sobota, 7 stycznia 2017
Tmnt ff film
Z filmu tmnt 2014 jak ktoś nie widział, proszę ogarnąć.
Moment porwania żółwi z kanałów.
Jedynym porwanym żółwiem był Mike, który jak zwykle się wydurniał i dostał kilka strzałów w skorupę.
Donny w porę odpalił jakieś działko, dzięki czemu uratował resztę rodziny i O’neil.
- Mikey!- krzyknęli wszyscy.
Niestety żółw był już nieprzytomny, a reszta była wyczerpana walką. Musieli jak najszybciej obmyślić plan ratunku dla brata…
Pół godz później, labo Shreddera
Mike został włożony do kapsuły, chwilę później podłączyli mu jakieś rurki i zaczęli odurzonemu mutantowi wysysać życie z ciała.
Karmazynowa ciecz szybko napełniała pojemnik potrzebnym antidotum.
Kilka minut potem stracił przytomność, jego funkcje życiowe drastycznie zmalały, dając mu tylko siły na płytki oddech i wolną pracę serca.
Bracia wraz z mistrzem i April uzgodnili plan.
(Dalej akcja tak jak w filmie, do momentu wejścia do labo)
Ich brat był już na skraju sił, jego ciało było jak kukła.
Odbili go w ostatniej chwili. Jego krew została gdzieś wyniesiona, jednak nie mieli czasu aby jej szukać, musieli szybko go odbić i zatamować krew.
Dotarli do vana, Dony zmienił wygląd bryki, po czym śmignęli ulicami NY niczym cień.
- Wyjdziesz z tego, obiecuję…- szepnął Raph
^^^
Dotarli do domu kilka minut później. Po ataku Stopy nie był on w dobrym stanie. Wzięli z niego tylko niezbędne graty, zapakowali i ruszyli poszukać nowej kryjówki.
http://doodledumble.deviantart.com/art/Dr-Donnie-384526699
April cały czas czuwała przy Mike’u. Jego stan nie był najlepszy, ale musiał poczekać na diagnozę.
Kanały to cudowne miejsce, rozległe niczym metro NY. Na szczęście szybko znaleźli tymczasowe lokum, daleko od zgliszczy starego…
Ranny żółw w mig przeszedł badanie, które miało ustalić jego szanse na przeżycie.
- 20% - zawyrokował Donnie po wykonaniu kliku obliczeń- tylko 20 procent…- dodał, jakby to miało jakkolwiek poprawić sytuację.
&&&
Przez kolejne dni Mike był pod kroplówką, dwa razy Dony musiał używać sprzętu aby odratować brata, ponieważ jego serce było słabe po stracie tak dużej ilości krwi.
Pod koniec miesiąca stan chorego zaczął się powoli poprawiać, co ucieszyło rodzeństwo.
Splinter odprawił jakieś modły nad synem, odpalił kadzidła i próbował go napoić herbatą z leczniczych ziół- niestety Mike miał odruch wymiotny, przez co wszystko co przyjął się zmarnowało.
W połowie kolejnego miesiąca Mike zaczął majaczyć i miał koszmary o tym, co go spotkało.
Raph i Leo robili wszystko, aby za bardzo się nie uszkodził w trakcie tych ataków. Dony podawał mu wtedy leki uspokajające.
Wybudził się dopiero pod koniec miesiąca, był jeszcze słaby, nic nie mówił. Jego plan dnia obejmował leki, kroplówki, krótkie stany świadomości i sen.
W czasie leczenia Mike’a Shredder dokonał planu, przez co zarobił sporą sumkę.
Żółwie ani myślały z nim walczyć, bo dostałby tylko szansę na więcej mutagenu, co mogliby przypłacić życiem.
Dni mijały, stan Mike’a poprawił się na tyle, że mogli ukryć się w lepszym miejscu, z dala od kanałów.
April zaproponowała swoje mieszkanie, jednak było ono zbyt oczywiste.
Keisi w końcu błysnął i przenieśli się na odludzie, do domku jego babki.
Fizycznie Mike po kolejnej- już świadomej-przeprowadzce czuł się dobrze, niestety jego psychika mocno ucierpiała.
Kiedy przez przypadek ktoś z obecnych zaciął się podczas przygotowywania jedzenia bądź na treningu, on panikował i chował się w najbliższe bezpieczne wg niego miejsce.
Ojciec starał się mu pomóc podobnie jak bracia, ale on zamykał się w sobie od razu, jak poruszali TEN temat.
