piątek, 27 czerwca 2014

Szamani w świecie" Naruto"

Yoh i Hao szli wewnątrz Króla Duchów, nie wiedząc dokąd iść.  Przed nimi pojawił sie potral. Weszli w nieznane.
**
Wylądowali w jakieś dziczy. Hao przebadał teren, żeby nie wpaść w pułapke. Yoh szedł za nim. Natrafili na ślady walki oraz na dwóch nieprzytomnych gości. Zik wziął ich na ducha ognia i polecieli sobie( tiaa ).
Gdy zobaczyli budynki odrazu wylądowali. Yoh zaczął sie pytać gdzie szpital, a Zik gapił sie na niego. Gdy już ogarneli temat ruszyli do celu.
Oczywiście to wyglądało komicznie: czworo ludzi tak se lewitowało. W szpitalu zajeli sie tą dwójką, a Asakurów zaczęła pytać jakaś brunetka ze świnią w rękach.
- kim jesteście?
- eeee- szamani nie wiedzieli jak zacząć- jesteśmyyy.... podróżnikami!- zabłysnął Hao.
- Podróżnikami?- zdziwiła sie- to z której wioski przybywacie?
- wioski? O co chodzi? To ukryta kamera?- zapytał Yoh.
- skąd jesteście? Jak sie nazywacie?- Shizune traciła opanowanie.
- z Tokio, Yoh i Hao Asakura...- powiedział Yoh.
- że z kąd?- brunetka osłupiała.
- mówiłem że nie skuma!- prychnął Ognik.
- cicho bracie! Siedzimy w tym razem więc pomagaj a nie strzelasz fochy!
- ja strzelam fochy? Ja strzelam fochy?! A kto cały czas mi tu marudzi o tym, że nic mi sie nie uda?! Że nie bede królem?! Nie jesteś lepszy ode mnie, pff!- Hao już prawie rozpalił ogień na korytarzu szpitala.
- jakim królem? O czym wy gadacie?
- co z nimi? - zmienił temat Yoh.
- Neji jest opatrywany, a drugi badany...- nie wiedziała ile może powiedzieć przybyszom.
- Kto?
- ten z brązowymi włosami.- gdyby mogła to by strzeliła facepalm, ale miała świnie, która miała być obiadem Gondaime.- musze iść. Zaraz przyjdzie tu ktoś, kto was oprowadzi. Nazywa sie Rock Lee- poszła.
- niech siła młodości będzie z wami przybysze!- klepnął ich w plery.
- kim ty...Rock?- zapytał Hao.
- tak, kolego! Jak sie zwiecie?
- Hao i Yoh Asakura.- powiedział Yoh.
- jesteście rodziną?- zapytał Lee.
- nie szympansami!- prychnął Ognik.
- serio? Woow nic nie widać!
- skąd ty sie urwałeś?!- rzachnął Zik- z choinki?
- Skąd wiesz? To mój sekret! Nawet Guy sensei tego nie wie!
- eeeee.... tak sie mówi!- powiedział Yoh z uśmiechem a Zik prawie sie popłakał ze śmiechu.
- Dobra chodźmy już, Lee. Podobno masz nas oprowadzić.
***
Poszli więc. Lee bardzo sie przejął tą funkcją zleconą mu przez kage. Pomiędzy słowami związanymi z topografią wioski wplatał różne informacje. Na koniec opowiedział o swojej drużynie.
- Neji jest moim największym rywalem. Jest geniuszem z potężnego klanu. Gdybym mógł mu pomóc... gdybym był wcześniej- zacisnął pięści i stanął przed podobiznami Kage.
Patrzyli na niego, nic nie kumając.
- ale wszystko będzie dobrze, dzięki wam. Od dziś jesteście moimi honorowymi przyjaciółmi!- wyciągnął kciuk tak jak robi to Maito.
- eee dzięki.
***
Wieści o wyczynie Asakurów szybko rozniosły sie po Konosze.
Byli potężni i pomagali. Przynajmniej Yoh, który marudził gdy brat nie chciał pomagać.
Każdego mijającego dnia ich popularność rosła.
Nawet Akatsuki sie nimi interesowało.
Dni mijały, a bliźniacy, mimo swego stylu życia powoli przyzwyczajali sie do warunków wioski.
Poznali podstawy walki, bronie, ale za cholere nie mogli ogarnąć ninjutsu. Zik w pewnym momencie wku..rzył sie. Bo przecież on, długowieczny szaman ze znakomitego rodu Asakurów nie potrafi opanować takiej rzeczy! Dzieci to potrafiły, a on nie, to niewybaczalne!
I tak se fukał kilka dni. W końcu sie skapnął że Yoh też nie może tak czarować jak tutejsi- bo są szamanami.
Tak więc trenowali kontrolę ducha, przy okazji ćwicząc sztuki walki i poznawali nowe rzeczy.
Czas mijał nieubłaganie. Nim sie spostrzegli był grudzień, okres bożonarodzeniowego szału i noworocznej wyżerki.
Bliźniacy dołączyli do maratonu wręczania prezentów. Zik kupił bratu nowe słuchawki, a Yoh Zikowi sweetaśne gumki do włosów, które obdarowany przyjął z niechętnym,udawanym uśmiechem.
Nowy rok przywitał wszystkich salwą śmiechu, szampana i fajerwerków. O północy pojawił sie portal- znak, że szamani mogą wrócić do swojego świata. Po słownym pożegnaniu udali sie do swojego dawnego życia.
O dziwo w świecie szamanów też trwał Sylwester. Więc nikt nie zauważył przy morzu fajerwerków, że Asakurowie znowu są wśród nich. Skapneli sie dopiero gdy kac minął.
Bracia otrzymali cenną lekcję- rodzina zawsze pomoże.

