,Minato.-chłopiec ze strachem w oczach podszedł do niego.
-T-o mój syn?-kucnął przed nim i patrzył na niego jakby był cudem świata. Malec spojrzał mu w oczy.
-Tatuś?-podbiegł do matki.
-Wybacz,nadal się boi. Pierwszy raz cię widzi.
-Hahaha...to tak ja jego...Panienko Rukio,poprzez zaistniałe okoliczności nie będę mógł już panience służyć.
-Rozumiem Aizenie.Bądź szczęsliwy.
-Dziękuję panienko.-spojrzał na Sakurę-musimy jeszcze wyjaśnić tę sytuację.
-Więc w drogę! Minato,Aizen,Grell i Sakura poszli do rezydencji Uchiha,nie wiedząc co ich czeka. *************
Obrali najkrótszą drogę-przez las. Pół godziny później byli na miejscu.
Grell'a i Aizen'a oszołomił budynek.
Sakura wzięła ich za ręce i pociągnęła w stronę posiadłości. Ojciec wyszedł na spotkanie córce,a jego wnuk rzucił mu się w ramiona na powitanie.
Aizen skulił się jakby oczekiwał ciosu.Grell kucnął przy nim próbując uspokoić.
-Ojcze chcę ci przedstawić braci Sutciff:Grell'a i mego ukochanego,ojca twego wnuka,Aizen'a.
-Aizen?Grell?-za Hiashim Uchiha stała jego żona,Haruchi.Ze łzami w oczach podeszła do nich-wy..żyjecie?
-Ciocia?-spytał Grell.
-Tato,nie bój się-synek pociągnął go za rękaw.
-Łatwo ci mówić-burknął pod nosem. Hiashi spojrzał na nich.
-Wy nie możecie być z rodu Kuchiki...tam wszyscy mają czarne włosy i niebieskie lub brązowe oczy.-Ciocia podbiegła do nich i mocno ich uściskała.Miała czerwone włosy i brązowe oczy z domieszką czerwieni.
-Kochanie,to są moi jedyni siostrzeńcy. Hiashi uśmiechnął się. Ta sielanka nie trwała jednak długo.
Grell splunął krwią.Aizen zobaczył że jego klatka piersiowa jest w strzępach.Szybko wyjął swoją kosę i przeciął niemal niewidoczną nić od broni.
-Zajmijcie się nim!-wyskoczył przez okno i ruszył za sadystą.
Dobiegli do pobliskiego jeziora.Najpierw chciał go od razu zabić,lecz potem postanowił go przywiązać do ziemi sen-bon i zahipnotyzować.
Wyśpiewał wszystko co Aizen chciał wiedzieć. Na końcu jego"spowiedzi" poprostu odrąbał mu łeb tak jak jego szefowi.
Krew trysnęła strumieniem brocząc Sutcliff'a. Kapała mu z ubrania,lecz on gnał do brata.Pewnie on był celem.
To miała być zemsta za szefa...
-Co z nim?-zapytał wchodząc do salonu.
-Stracił dużo krwi,przeżyje,ale jest nieprzytomny.Nic ci nie jest?-spytała zatroskana ciotka.
-Nie,to nie moja krew.-odparł.
-Ty...zabiłeś kogoś?-spytała Sakura.
-Tak...nikt nie będzie ranił moich bliskich!-zaczął wchodzić na górę-Czy mogę...?Gdzie jest...?-nie skończył. Czuł że traci kontrolę nad swym ciałem. Po chwili wszystko ogarnęła ciemność.
-Aizenie!-krzyknęła Sakura.
-siedem lat temu poznałem miłość mego życia.Niestety zniknęła i więcej jej już nie widziałem. To dziewczyna o śnieżnobiałej cerze,czerwonych jak krew oczach i kruczoczarnych włosach.
Jej imię oznacza kwiat wiśni,a nazwisko oznaczone jest potęgą.
Nagle wszystkie światła zgasły,a niebo zakryło się szarą kurtyną. Drzwi otwarły się na oścież. Do rezydencji Ciel'a wdarła się postać okolona czernią.
