środa, 6 sierpnia 2014

Zapro

Zapraszam na bloga : moje-wiersze-dla-znajomych.blogspot.com

Zamówienie/a

Jesli ktoś by chciał jakieś jajcarskie opowiadanie to moge napisać bo weny brak więc czekam na propozycje też na gg : 4652589 :) z : bleach, naruto, kuroko no basket i kilku innych.

piątek, 27 czerwca 2014

Szamani w świecie" Naruto"

Yoh i Hao szli wewnątrz Króla Duchów, nie wiedząc dokąd iść.  Przed nimi pojawił sie potral. Weszli w nieznane.
**
Wylądowali w jakieś dziczy. Hao przebadał teren, żeby nie wpaść w pułapke. Yoh szedł za nim. Natrafili na ślady walki oraz na dwóch nieprzytomnych gości. Zik wziął ich na ducha ognia i polecieli sobie( tiaa ).
Gdy zobaczyli budynki odrazu wylądowali. Yoh zaczął sie pytać gdzie szpital, a Zik gapił sie na niego. Gdy już ogarneli temat ruszyli do celu.
Oczywiście to wyglądało komicznie: czworo ludzi tak se lewitowało. W szpitalu zajeli sie tą dwójką, a Asakurów zaczęła pytać jakaś brunetka ze świnią w rękach.
- kim jesteście?
- eeee- szamani nie wiedzieli jak zacząć- jesteśmyyy.... podróżnikami!- zabłysnął Hao.
- Podróżnikami?- zdziwiła sie- to z której wioski przybywacie?
- wioski? O co chodzi? To ukryta kamera?- zapytał Yoh.
- skąd jesteście? Jak sie nazywacie?- Shizune traciła opanowanie.
- z Tokio, Yoh i Hao Asakura...- powiedział Yoh.
- że z kąd?- brunetka osłupiała.
- mówiłem że nie skuma!- prychnął Ognik.
- cicho bracie! Siedzimy w tym razem więc pomagaj a nie strzelasz fochy!
- ja strzelam fochy? Ja strzelam fochy?! A kto cały czas mi tu marudzi o tym, że nic mi sie nie uda?! Że nie bede królem?! Nie jesteś lepszy ode mnie, pff!- Hao już prawie rozpalił ogień na korytarzu szpitala.
- jakim królem? O czym wy gadacie?
- co z nimi? - zmienił temat Yoh.
- Neji jest opatrywany, a drugi badany...- nie wiedziała ile może powiedzieć przybyszom.
- Kto?
- ten z brązowymi włosami.- gdyby mogła to by strzeliła facepalm, ale miała świnie, która miała być obiadem Gondaime.- musze iść. Zaraz przyjdzie tu ktoś, kto was oprowadzi. Nazywa sie Rock Lee- poszła.
- niech siła młodości będzie z wami przybysze!- klepnął ich w plery.
- kim ty...Rock?- zapytał Hao.
- tak, kolego! Jak sie zwiecie?
- Hao i Yoh Asakura.- powiedział Yoh.
- jesteście rodziną?- zapytał Lee.
- nie szympansami!- prychnął Ognik.
- serio? Woow nic nie widać!
- skąd ty sie urwałeś?!- rzachnął Zik- z choinki?
- Skąd wiesz? To mój sekret! Nawet Guy sensei tego nie wie!
- eeeee.... tak sie mówi!- powiedział Yoh z uśmiechem a Zik prawie sie popłakał ze śmiechu.
- Dobra chodźmy już, Lee. Podobno masz nas oprowadzić.
***
Poszli więc. Lee bardzo sie przejął tą funkcją zleconą mu przez kage. Pomiędzy słowami związanymi z topografią wioski wplatał różne informacje. Na koniec opowiedział o swojej drużynie.
- Neji jest moim największym rywalem. Jest geniuszem z potężnego klanu. Gdybym mógł mu pomóc... gdybym był wcześniej- zacisnął pięści i stanął przed podobiznami Kage.
Patrzyli na niego, nic nie kumając.
- ale wszystko będzie dobrze, dzięki wam. Od dziś jesteście moimi honorowymi przyjaciółmi!- wyciągnął kciuk tak jak robi to Maito.
- eee dzięki.
***
Wieści o wyczynie Asakurów szybko rozniosły sie po Konosze.
Byli potężni i pomagali. Przynajmniej Yoh, który marudził gdy brat nie chciał pomagać.
Każdego mijającego dnia ich popularność rosła.
Nawet Akatsuki sie nimi interesowało.
Dni mijały, a bliźniacy, mimo swego stylu życia powoli przyzwyczajali sie do warunków wioski.
Poznali podstawy walki, bronie, ale za cholere nie mogli ogarnąć ninjutsu. Zik w pewnym momencie wku..rzył sie. Bo przecież on, długowieczny szaman ze znakomitego rodu Asakurów nie potrafi opanować takiej rzeczy! Dzieci to potrafiły, a on nie, to niewybaczalne!
I tak se fukał kilka dni. W końcu sie skapnął że Yoh też nie może tak czarować jak tutejsi- bo są szamanami.
Tak więc trenowali kontrolę ducha, przy okazji ćwicząc sztuki walki i poznawali nowe rzeczy.
Czas mijał nieubłaganie. Nim sie spostrzegli był grudzień, okres bożonarodzeniowego szału i noworocznej wyżerki.
Bliźniacy dołączyli do maratonu wręczania prezentów. Zik kupił bratu nowe słuchawki, a Yoh Zikowi sweetaśne gumki do włosów, które obdarowany przyjął z niechętnym,udawanym uśmiechem.
Nowy rok przywitał wszystkich salwą śmiechu, szampana i fajerwerków. O północy pojawił sie portal- znak, że szamani mogą wrócić do swojego świata. Po słownym pożegnaniu udali sie do swojego dawnego życia.
O dziwo w świecie szamanów też trwał Sylwester. Więc nikt nie zauważył przy morzu fajerwerków, że Asakurowie znowu są wśród nich. Skapneli sie dopiero gdy kac minął.
Bracia otrzymali cenną lekcję- rodzina zawsze pomoże.