Mam nadzieje że to dało sie czytać^ ^'.
Życze udanych wakacji!

środa, 4 czerwca 2014

Anime a bajki

Postanowiłam że zamieszcze tu po raz któryś- nie jako pierwsza i ostatnia, informacje o anime i bajkach: czym sie różnią, a co je łączy. Nie będzie to długie. I nudne.

Anime- to animowane serie opowiadające różne losy różnych bohaterów- od ludzi po elfy i kotołaki. Dla młodzieży. Zazwyczaj 1-2 serie po 20 kilka epizodów, choć zdarzają sie dłuższe. Każde ma swoją niepowtarzalną fabułe oraz historie. Niektóre mogą być na początku podobne, jednak większość w końcu rozwija swoje własne dzieje. Większość nie kończy sie dobrze. Widoczną cechą tego gatunku jest to, że co najmniej
jeden z bohaterów jest pół sierotą lub sierotą- stracił ich/go/ją w tragicznych okolicznościach/ wypadku itp. Anime czasem niewiele odbiega od naszych realiów, przyciągając nowych widzów. Jeśli masz pytanie, to pytaj albo mnie albo Google :3

Bajka- zazwyczaj krótka, wieloodcinkowa historia ludzi lub zwierząt(które gadają). Jest przeznaczona dla dzieci(0-10-12 lat). Mimo dużych kłopotów bohaterów nie ma rozlewu krwi, a wszystkie przygody kończą sie dobrze, zło zawsze zostaje pokonane przez dobro- sielanka pełną gębą.
Postacie są uśmiechnięte i zawsze pomocne. Służą radą- optymiści.
Starsi widzowie widzą w nich po latach zupełnie inne rzeczy niż gdy mieli kilka lat.

Każdy napewno zna jakąś bajke. Nie można nazwać" chińską bajką" anime nie znając fabuły.

wtorek, 27 maja 2014

Nowa? Fanfic FMA OC

Akcja nie powiązana z tym anime, zmyślone.