Sebastian zapalił światło. Owej postaci za tył nogi kurczowo trzymało się dziecko o długich czerwonych włosach i krwistoczrewonych oczkach.
-Myślałam,że już dawno o mnie zapomniałeś.
-S-sakura?To naprawdę ty? Jakżebym mógł o tobie zapomnieć? Myślałem że już nigdy się nie spotkamy po tym jak zniknęłaś.
-Musiałam zniknąć,bo ktoś doniósł memu ojcu,że spotykam się z kimś z rodu Kuchiki.
-Ja nie jestem rodowitym członkiem tegoż rodu. Hrabina Kuchiki adoptowała mnie,nazywam się Sutcliff...
-Sutcliff? Moja matka pochodzi z twojego rodu!
-Co...? -Ona szepnęła do chłopca coś, co tylko on usłyszał.
-przywitaj się z tatą,Minato.-chłopiec ze strachem w oczach podszedł do niego.
-T-o mój syn?-kucnął przed nim i patrzył na niego jakby był cudem świata. Malec spojrzał mu w oczy.
-Tatuś?-podbiegł do matki.
-Wybacz,nadal się boi. Pierwszy raz cię widzi.
-Hahaha...to tak ja jego...Panienko Rukio,poprzez zaistniałe okoliczności nie będę mógł już panience służyć.
-Rozumiem Aizenie.Bądź szczęsliwy.
-Dziękuję panienko.-spojrzał na Sakurę-musimy jeszcze wyjaśnić tę sytuację.
-Więc w drogę! Minato,Aizen,Grell i Sakura poszli do rezydencji Uchiha,nie wiedząc co ich czeka. *************
Obrali najkrótszą drogę-przez las. Pół godziny później byli na miejscu.
Grell'a i Aizen'a oszołomił budynek.
Sakura wzięła ich za ręce i pociągnęła w stronę posiadłości. Ojciec wyszedł na spotkanie córce,a jego wnuk rzucił mu się w ramiona na powitanie.
Aizen skulił się jakby oczekiwał ciosu.Grell kucnął przy nim próbując uspokoić.
-Ojcze chcę ci przedstawić braci Sutciff:Grell'a i mego ukochanego,ojca twego wnuka,Aizen'a.
-Aizen?Grell?-za Hiashim Uchiha stała jego żona,Haruchi.Ze łzami w oczach podeszła do nich-wy..żyjecie?
-Ciocia?-spytał Grell.
-Tato,nie bój się-synek pociągnął go za rękaw.
-Łatwo ci mówić-burknął pod nosem. Hiashi spojrzał na nich.
-Wy nie możecie być z rodu Kuchiki...tam wszyscy mają czarne włosy i niebieskie lub brązowe oczy.-Ciocia podbiegła do nich i mocno ich uściskała.Miała czerwone włosy i brązowe oczy z domieszką czerwieni.
-Kochanie,to są moi jedyni siostrzeńcy. Hiashi uśmiechnął się. Ta sielanka nie trwała jednak długo.
Grell splunął krwią.Aizen zobaczył że jego klatka piersiowa jest w strzępach.Szybko wyjął swoją kosę i przeciął niemal niewidoczną nić od broni.
-Zajmijcie się nim!-wyskoczył przez okno i ruszył za sadystą.
Dobiegli do pobliskiego jeziora.Najpierw chciał go od razu zabić,lecz potem postanowił go przywiązać do ziemi sen-bon i zahipnotyzować.
Wyśpiewał wszystko co Aizen chciał wiedzieć. Na końcu jego"spowiedzi" poprostu odrąbał mu łeb tak jak jego szefowi.
Krew trysnęła strumieniem brocząc Sutcliff'a. Kapała mu z ubrania,lecz on gnał do brata.Pewnie on był celem.
To miała być zemsta za szefa...
-Co z nim?-zapytał wchodząc do salonu.
-Stracił dużo krwi,przeżyje,ale jest nieprzytomny.Nic ci nie jest?-spytała zatroskana ciotka.
-Nie,to nie moja krew.-odparł.
-Ty...zabiłeś kogoś?-spytała Sakura.