-Keisi, nie wiem co robić, chcę mu pomóc…- lamentowała April pewnego letniego dnia.
- Jak on nie pozwoli sobie pomóc, to my nic nie zrobimy…- burknął, wkurzony tą sytuacją- Ile można mieć deprechę?
- O czym gadacie?- zapytał Raph, wchodząc z Leo po treningu.
- O Mike’u- odpowiedziała Ruda.
- Gdyby on się wtedy tak nie wydurniał to może by było lepiej, za bardzo wszystkich prowokował- zawyrokował Keisi.
- On już taki nie jest- wtrącił smutno Raph.
- Czasem aż mi tego brakuje- dopowiedział Leo.
- W ogóle to gdzie on jest?- spytał Jones
- W lesie ze Splinterem, podobno medytują czy coś- powiedział Raph.
- Po co? Wątpię, żeby to pomogło…- dodała April.
Dony kończył grzebać przy vanie, kiedy mistrz wraz z Mikie’m wrócili.
W domu dalej toczyła się rozmowa na jego temat. Wszyscy siedzieli w kuchni, nie słyszeli jak szczur wszedł do salonu wraz z nim.
Po chwili Mike się odezwał, wkurzony po raz pierwszy od zawsze.
- Co wam odbiło?! Chcecie na siłę mnie uszczęśliwiać, ha! Czasem myślę, że lepiej było umrzeć, Raph miałby z głowy niewygodny ciężar!- wypalił bez namysłu, za co dostał od wspomnianego brata z rozpędu w brzuch. Zatoczył się zemdlony, potknął się o coś i przywalił w mosiężny piec.
Momentalnie dostał drgawek, brocząc podłogę krwią z rozciętej głowy.
Po chwili wszystko ustało.
- DONIE!- zawołał z rozpaczą Leo, biegnąc do Mike’a.- APTECZKA, SZYBKO!
W ciągu minuty naukowiec przyniósł co trzeba. Szybko go opatrzyli, a Raph dostał karny trening kolejno od każdego po godzinie.
Niedoszły nieboszczyk zapadł w śpiączkę. Obudził się dwa dni później, nie pamiętając nic z ostatnich miesięcy, wiedział tylko, że łeb go bolał jak po kacu xD.
- Co się ze mną działo? Nic nie pamiętam…- zapytał wchodząc do salonu.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na debila, którym był :p
- Eee… chyba za mocno oberwał…- zawyrokował Raph
- Tiaa… ziom ile widzisz palców?- spytał Keisi
- No… pięć?
Żółw dostał pizzę i herbatę, potem opowiedzieli mu w skrócie co i jak, słuchał w milczeniu.
Przez resztę dnia miał rozminę nad swoim życiem. Poszedł do lasu pomedytować, nikomu o tym nie mówiąc.
Podczas medytacji ujrzał to, co mu się przydarzyło i to, jak zamienia się w mroczną wersję siebie, z bliznami i mordem w oczach.
Wybudził się z tego letargu i szybko skierował się do braci. Jego oczy widziały więcej, niżby chciał.
Leo jak zwykle trenował, Raph z Donym ulepszali vana, Splinter, Kejsi i April robili obiad.
Wyglądało, jakby nie zauważyli. Ile czasu go nie było?
Zaczął szukać swoich rzeczy, czy w ogóle tu były?
- Zabraliście coś mojego?- zapytał po chwili.
- Nie wiem, nie było czasu…- odpowiedziała April
- Aha- bąknął. Dawniej zrobiłby aferę, że nie ma swoich komiksów, gier. Teraz go to tak nie obchodziło. Cały czas miał w pamięci tą medytację. Raczej prędko tego nie zapomni…
Poszedł do vana, choć za bardzo nie wierzył, że coś tam znajdzie.
- Co robicie? – zapytał, choć to było tak oczywiste.
- Pieczemy babeczki!- jasne, Raph nie byłby sobą…- chcesz jedną? – wyjął rękę ubrudzoną czymś.
- Mikey, szykujemy się w podróż- odpowiedział Dony.
- Gdzie? – zapytał jakby wybierali się w kosmos.
- Do babci na urodziny!- kolejny przebłysk sarkazmu.
Majki rzucił w niego kawałkiem drewna- nic lepszego nie miał pod ręką- po czym, pełen pogardy dla brata, poszedł do Leo.
Cdn….