Mam nadzieje że to dało sie czytać^ ^'.
Życze udanych wakacji!

środa, 4 czerwca 2014

Anime a bajki

Postanowiłam że zamieszcze tu po raz któryś- nie jako pierwsza i ostatnia, informacje o anime i bajkach: czym sie różnią, a co je łączy. Nie będzie to długie. I nudne.

Anime- to animowane serie opowiadające różne losy różnych bohaterów- od ludzi po elfy i kotołaki. Dla młodzieży. Zazwyczaj 1-2 serie po 20 kilka epizodów, choć zdarzają sie dłuższe. Każde ma swoją niepowtarzalną fabułe oraz historie. Niektóre mogą być na początku podobne, jednak większość w końcu rozwija swoje własne dzieje. Większość nie kończy sie dobrze. Widoczną cechą tego gatunku jest to, że co najmniej
jeden z bohaterów jest pół sierotą lub sierotą- stracił ich/go/ją w tragicznych okolicznościach/ wypadku itp. Anime czasem niewiele odbiega od naszych realiów, przyciągając nowych widzów. Jeśli masz pytanie, to pytaj albo mnie albo Google :3

Bajka- zazwyczaj krótka, wieloodcinkowa historia ludzi lub zwierząt(które gadają). Jest przeznaczona dla dzieci(0-10-12 lat). Mimo dużych kłopotów bohaterów nie ma rozlewu krwi, a wszystkie przygody kończą sie dobrze, zło zawsze zostaje pokonane przez dobro- sielanka pełną gębą.
Postacie są uśmiechnięte i zawsze pomocne. Służą radą- optymiści.
Starsi widzowie widzą w nich po latach zupełnie inne rzeczy niż gdy mieli kilka lat.

Każdy napewno zna jakąś bajke. Nie można nazwać" chińską bajką" anime nie znając fabuły.

wtorek, 27 maja 2014

Nowa? Fanfic FMA OC

Akcja nie powiązana z tym anime, zmyślone.