-Tak...nikt nie będzie ranił moich bliskich!-zaczął wchodzić na górę-Czy mogę...?Gdzie jest...?-nie skończył. Czuł że traci kontrolę nad swym ciałem. Po chwili wszystko ogarnęła ciemność.
-Aizenie!-krzyknęła Sakura.
piątek, 3 maja 2013
twins story 5 wiersz
Wyrecytował stworzony przez siebie wiersz o skończonej miłości: Czy kiedyś wybaczysz
To,co kiedyś powiedziałem?
Że nic dla mnie nie znaczysz-
Wiedz,że wtedy kłamałem.
Kochanie... Czy odpowiesz mi na jedno pytanie?
Dlaczego żyję? Przecież nie potrafię żyć bez ciebie.
Z tobą było mi jak w niebie.
Nie chciałem tego zmieniać- Tak wyszło.
Teraz wiem że potrafię już ludzi doceniać.
Teraz wiem,że straciłem wszystko,
Bo ciebie przy mnie nie ma.
Kochanie... Czy odpowiesz mi na jedno pytanie?
Proszę,odpowiedz mi na nie.
Dlaczego dałem ci odejść i czemu cię opuściłem?
Teraz wiem jak bardzo Twe serce zraniłem.
Tymi słowami.
Byłem głupi,młody-mogę tylko przepraszać
Za błędy młodości.
Może los zlituje się nad nami
I da szansę naszej miłości,
Abym mógł naprawić błędy z mej młodości.
Nie wiem co mam dalej robić.
Bez ciebie nic nie ma sensu,swojej magii...
Mogę poddać się tylko bólowi i nostalgii,
Które wypełniają me i tak już zbolałe serce
Przepełnione tęsknotą i żalem
Po tym,co straciłem.
Dlaczego wtedy takim głupcem byłem?! Siebie za to nienawidzę.
Poza Tobą świata nie widzę...
Jesteś dla mnie najważniejsza,
Dopiero wczoraj to do mnie dotarło-
Jesteś najpiękniejsza!
Drę się na całe gardło.
Bo nie wiem co robić, byś do mnie wróciła.
Żyć bez Ciebie-
to jakby opuściła mnie cała siła.
Wróć do mnie,kochanie,
Kochanie,tylko wróć.
Obiecuję,że już nigdy Cię nie zranię,
Tylko wróć kochanie... (Wiersz mojego autorstwa)
To,co kiedyś powiedziałem?
Że nic dla mnie nie znaczysz-
Wiedz,że wtedy kłamałem.
Kochanie... Czy odpowiesz mi na jedno pytanie?
Dlaczego żyję? Przecież nie potrafię żyć bez ciebie.
Z tobą było mi jak w niebie.
Nie chciałem tego zmieniać- Tak wyszło.
Teraz wiem że potrafię już ludzi doceniać.
Teraz wiem,że straciłem wszystko,
Bo ciebie przy mnie nie ma.
Kochanie... Czy odpowiesz mi na jedno pytanie?
Proszę,odpowiedz mi na nie.
Dlaczego dałem ci odejść i czemu cię opuściłem?
Teraz wiem jak bardzo Twe serce zraniłem.
Tymi słowami.
Byłem głupi,młody-mogę tylko przepraszać
Za błędy młodości.
Może los zlituje się nad nami
I da szansę naszej miłości,
Abym mógł naprawić błędy z mej młodości.
Nie wiem co mam dalej robić.
Bez ciebie nic nie ma sensu,swojej magii...
Mogę poddać się tylko bólowi i nostalgii,
Które wypełniają me i tak już zbolałe serce
Przepełnione tęsknotą i żalem
Po tym,co straciłem.
Dlaczego wtedy takim głupcem byłem?! Siebie za to nienawidzę.
Poza Tobą świata nie widzę...
Jesteś dla mnie najważniejsza,
Dopiero wczoraj to do mnie dotarło-
Jesteś najpiękniejsza!
Drę się na całe gardło.
Bo nie wiem co robić, byś do mnie wróciła.
Żyć bez Ciebie-
to jakby opuściła mnie cała siła.
Wróć do mnie,kochanie,
Kochanie,tylko wróć.