Widziała ich kilka razy. Ludzie o niezwykłej sile. Niezwykłych zdolnościach. Choć wyglądali jak ona, to różnica między nimi była ogromna.
Jeden szczegół wbił jej sie w pamięć- ten niezwykły znak. Drugą rzeczą były te czerwone pasy, które mieli niektórzy z tej bandy.
Przy ich pierwszym spotkaniu,zupełnie przypadkowym, dostrzegła ten znak na języku jednego z nich oraz nad piersią drugiej. Postanowiła to narysować i sama sobie zrobić to arcydzieło. Wybrała miejsce na lewej łopatce, na samym jej środku. Poprosiła znajomego, aby wytatuował jej ten znak na czerwono, tak jak mają to oni.
Przefarbowała włosy na czerwono oraz żelem zrobiła je na kolce, nakładając opaskę ze znakiem miłości na czole. Przekreślonym.
Chciała sie do nich jak najbardziej upodobnić.
Po kilku dniach osiągnęła zdumiewający efekt.
***
Obserwowała ich, mając nadzieje na to,że któryś z nich jej nie dorwie. Po jakimś czasie ustaliła, że mają oni imiona od 7 grzechów głównych.
Jej spojrzenie stało sie puste, gdy widziała że bez żadbych zachamowań mordują setki ludzi.
Jak tworzą z nich coś,co potem jedzą.
-fuuu!!!- wymsknęło jej sie,gdy zaczeli to jeść.
-zastanawiałem sie, ile wytrzyma- rzekł Envy, oblizując wargi po smakołyku. Podszedł do jej kryjówki, jednocześnie miażdżąc ją wzrokiem.
Ona stuliła sie,przykrywając sie swoim płaszczem.
-czego chcesz?-spytała.
- co ty tu robisz? Po co nas śledzisz?
Nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na nich.
-odpowiadaj!- Lust trzepnęła ją swymi pazurami zostawiając soczyste pręgi na jej plecach, niszcząc płaszcz.
Wtedy ujrzeli tatuaż Oroborosa- znak homunkulusa.
Ujrzeli też łzy w tych fioletowych, nie skalanych krwią tęczówkach. To ich na chwilę wytrąciło z równowagi i dało jej czas na ucieczke.
Biegła przed siebie, mimo iż obraz rozmazał jej sie od łez. Od łez spotęgowanych bólem i bezsilnością wobec zaistniałej sytuacji.
***
Gdy Hank- jej kumpel tatuażysta zobaczył jej ciężki stan, oniemiał. Nie wiedział czy to z bezsilności czy z wściekłości.
Mimo iż podejrzewał taki koniec jej przygody, to  nie wiedział co robić.
***
W międzyczasie Homunki szukały nowego rzekomego członka.
Miały co prawda wąty, bo ona nie leczyła sie tak jak one, jednak miała ich znak. Więc wg ich logiki(xD) powinna być jednym z nich. Nie wiedzieli co potrafi więc chcieli na spokojnie jej poszukać i pogadać.
Nawet Gluttony miał zakneblowaną jape na wszelki wypadek.
***
Tymczasem ona była opatrywana przez Hanka. Płacz przerodził sie w szloch by zaraz dać miejsce snom, które nie były spokojne.
Jej sny były tak realne,że niemal mogła dotknąć każdej widzianej w nich zjawy.
***
Po dwóch dniach pieczołowitych poszukiwań znaleźli ją przy studni. Badnaż zasłaniał jej całą klate.
Nuciła melodie, którą pamiętała z dzieciństwa:
Szła dzieweczka do laseczka, do zielonego, ahaha, do zielonego,ahaha, do zielonegoo.
Gdy kończyła te jakże zacną piosnkę, przez przypadek wiadro wyleciało jej z rąk, upadając w krzaki.
A tam nasza wesoła banda czychała na niewiaste nieustalonego pochodzenia.
Wrath złapał ją w klatke za pomocą alchemii.
- jesteś jedną z nas?- bardziej spytał niż stwierdził Pride.
Ona skuliła sie zatykając uszy.
- nie bój sie, nie skrzywdzimy cie- Sloth spojrzała na Lust.
-s-skąd mam wiedzieć, że nie łżesz?-zapytała.
- uwierz mi... jak ci na imie?
- Lisa...Lisa Rockbell- odpowiedziała.
- ty jesteś rodziną tej Rockbell od stalowego knypka i tej puszki?- spytał Envy.
-nie wiem o kim mowa... moi rodzice wyrzekli sie mnie na rzecz swoich ideałów. Twierdzili że rodzice powinni mieć syna a nie córke.
Miałam 5 lat gdy Hank mnie znalazł. Od tamtej pory chodze gdzie chce i kiedy chce.- odparła z wyrzutem.
- więc jesteś jakby efektem ubocznym, tak?- pytał Greed.
- można to tak ująć...a co?
- witaj w naszych szeregach!- zarząził Ojciec, który pojawił sie z nikąd.
- aaaaa!- krzyknęła.
***
Dni mijały, a ona otrzymała to czego chciała-