Nie jest tego dużo, ale zawsze w wordzie się wydaje więcej :p
wtorek, 22 listopada 2016
DeiSaso czyli one-shot
To cuś w stylu one shota ale nie wiem co wyszło -_-'
Deidara Douhito i Sasori Akasuna to były dwa odmienne światy,dwie różne rzeczywistości.
A jednak już od wielu lat byli swoimi przyjaciółmi i wrogami. Chodzili wszędzie razem jak i wszędzie sie kłócili.
On-długowłosy blondyn o lazurowym spojrzeniu często brany za babe i on- rudzielec bez planów na jutro i kasztanowych tęczówkach.
-Rude to zło i wredota w czystej postaci- powtarzał po raz setny blondyn.
-A blond to głupie i puste- odgryzał mu się po raz setny rudy.
-Przegiąłeś pałe.
-Napewno nie twoją!- Akasuna był miszczem ciętej riposty-Ty miszczu drugiego planu!
Dei nic nie powiedział tylko fuknął i se polazł.
Więc rudy poszedł w swoją stronę. Ich fochy nie trwały dłużej niż kilka dni.
Nie mogli bez siebie żyć.
*-*-*
Był już wieczór,a Deidara ciągle nie wracał do kawalerki,którą wynajmowali.
Sasori robił za jego niańkę odkąd oboje dostali się na medycynę. On go pilnował żeby sie uczył kiedy trzeba,spał kiedy trzeba,jadł... w wolnym czasie oboje pracowali. Saso jako instruktor pierwszej pomocy,a Dei jako model. Tak, mieli bardzo ambitne plany na przyszłość,ale tylko jeden zawód z nią związany.
Wreszcie wrócił schlany w trzy dupy tak jak go Pan Bóg stworzył.
Ledwo zamknął drzwi i od razu rzucił się na rudzielca z obsesją gwałtu w oczach. Był tak pijany że niemal nieprzytomny.
Saso podczas gdy partner(tak bo od jakiegoś czasu są razem) go rozbierał zastanawiał się jak on w takim stanie zdołał tu dotrzeć. Nie ma co,wybrał doskonały czas na myślenie o takich rzeczach.
Kiedy Dei doszedł do gaci Saso pisnął niczym zranione zwierzę zaszczute w kąt.
Mimo że byli ze sobą od miesiąca i widzieli siebie w całej okazałości,to jeszcze nie robili'tego'. Więc Dei wybrał sobie moment na ich 'pierszy raz' po pijaku w środku nocy w bloku, gdzie jest pełno wścibskich bab,które bez skrupułów są w stanie wszystko rozgadać i powykręcać fakty do maksimum,w zaledwie pięć minut.
Saso zaczął dyszeć i jęczeć niemiłosiernie głośno, gdy Dei zaczął go posuwać śpiewając przy tym 'szła dzieweczka do laseczka'.
Rano od plot aż huczało w całym bloku.
Deidara spał na podłodze pod stołem mamrocząc coś pod nosem.
Sasori za to spał na kanapie nago, chrapiąc cicho.
Dei budząc sie walnął łbem w stół.
-KURRWAAAAA!!!-darł jape. Zatkał usta i poczłapał do kibla. Tam włożył boxerki i przejrzał się w lustrze. Jego zacne oblicze było w opłakanym stanie. Chwile potem zaczął rzygać do zlewu.
Wszedł Akasuna ubrany w majtki. Był przymulony i tyłek go piekł po nocnych 'igraszkach' partnera,więc nie przyuważył co jego blondwłosa księżniczka robi.
- Co jest Dei, kac moralny cie dopadł?
- Kurwa! Nie pieprz tylko mi powiedz co ja wczoraj robiłem!
- Wróciłeś w stroju Adama, po czym mnie przeleciałeś nucąc o jakieś dziwce w lesie...
- Że jakiego Adama? To twój kolega? Czemu go nie znam?!
- To znaczy że nago, debilu! I teraz sie tłumacz po sąsiadkach co tu sie wydarzyło, bo to nie moja wina!
- Znaczy moja?!
- Tak, twoja.
Po tej krótkiej wymianie zdań Dei musiał wkroczyć do jaskini lwa- tłumaczyć sie przed tymi babskami.
****
- Panie wybaczą, że tak wpadam...- powiedział Dei do drzwi, ubrany w boxerki. Otworzyła mu osiedlowa plotkara.
- Czego...- popatrzyła na niego dziwnie- pan chce o 7 rano w sobote? - zapytała krzyżując ręce ze złości.