Obiecuję,że już nigdy Cię nie zranię,
Tylko wróć kochanie... (Wiersz mojego autorstwa)
czwartek, 2 maja 2013
Twins story 4
Aizen nie mógł się już doczekać. Nie wierzył,że po prawie 14 latach zobaczy brata... Szczęście zagościło w jego sercu.
Poszedł wraz z Sebastianem,Rukią i Ciel'em do ogrodu. Zachwyciło go piękno tak małego skrawka ziemi.
-Zaraz tu przyjdzie-oznajmił Michaelis.
Aizen zniknął by po chwili pojawić się ze swoją krwionośną kosą.Na ostrzu widniała trupia czaszka z łańcuchem.
-Sebas-chaaan! Tęskniłem!-Grell rzucił się na Sebka.
Ten odsunął się przewidując jego reakcję. W efekcie Suctiff zaliczył glebę.
-AŁA!! to bolało! Sebciu,chyba mnie nie okłamałeś?
-Pan Sebastian miał rację...-zaczął Aizen.
-Ale że z czym?
-Jesteś wkurzający...
-Sebastianku,czy to ta osoba,którą miałem poznać?
-Tak...to twój brat bliźniak, Aizen.
*********************
Bracia patrzyli na siebie z niedowierzaniem. Nie licząc długości włosów wyglądali identycznie.
-To...mój brat?!-oburzył się Grell- Nie...to nieprawda! Nie mam rodzeństwa! Sebciu,ty kłamiesz,prawda?!
Ten obrzucił go tylko zimnym spojrzeniem.
-Jesteś tylko nieczułym egoistą! Nigdy nie pomyślałeś,że możesz mieć rodzinę?!-wydarł się Aizen. Podszedł do brata i go spoliczkował. Potem ściął mu włosy mniej więcej do ramion. Pstryknął palcami i przed nimi ukazało się duże lustro.Przybliżył swoją twarz do jego.
-Czego ty nie chciałeś,ja pragnąłem z całego serca codziennie...-po jego policzkach spłynęły łzy.-ty... łajdaku!!!Czy naprawdę myślisz tylko o sobie?!
-Nie...-na twarzy Aizen'a pojawił się uśmiech-myślę też o tym aby szef był zadowolony z mojej roboty.-tym razem dostał kopa w szczękę. Patrzył jak jego niby brat ucieka.Zamglił mu percepcję wzrokową. Sebastian,Ciel i Rukia pognali za nim. Grell ocknął się i poszedł za nimi. Szukali go w całej posiadłości. W pewnym momencie Sebastian zobaczył krew prowadzącą do łazienki. Znaleźli go w wannie. Z jego żył spływała krew.
Trząsł się. Demoniczny lokaj nie wiadomo skąd wyjął bandaże i ręcznik. Opatrzył go. Nie zdążył mu jednak nic powiedzieć. Niedoszły samobójca odpłynął w ciemność nim ktokolwiek się zorientował. Rukia wybiegła z krzykiem.
Przeniósł go do salonu i okrył kocem.
************************
Obudził się po prawie dwóch godzinach. Rukia cały czas przy nim czuwała.
-Aizenie...-jej oczy się zaszkliły. Spojrzał na nią,lecz jego spojrzenie było zupełnie puste,bez życia.
-Prze...przepraszam...-nie mógł zgiąć rąk z powodu tępego bólu i szczelnych bandaży. Powoli robiły się czerwone.
-Szsz!-syknął. Lokaj Ciel'a zrobił mu nowe opatrunki.Poszkodowany zasnął,więc wszyscy uczynili to samo.
Jedna osoba nie mogła zmrużyć oka...
Rano poszedł do ogrodu. Było za wcześnie na cokolwiek.Zobaczył Aizen'a. Gapił się w niebo.
Jego twarz nie wyrażała emocji. Usiadł obok.
Trwali tak w niczym niezmąconej ciszy,aż nagle Aizen westchnął.
-Od kiedy tu siedzisz?-zapytał.
-Kilka minut.Przeszkadzam ci?
-Nie.Tylko po co tu przyszedłeś?Myślałem,że nie chcesz mnie znać...