Stała sie istotą niezwykłą, dzięki kamykowi filozofów.
***
Edzio po tygodniach zmagań w końcu sie skapnął gdzie szukać zapłaty za to co stracił- miał to cały czas przy sobie xD.
Tak oto każdy kto tego pragnął, rozpoczął nową ścieżkę życia, krocząc teraźniejszością ku niepewnej przyszłości.

Tititutu to na tyle.

niedziela, 4 maja 2014

" Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam "

Aomine Daiki.
Chłopak z wielkim talentem. Pewny, że nigdy nie spotka godnego siebie przeciwnika.
Niestety, zbytnia pewność siebie może zgubić nawet tyrana.
W drugiej klasie liceum zaczął wątpić w swoje talenty, opuszczał treningi przekonany, że jak będzie dalej trenować, to nikt go nie pokona.
Nie przypuszczał, że jednak może się mylić.
Wracał właśnie do domu po niezbyt ciekawych lekcjach.
Był piątek, więc postanowił wpaść na boisko.
Ten, kogo zobaczył… to wryło go zupełnie. Ktoś, kto wyglądał… który był jego lustrzanym odbiciem, stał tam. Grał w koszykówkę.
W sport do niedawna tak uwielbiany przez asa Pokolenia Cudów.
Zbliżył się do ogrodzenia, wpatrzony w ten niecodzienny widok.
Był wyższy od niego. Był skupiony. Emanowała od niego radość.
Gdy biegł kozłując do celu, był kimś, kogo Daiki zatracił dawno temu. Był osobą, która nie patrzyła na wynik, lecz na dobrą zabawę.
Kilkanaście minut później było już po meczu.
-Shin-chaan!- krzyknął jakiś chłopak z przeciwnej drużyny-jeszcze cię pokonam!
- Gadaj sobie, Momo!.
-Nie nazywaj mnie Momo!- wściekły podciął go, po czym odszedł. Ten podniósł się i zaczął się śmiać.
- hahahhaha! Momo nie potrafi się bawić!- otrzepał się i zobaczył Aomine.- joł!
-….
-Co tak stoisz, brachu? Chcesz zagrać ze mną?- po chwili namysłu zgodził się.
Aomine na początku grał ostrożnie, ale gdy Shin zdobył pierwsze punkty, postanowił postawić na swoją destrukcyjną siłę i szybkość. Zaczęła się walka. Daiki grał zaślepiony żądzą zwycięstwa, a Shin bawił się.
-Shintaro Nama- przedstawił się, gdy skończyli grę. Wynik: 20:24 dla Namy.
- Aomine Daiki- odpowiedział, zdyszany.
- Może jeszcze kiedyś zagramy, Ao?- Shin lubił nadawać ludziom zdrobnienia.
-Może… i nie nazywaj mnie tak!- oburzył się. Tamten wystawił mu rękę tak, aby przybił żółwika. Wtedy Daiki przypomniał sobie czasy w Teiko.
-Ziemia do Ao! Ktoś tu idzie!- i klepnął go w plecy.