-Ja... chce przeprosić za swoje wczorajsze zachowanie...- podrapał sie w tył głowy z głupkowatym usmiechem, mrużąc oczy. Gdyby nie goła klata to by kto pomyślał,że to wnuczka jaka.
- Tego widoku już do końca życia nie wymarze! To hańba dla osiedla Sakura, tej wspaniałej wiekowej kamienicy!- z nikąd wzieła wałek i zaczeła go prać po dupie ( wyżej nie sięgała xD).- moja kolezanka prawie dostała zawału!- pac!- zaraz to zgłosze na policję!- pac!
- Niech pani szanowna tego nie robi. Co moge zrobić, żeby pani zmieniła zdanie?- wypalił z grubej rury.
-WYNIEŚĆ SIE I NIE WRACAĆ! PAN JEST ZAKAŁĄ DLA TEGO SWOJEGO KOLEGI! - burak face.
- to znaczy.... że ....
-TAK! - i trzasneła drzwiami.
***
Wiem, że krótko i długo czekania, ta historyja siedziała niepublikowana w postach. Jeśli chcecie dalszą część napiszcie :)
niedziela, 25 września 2016
środa, 7 września 2016
Co gdyby Duch Ognia pod wpływem (%) zabrał nie tego bliźniaka? Jak potoczyły by się ich losy?
****HAO*****
- Czemu nie mam jeszcze dziewczyny?!- pytał młody Asakura po raz kolejny zbierając się do szkoły. Miał już 16 lat, a jeszcze się nie całował.
Zastanawiał się, co było tego przyczyną. To, że miał długie włosy i przez to wyglądał jak baba czy po prostu jeszcze nie pora na zaloty.
Możliwe, że też jego matka maczała w tym palce.
Wstał, rozejrzał się po pokoju. Spojrzał w kalendarz. Za 2 tygodnie miał 17 urodziny.
- Ehh jakie to upierdliwe... - ogarnął swe majestatycznie długie włosy i zszedł na śniadanie.- Dobry...- burknął.
- Synuś, dzień dobry!- Keiko przywitała go jak zwykle radosnym szczebiotaniem, robiła tak od dawna. Podała zbilansowane pożywne pełnowartościowe (....) śniadanie.
Wymył swe mlecznobiałe kły, ubrał się, założył plecak i po raz enty poczłapał do szkoły.
A w szkole jak to w szkole. Nudy, przerwa, nudy, przerwa i Morty, który nie miał nikogo poza nim. Czasem młody szaman zastanawiał się, czy nie powiedzieć mu o świecie duchów, jednak w końcu dziadek wybił mu to ze łba.
- Zwykły śmiertelnik nie może się dowiedzieć, to niedorzeczne- mawiał Yohmei (nwm czy to sie tak pisze)- nie zrozumiałby tego, a co gorsza zaczęło by mu odpier... znaczy zwariowałby.
Hao wkroczył w opóźniony okres buntu, więc na dzień przed urodzinami pokazał Mancie zakazany mu świat. Mały wybałuszył ślepia i wydarł sie jakby widział duchy... eee bo w sumie tak było xD
*****YOH****
W tym czasie Yoh prowadzony przez Ducha Ognia brutalną siłą i pożogą postanowił również zapuścić grzywę. Ponieważ zazwyczaj latał na swoim duchu stróżu mało kto z normalnych go widział.
Jego wierny kompan Opacho przez ludzi brany za dziewczynkę, stąpał u jego boku. Już za kilka dni, w swoje urodziny, połączy się z bratem, którego nie widział niemal od zawsze. Zastanawiał się czy z tego powodu kupić mu prezent. W końcu to jego jedyny brat, jednak on nie zrozumie jego emo uczuć, chyba...
Był pewny, że go rozpozna.
Tydzień później przekroczył progi swego rodzimego domu. W progu minął się z Mortim.
- Hej Hao!- przywitał się przyjaciel. Zatrzymał się jednak.- zaraz, przecież...- znajomy- nieznajomy zniknął mu już z pola widzenia. Mimo że przebierał swoimi tycimi nóżkami nie mógł dogonić przybysza.
Yohmei uprzedził maluszka, mierząc swego wyklętego wnuka wzrokiem.
- Więc w końcu jesteś...- podszedł do Yoh- jednak nie oddam ci go bez walki!- przybyli jego pomocnicy, Mikihisa, Keiko, oraz Hao zwabiony hałasem.
Wszyscy okładali się dobre pół godziny, a Hao podszedł do klona. Widział w jego oczach dobro, zrozumienie, przyćmione przez Ducha Ognia.