-Bo nie chciałem-palnął.-od początku byłem sam,inny niż reszta...gdy miałem 15 lat szef wyszkolił mnie na Shinigami i od tamtej pory moją pracą jest zbieranie ludzkich dusz. Nigdy nie pomyślałem że mógłbym mieć rodzinę.
-Tiaa...-Aizen powtórzył mu to co mówił w szpitalu.
-Może nas rozdzielili gdy byliśmy mali? Pewnie i tak byśmy się spotkali.
-Mogę ci zadać osobiste pytanie?
-mhmm.
-Czy ty...wolisz mężczyzn niż kobiety?-Grell'a zatkało.-bo pan Sebastian mówił,że lgniesz do niego jak muchy do miodu.
-Cóż...nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
-Zapomnij więc o tym pytaniu.-rzekł wstając-trzeba w końcu coś zjeść. Poszli do kuchni. Aizen usiadł a Grell robił co mu instruował.Po kwadransie z pomieszczenia dochodziły cudne zapachy.
Mimo wczesnej pory wszyscy domownicy(i gość) zjawili się w jadalni.
****************
Koło południa przyjechała panienka Elizabeth w obszernym kapeluszu,który krył "braki" w jej fryzurze.
Jej narzeczony zaprowadził ją do holu,gdzie bracia właśnie podlewali roślinki.
Aizen przerwał i podbiegł do niej. Zaczęła się instynktownie cofać.
Szybko doskoczył do niej.Klasnął w dłonie i zdjął jej kapelusz.
Jej lok był na swoim miejscu.Ox0
-J-jak ty to...?
-A to już moja tajemnica.
Po schodach zeszła Rukia aby powitać gościa.Aizen ukłonił się jej.
-Dobrze panienka spała?
-Aizenie,dałam ci dzień wolnego,musisz odpocząć.
-Jak sobie panienka życzy. Panie Sebastianie,czy jest tu pianino?
-Tak,jest w salonie. Zanim przysiadł do gry obejrzał to dzieło rąk ludzkich. Zagrał melodię,której nikt ze zgromadzonych nigdy nie słyszał, nawet Rukia,choć spędziła w jego towarzystwie prawie 10 lat. Umiał też pięknie śpiewać.
Poszedł wraz z Sebastianem,Rukią i Ciel'em do ogrodu. Zachwyciło go piękno tak małego skrawka ziemi.
-Zaraz tu przyjdzie-oznajmił Michaelis.
Aizen zniknął by po chwili pojawić się ze swoją krwionośną kosą.Na ostrzu widniała trupia czaszka z łańcuchem.
-Sebas-chaaan! Tęskniłem!-Grell rzucił się na Sebka.
Ten odsunął się przewidując jego reakcję. W efekcie Suctiff zaliczył glebę.
-AŁA!! to bolało! Sebciu,chyba mnie nie okłamałeś?
-Pan Sebastian miał rację...-zaczął Aizen.
-Ale że z czym?
-Jesteś wkurzający...
-Sebastianku,czy to ta osoba,którą miałem poznać?
-Tak...to twój brat bliźniak, Aizen.
*********************
Bracia patrzyli na siebie z niedowierzaniem. Nie licząc długości włosów wyglądali identycznie.
-To...mój brat?!-oburzył się Grell- Nie...to nieprawda! Nie mam rodzeństwa! Sebciu,ty kłamiesz,prawda?!
Ten obrzucił go tylko zimnym spojrzeniem.
-Jesteś tylko nieczułym egoistą! Nigdy nie pomyślałeś,że możesz mieć rodzinę?!-wydarł się Aizen. Podszedł do brata i go spoliczkował. Potem ściął mu włosy mniej więcej do ramion. Pstryknął palcami i przed nimi ukazało się duże lustro.Przybliżył swoją twarz do jego.
-Czego ty nie chciałeś,ja pragnąłem z całego serca codziennie...-po jego policzkach spłynęły łzy.-ty... łajdaku!!!Czy naprawdę myślisz tylko o sobie?!