Tym kimś okazał się Taiga i Tetsuya. Podeszli do nich i tak stali.
-yyyy…-zaczął Kagami- to twoja rodzina?- Shin uśmiechnął się przyjaźnie do czerwonowłosego.
- hahahhahhaha!- zaśmiał się sobowtór- ja mam tylko siostrę, Nami, ale ona jest w USA… Jest w III gimnazjum. Ao byłby kiepską siostrą, hahahaha!- klepnął Taige w plecy.
Kuroko wpatrywał się w przybysza. Tak bardzo przypominał mu przyjaciela… Podszedł do niego.
- Tetsuya Kuroko- przedstawił się wyciągając dłoń do uścisku.
- Shintaro Nama- wystawił dłoń do przybicia żółwika, jak wcześniej z Daikim. Widmowy zawodnik był w szoku, przybijając żółwika.
Od tamtego dnia Shin grał z drużyną Seirin, świetnie się bawiąc każdym rzutem, podaniem, skokiem.
****
Zbliżały się drugie Mistrzostwa Zimowe liceów. Pokolenie Cudów rozproszone po różnych szkołach przygotowywało zupełnie inną taktykę, która miała im dać zwycięstwo.
Aomine, ku zaskoczeniu drużyny, zaczął trenować. Mimo to nie dawało mu to satysfakcji z gry. Jego koledzy nie mogli się z nim równać, dlatego grał od niechcenia.
Dni mijały. Pokolenie Cudów po raz drugi pokazało na co je (ich) stać.
Tym razem jednak nie spotkali się na boisku w tych samych składach co rok temu.
Seirin vs Rakuzan, Midorima vs Kise, Aomine vs Murasakibara, a reszta szkół rywalizowała o przejście dalej w wielkim pocie czoła.
Seirin wygrało z Rakuzan, dzięki destrukcyjnej sile Kuroko, Taigi i Namy. Kise wygrał z Midorimą, dzięki swoim ulepszonym zdolnościom, które szlifował dzień w dzień po ostatniej przegranej z Aomine. Murasakibara wygrał z Aomine, co bardzo zdziwiło obu. Mura-chin zagrał tylko dlatego, że drużyna go o to męczyła- po przegranej w półfinale, rok temu, z Seirin, odechciało mu się grać.
Tak oto w półfinale spotkał się Nama z Aomine oraz Kise z Wielkimi Faulującymi Królami( chodzi o tych, co wygrywają poprzez częste faule, ale sędzia tego nie widzi).
Kise wygrał bez problemu wiedząc, że jego przeciwnicy cały czas stawiają na jedną taktykę, nie myśląc o polepszaniu swoich talentów. Gra z jedną kartą w pokera to nie gra.
Za to Seirin i drużyna Aomine walczyli jakby grali o Złote Kalesony xD
Żaden nie chciał odpuścić. Żaden nie chciał przegrać.
Daiki nie był w tej chwili już niczego pewien. Ani swojej siły, ani zwycięstwa. Z takim przeciwnikiem wszystko było możliwe.