Widziała ich kilka razy. Ludzie o niezwykłej sile. Niezwykłych zdolnościach. Choć wyglądali jak ona, to różnica między nimi była ogromna.
Jeden szczegół wbił jej sie w pamięć- ten niezwykły znak. Drugą rzeczą były te czerwone pasy, które mieli niektórzy z tej bandy.
Przy ich pierwszym spotkaniu,zupełnie przypadkowym, dostrzegła ten znak na języku jednego z nich oraz nad piersią drugiej. Postanowiła to narysować i sama sobie zrobić to arcydzieło. Wybrała miejsce na lewej łopatce, na samym jej środku. Poprosiła znajomego, aby wytatuował jej ten znak na czerwono, tak jak mają to oni.
Przefarbowała włosy na czerwono oraz żelem zrobiła je na kolce, nakładając opaskę ze znakiem miłości na czole. Przekreślonym.
Chciała sie do nich jak najbardziej upodobnić.
Po kilku dniach osiągnęła zdumiewający efekt.
***
Obserwowała ich, mając nadzieje na to,że któryś z nich jej nie dorwie. Po jakimś czasie ustaliła, że mają oni imiona od 7 grzechów głównych.
Jej spojrzenie stało sie puste, gdy widziała że bez żadbych zachamowań mordują setki ludzi.
Jak tworzą z nich coś,co potem jedzą.
-fuuu!!!- wymsknęło jej sie,gdy zaczeli to jeść.
-zastanawiałem sie, ile wytrzyma- rzekł Envy, oblizując wargi po smakołyku. Podszedł do jej kryjówki, jednocześnie miażdżąc ją wzrokiem.
Ona stuliła sie,przykrywając sie swoim płaszczem.
-czego chcesz?-spytała.
- co ty tu robisz? Po co nas śledzisz?
Nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na nich.
-odpowiadaj!- Lust trzepnęła ją swymi pazurami zostawiając soczyste pręgi na jej plecach, niszcząc płaszcz.
Wtedy ujrzeli tatuaż Oroborosa- znak homunkulusa.
Ujrzeli też łzy w tych fioletowych, nie skalanych krwią tęczówkach. To ich na chwilę wytrąciło z równowagi i dało jej czas na ucieczke.
Biegła przed siebie, mimo iż obraz rozmazał jej sie od łez. Od łez spotęgowanych bólem i bezsilnością wobec zaistniałej sytuacji.
***
Gdy Hank- jej kumpel tatuażysta zobaczył jej ciężki stan, oniemiał. Nie wiedział czy to z bezsilności czy z wściekłości.
Mimo iż podejrzewał taki koniec jej przygody, to  nie wiedział co robić.
***
W międzyczasie Homunki szukały nowego rzekomego członka.
Miały co prawda wąty, bo ona nie leczyła sie tak jak one, jednak miała ich znak. Więc wg ich logiki(xD) powinna być jednym z nich. Nie wiedzieli co potrafi więc chcieli na spokojnie jej poszukać i pogadać.
Nawet Gluttony miał zakneblowaną jape na wszelki wypadek.
***
Tymczasem ona była opatrywana przez Hanka. Płacz przerodził sie w szloch by zaraz dać miejsce snom, które nie były spokojne.
Jej sny były tak realne,że niemal mogła dotknąć każdej widzianej w nich zjawy.
***
Po dwóch dniach pieczołowitych poszukiwań znaleźli ją przy studni. Badnaż zasłaniał jej całą klate.
Nuciła melodie, którą pamiętała z dzieciństwa:
Szła dzieweczka do laseczka, do zielonego, ahaha, do zielonego,ahaha, do zielonegoo.
Gdy kończyła te jakże zacną piosnkę, przez przypadek wiadro wyleciało jej z rąk, upadając w krzaki.
A tam nasza wesoła banda czychała na niewiaste nieustalonego pochodzenia.
Wrath złapał ją w klatke za pomocą alchemii.
- jesteś jedną z nas?- bardziej spytał niż stwierdził Pride.
Ona skuliła sie zatykając uszy.
- nie bój sie, nie skrzywdzimy cie- Sloth spojrzała na Lust.
-s-skąd mam wiedzieć, że nie łżesz?-zapytała.
- uwierz mi... jak ci na imie?
- Lisa...Lisa Rockbell- odpowiedziała.
- ty jesteś rodziną tej Rockbell od stalowego knypka i tej puszki?- spytał Envy.
-nie wiem o kim mowa... moi rodzice wyrzekli sie mnie na rzecz swoich ideałów. Twierdzili że rodzice powinni mieć syna a nie córke.
Miałam 5 lat gdy Hank mnie znalazł. Od tamtej pory chodze gdzie chce i kiedy chce.- odparła z wyrzutem.
- więc jesteś jakby efektem ubocznym, tak?- pytał Greed.
- można to tak ująć...a co?
- witaj w naszych szeregach!- zarząził Ojciec, który pojawił sie z nikąd.
- aaaaa!- krzyknęła.
***
Dni mijały, a ona otrzymała to czego chciała-

Stała sie istotą niezwykłą, dzięki kamykowi filozofów.
***
Edzio po tygodniach zmagań w końcu sie skapnął gdzie szukać zapłaty za to co stracił- miał to cały czas przy sobie xD.
Tak oto każdy kto tego pragnął, rozpoczął nową ścieżkę życia, krocząc teraźniejszością ku niepewnej przyszłości.

Tititutu to na tyle.