-Nie...-na twarzy Aizen'a pojawił się uśmiech-myślę też o tym aby szef był zadowolony z mojej roboty.-tym razem dostał kopa w szczękę. Patrzył jak jego niby brat ucieka.Zamglił mu percepcję wzrokową. Sebastian,Ciel i Rukia pognali za nim. Grell ocknął się i poszedł za nimi. Szukali go w całej posiadłości. W pewnym momencie Sebastian zobaczył krew prowadzącą do łazienki. Znaleźli go w wannie. Z jego żył spływała krew.
Trząsł się. Demoniczny lokaj nie wiadomo skąd wyjął bandaże i ręcznik. Opatrzył go. Nie zdążył mu jednak nic powiedzieć. Niedoszły samobójca odpłynął w ciemność nim ktokolwiek się zorientował. Rukia wybiegła z krzykiem.
Przeniósł go do salonu i okrył kocem.
************************
Obudził się po prawie dwóch godzinach. Rukia cały czas przy nim czuwała.
-Aizenie...-jej oczy się zaszkliły. Spojrzał na nią,lecz jego spojrzenie było zupełnie puste,bez życia.
-Prze...przepraszam...-nie mógł zgiąć rąk z powodu tępego bólu i szczelnych bandaży. Powoli robiły się czerwone.
-Szsz!-syknął. Lokaj Ciel'a zrobił mu nowe opatrunki.Poszkodowany zasnął,więc wszyscy uczynili to samo.
Jedna osoba nie mogła zmrużyć oka...
Rano poszedł do ogrodu. Było za wcześnie na cokolwiek.Zobaczył Aizen'a. Gapił się w niebo.
Jego twarz nie wyrażała emocji. Usiadł obok.
Trwali tak w niczym niezmąconej ciszy,aż nagle Aizen westchnął.
-Od kiedy tu siedzisz?-zapytał.
-Kilka minut.Przeszkadzam ci?
-Nie.Tylko po co tu przyszedłeś?Myślałem,że nie chcesz mnie znać...
-Bo nie chciałem-palnął.-od początku byłem sam,inny niż reszta...gdy miałem 15 lat szef wyszkolił mnie na Shinigami i od tamtej pory moją pracą jest zbieranie ludzkich dusz. Nigdy nie pomyślałem że mógłbym mieć rodzinę.
-Tiaa...-Aizen powtórzył mu to co mówił w szpitalu.
-Może nas rozdzielili gdy byliśmy mali? Pewnie i tak byśmy się spotkali.
-Mogę ci zadać osobiste pytanie?
-mhmm.
-Czy ty...wolisz mężczyzn niż kobiety?-Grell'a zatkało.-bo pan Sebastian mówił,że lgniesz do niego jak muchy do miodu.
-Cóż...nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
-Zapomnij więc o tym pytaniu.-rzekł wstając-trzeba w końcu coś zjeść. Poszli do kuchni. Aizen usiadł a Grell robił co mu instruował.Po kwadransie z pomieszczenia dochodziły cudne zapachy.
Mimo wczesnej pory wszyscy domownicy(i gość) zjawili się w jadalni.
****************
Koło południa przyjechała panienka Elizabeth w obszernym kapeluszu,który krył "braki" w jej fryzurze.
Jej narzeczony zaprowadził ją do holu,gdzie bracia właśnie podlewali roślinki.
Aizen przerwał i podbiegł do niej. Zaczęła się instynktownie cofać.
Szybko doskoczył do niej.Klasnął w dłonie i zdjął jej kapelusz.
Jej lok był na swoim miejscu.Ox0
-J-jak ty to...?
-A to już moja tajemnica.
Po schodach zeszła Rukia aby powitać gościa.Aizen ukłonił się jej.
-Dobrze panienka spała?
-Aizenie,dałam ci dzień wolnego,musisz odpocząć.
-Jak sobie panienka życzy. Panie Sebastianie,czy jest tu pianino?
-Tak,jest w salonie. Zanim przysiadł do gry obejrzał to dzieło rąk ludzkich. Zagrał melodię,której nikt ze zgromadzonych nigdy nie słyszał, nawet Rukia,choć spędziła w jego towarzystwie prawie 10 lat. Umiał też pięknie śpiewać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)