Mecz zakończył się ledwo zwycięstwem Seirin, po rzucie Namy. Ciało Aomine odmówiło posłuszeństwa. Wynik: 80:82.
Czy człowiek jest zdolny wznieść się ponad swoje słabości? Ponad to co go ogranicza?
Podążać drogą obraną od początku do końca przez siebie, bez niczyjej pomocy?
Aomine zmienił się jeszcze bardziej po tym meczu. Przypomniał sobie co to radość z gry.
Przypomniał sobie, co znaczy przyjaźń. Przypomniał sobie, że jest człowiekiem i nim pozostanie do końca.

Tak, to trochę głupio wyszło, wiem +.+
Wiem też, że moje opowiadania nie są długie, ale wolę pisać krótko a ciekawie, niż rozwodzić się na 100 stron i lać wodę.
Nie chciało mi się pisać który Cudak jest z której szkoły :p

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rodzina 2

p>
Iro był podekscytowany nowym lokum. Lecz było mu dalej do jego bliskich. Jednak jego obawy były bezpodstawne. Hana i Hinata często go odwiedzały. Czas mijał. Pewnego razu, gdy Mira była ze swoim dzieckiem na spacerze, coś sie stało. Polane spowiła gęsta mgła. Iro przepadł bezgłośnie, a Mira oszołomiona nie mogła sie ruszyć. Po chwili mgła zniknęła tak nagle jak sie pojawiła. Hatake powoli rozejrzała sie wokół. Coś kazało jej wrócić. Jeszcze do niej nie dotarło to, co sie stało. A obserwował ją Momochi Zabuza wraz ze swym sługą Haku,którego każdy inny człowiek myli z kobietą(o Deidara znajdzie bratnią dusze xD).
-Zabierzmy go do Paina- zarządza Zabu(tak, Zabuza chwilowo pracuje dla Akasiów). Zgarniają małolata i idą do kryjówki. Byli na próbie, która zakończyła sie sukcesem(wg Zabu i Haku). Mieli zgarnąć członka Hyuga, a mianowicie dziecko, bo to łatwy cel. Iro był nieprzytomny i do szyi zawinięty w bandaże, aby nie mógł tak łatwo uciec.
-mamy go szefie-Momochi rozpoczyna rozmowe kwalifikacyjną. Haku siedzi cicho, trzymając Iro.
-kiedy sie obudzi?- pyta Nagato(Pain).
- powinien za kilka minut. Może uzgodnimy...
- nic nie będziemy uzgadniać, dopóki nie będe pewny, że to Hyuga- zakończył Pain- ale mogę cię przedstawić członkom Akatsuki. I tak oto Dei ujrzał Haku. Można powiedzieć, że była to obustronna miłość od pierwszego wejrzenia x). - hej jestem Deidara Douhito- przedstawia sie szarmancko blondyn.
-Haku- przedstawia sie brunet, próbując go pocałować w dłoń.
-blee-reaguje tamten.
-JESTEŚ FACETEM?!!!-wykrzykują w tym samym momencie.
- wiedziałem że tak będzie- mówi lider- szkoda że nie wziąłem kamery- pedofil face. Aaaaa- Dei ucieka.
-witamy w Akatsuki- mówi Konan. Zabu i Haku sie kłaniają. - Deia już poznaliście, lidera też...jest jeszcze lalkarz Sasori Akasuna, człowiek-zombi Kakuzu, roślinka Zetsu(trzeba go podlewać co kilka dni, bo inaczej zeschnie), ja, Itachi Uchiha i masochista Hidan...
W tym czasie Pain poszedł zobaczyć co z nowym gościem. Ten już sie wybudził, ale był oszołomiony.
-kim jesteś?- rinnengan nie znał sprzeciwu.
-Iro Hata..ke- odparł zmulony dzieciak. Puff...Pain zniknął w chmurce.
-wy dekle!-zaczął sie drzeć- czy porwanie dziecka Hyuga to dla was wyczyn rangi A?!
- Iro Hyuga-zaczął Zabuza- on nazywa sie Iro Hyuga.
- ja pier... -zaczął rudy(a rude jest wredne)- macie przestarzałe dane, idioci!-zamknął ich w kamiennej klatce- ten dzieciak był wychowywany przez klan Hyuga, ale nie ma tego kekkei genkai!!!- wkurzył sie jak po zobaczeniu swoich zdjęć przerobionych w fotoszopie.- macie ich wywalić stąd!-rozkazał, po czym wykasował im pamięć z tego dnia.
***
Tymczasem w Konoha... Mira przechadzała sie po mieście z dziwnym przeczuciem, że o czymś zapomniała.
-a racja musze kupić mięso na obiad!
Że kogoś zgubiła.
O kimś zapomniała.
-SEIJIII!-wrzeszczała na pół wiochy.
-CZEGOO?!-odkrzyknął. Miał mokre włosy i był owinięty ręcznikiem.
-Iro nie ma! Widziałeś go?
-a nie był z tobą? Przecież byłaś z nim na spacerze-spojrzał na nią dziwnie. Dopiero wtedy to do niej dotarło. W mgnieniu oka była obok brata. Tak sie wzdrygnął, że ręcznik mu spadł z... miejsca poniżej pleców.