Uśmiechnął się szeroko, jak to zwykł robić do każdego.
- Nie wiem kim jesteś, ale czuję, że wiele nas łączy!- wypalił Hao.
- Oj nawet nie wiesz jak wiele! hahahhahhhahha!- zaśmiał się Yoh.
- No tu się zgodzę! - odparł.
-Dosyć gadania, Hao odsuń się od tego demona! Powinien zginąć w dniu narodzin!- przerwał jego ojciec.
W tej chwili nastąpiła walka pomiędzy ojcem a synem (prawie jak Vader i Luke xD). Keiko trzymała Hao, żeby nie wtrącał się w coś, na co nie ma wpływu.
Przeszli wraz z dziadkiem do Świątyni Dumania, ee to jest do Domu Modlitwy rodziny Asakurów. Tam czekała na nich Tamara oraz portal do Świata Duchów. Weszli tam, aby Zik dowiedział się czegoś o sobie (bo przecież to Yoh miał być tym dobrym, przez co zaburzył równowagę czy coś).
Tam pod drzewkiem poznania kaca i kobiet siedziała blondwłosa niewiasta.
Okazało się, że miała być żoną Yoh, czyli dobrego bliźniaka, a że ponieważ wszystko poszło...., to zamieszkała w krainie Króla Duchów i pomaga mu w przeprowadzaniu dusz na tamten świat.
Pomogła mu w poznaniu prawdy dzięki swym jarzębinowym koralikom zebranym nieopodal. Było ich 1080.
***************************
W tym czasie Mikihisa dostawał
Więc matka, która wróciła ze Świątyni, okazała odwieczną matczyną moc czyli "NIE PYSKUJ"! i pociągnęła syna za ucho do pokoju, a Duch Ognia pod wpływem jej spojrzenia dostał drgawek i zamienił się w płomyk, który posłusznie powędrował do kominka xD
- Synuś, co ty odwalasz?! Nie życzę sobie takiego zachowania! Twój brat jest teraz po drugiej stronie świata i właśnie uczy się o sobie, a ty co robisz? Szlajasz się bez celu jak jakiś cfel spod Biedronki i namawiasz innych aby robili to samo! To nie jest ścieżka dla szamana z rodziny Asakurów!
Ten wywód trwał jeszcze wiele godzin, ponieważ po niemal 17 latach rodzicielce się zebrało na beszty.
*******************************
Tymczasem Anna i Hao zgłębiali tajniki jego przeszłości. Był zaskoczony tym, ile zła wyrządził w ciągu wszystkich swoich reinkarnacji.
- Skoro byłem zły przez tyle lat, to czemu teraz....?
- Bo Przeznaczenie się pomyliło, więc twój brat kroczy teraz niewłaściwą ścieżką. Tak naprawdę to on jest tym szamanem, który ma zbawić świat.
- A co on, Jezus jakiś? Nie zapominaj, że teraz role się odwróciły, mogę zmienić swe przeznaczenie, mogę go nawrócić... Chcę to zrobić! - z tym nastawieniem postanowił opuścić tę krainę oraz dziewczynę.
*******************************
Wszedł do kuchni.
- Cześć mamuś, gdzie brat?
- Ma bana, siedzi w twoim pokoju.
- Spox, to idę do niego.
Wbił do swojej twierdzy. Jego brat leżał okryty kocem, nie wyglądał jakby prędko chciał stamtąd wyjść.
- W końcu możemy pogadać, brachu!- strzelił go w plecy. Ten podskoczył jakby oparzony.
- AAAAA! - podpełzł pod ścianę, blady jak ściana.- już nie będę zły, przyrzekam na twojego misia, którego chowasz pod łóżkiem! Ona jest straszna! Ona jest zła! buuuuu!- wtulił się w misia.
- No nie zostaw go! To mój misio znajdź sobie własnego!
Na koniec kłótni, podczas której ustalili podróż do Smyka, przytulili się i zaczęli gadać o swoich przeżyciach. To było to, czego obaj od dawna potrzebowali.
Po powrocie ze Smyka wszyscy byli zadowoleni. Yoh i Hao stali się niemal nierozłączni, rodzice zrobili kolejnego dzieciaka, który według legend miał być kolejną reinkarnacją Zika, więc bliźniacza siła przydała się w walce z demonem przeszłości, który na dobre opuścił rodzinę Asakura po zapieczętowaniu go w drzewie.
A na zakończenie tej jakże barwnej opowieści :
Btw co w SK robi Gaara xD