Aaaaa!!!-rzuciła w niego poduchą, przez co sie przewrócił. Wziął ręcznik i poszedł do łazienki, nie zapominając o zamknięciu drzwi na klucz. To ona go przestraszyła...
***
Tymczasem u Akasiów...
Zetsu i Ma...eee.. Tobi odeskortowali tzw. Shinobi do jakiegoś odległego zadupia.
Pain chciał wysłać Douhito, ale ten stwierdził, że z transem sie zadawać nie będzie.
-Tobi to dobry chłopiec! Umie zrobić wiele. Umie ciasto upiec. Znają go przyjaciele. Jestem pomidoreem, zjedz mnie prosze zjedz! Mam witamin kupe...*- śpiewał po drodze.
Zetsu niestety musiał tego słuchać.
W siedzibie Kakuzu już przeliczał szczeniaka na złotówki.
***
Następnego dnia Kakashi, jego drużyna, Mira i Seiji ruszyli na poszukiwania. Zaczeli od polanki. Kakasz przywołał psy, które złapały trop. Zmierzali do celu.
Wieczorem byli już na miejscu. Seiji rozwalił głaz z kopa. Weszli, nie wiedząc gdzie są. Rozdzielili sie, przeszukując po kolei wszystkie pomieszczenia. Na samym końcu razem wparowali do lidera, gdzie znajdowało sie całe towarzycho z Iro związanym i odurzonym pod ścianą.
- o, jesteście- zaczęła Konan- to nawet lepiej, i tak nic nie chciał mówić. Widze że jest z wami Jinhuriki. Sweet. Nie musimy sie fatygować!- Nagato dał znać i zaczęła sie walka. Jednak lider nie był taki głupi i użył małego jako żywej tarczy. Shinobi Konohy byli w potrzasku. Jednak rodzeństwo, mimo niedawnego incydentu, zrozumiało sie bez słów. Ona zaatakowała z ziemi, on z powietrza.
Chidori i rasengan. W ciągu sekundy połączyły sie rażąc wszystkich po oczach. Hatake w tym czasie uaktywnił sharingana i zabrał chłopca, wykorzystując chwile dezorientacji przeciwnika. Ich rządza mordu wzrastała z każdą sekundą. Szybko załatwili papierową dame, kanciarza i Hidana. Z Painem i Itachim nie poszło tak łatwo. Uchiha złapał ich w genjutsu i zwiali w mgnieniu oka. Sasuke po paru minutach udało sie to anulować. Wszyscy zajeli sie Iro, który miał napady drgawkowe. Sakura, jako medic ninja, zbadała go.
- w jego ciele krąży rzadka trucizna. Musimy szybko dotrzeć do szpitala. Nie wiem ile jeszcze wytrzyma...-wyznała.
***
Musiała zrobić nacięcie pod żebrami, aby wpuścić do jego organizmu chakre i wyciągnąć trucizne w miare szybko(tak jak z Kankuro w shippuuden) i bezboleśnie. Przy tej operacji krzyczał. Spinał każdy zdolny do tego mięsień. Jego ciało było na skraju przytomności. Po każdej wyciągniętej dawce trucizny ciężko oddychał jak po długim biegu. Nie powstrzymywał łez. Nie chciał marnować na to sił. W końcu po prawie godzinie roboty i starannym przebadaniu przez kunoichi było po wszystkim. Podczas ostatnich minut ciało stało sie bezwładne niczym lalka. Sakura i Tsunade, która przybyła niedawno, uspokajały matke, która wpadła w histerie. Seiji i Kakashi przytrzymywali ją, a Tsunade podała silną dawke leku uspokajającego. Chłopcu Sakura podała tlen i podłączyła płyny.
***
Seiji wraz z własnym oddziałem ANBU,który sam szkolił, szukali pozostałych członków Akatsuki. Po drodze załatwili Zetsu, a Tobi zwiał. Gdy spotkali Paina i Itacza, nie było litości. Łzy siostry były dla niego niczym najgorsza trucizna. Nie czuł nic,zabijając, co mogłoby utrzymać przy życiu Paina. Itachi uciekł dzięki kekkei genkai. Słuch po nim zaginął. Tak samo po Tobim. Spotkali sie dopiero wiele lat później,każdy tylko z jednym celem: zabić! Rozpoczęła sie wojna. (Iro rósł w siłe pod okiem przyjaciół i rodziny.)--> Nadszedł czas,aby sprawdził co mu dała szansa na dalsze życie.
* pierwsza część piosenki Tobiasza zmyślona, aby sie rymowało. Druga to piosenka z Ach ten Andy!
Oczywiście fanfik to fanfik- autor może zmienić fabułe tak jak mu sie podoba. W moim Zabuza i Haku żyli sobie gdzieś tam potem.

KONIEC.




Jeśli masz pomysł to narysujesz co zechcesz :)