Akcja nie powiązana z tym anime, zmyślone.
Widziała ich kilka razy. Ludzie o niezwykłej sile. Niezwykłych zdolnościach. Choć wyglądali jak ona, to różnica między nimi była ogromna.
Jeden szczegół wbił jej sie w pamięć- ten niezwykły znak. Drugą rzeczą były te czerwone pasy, które mieli niektórzy z tej bandy.
Przy ich pierwszym spotkaniu,zupełnie przypadkowym, dostrzegła ten znak na języku jednego z nich oraz nad piersią drugiej. Postanowiła to narysować i sama sobie zrobić to arcydzieło. Wybrała miejsce na lewej łopatce, na samym jej środku. Poprosiła znajomego, aby wytatuował jej ten znak na czerwono, tak jak mają to oni.
Przefarbowała włosy na czerwono oraz żelem zrobiła je na kolce, nakładając opaskę ze znakiem miłości na czole. Przekreślonym.
Chciała sie do nich jak najbardziej upodobnić.
Po kilku dniach osiągnęła zdumiewający efekt.
***
Obserwowała ich, mając nadzieje na to,że któryś z nich jej nie dorwie. Po jakimś czasie ustaliła, że mają oni imiona od 7 grzechów głównych.
Jej spojrzenie stało sie puste, gdy widziała że bez żadbych zachamowań mordują setki ludzi.
Jak tworzą z nich coś,co potem jedzą.
-fuuu!!!- wymsknęło jej sie,gdy zaczeli to jeść.
-zastanawiałem sie, ile wytrzyma- rzekł Envy, oblizując wargi po smakołyku. Podszedł do jej kryjówki, jednocześnie miażdżąc ją wzrokiem.
Ona stuliła sie,przykrywając sie swoim płaszczem.
-czego chcesz?-spytała.
- co ty tu robisz? Po co nas śledzisz?
Nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na nich.
-odpowiadaj!- Lust trzepnęła ją swymi pazurami zostawiając soczyste pręgi na jej plecach, niszcząc płaszcz.
Wtedy ujrzeli tatuaż Oroborosa- znak homunkulusa.
Ujrzeli też łzy w tych fioletowych, nie skalanych krwią tęczówkach. To ich na chwilę wytrąciło z równowagi i dało jej czas na ucieczke.
Biegła przed siebie, mimo iż obraz rozmazał jej sie od łez. Od łez spotęgowanych bólem i bezsilnością wobec zaistniałej sytuacji.
***
Gdy Hank- jej kumpel tatuażysta zobaczył jej ciężki stan, oniemiał. Nie wiedział czy to z bezsilności czy z wściekłości.
Mimo iż podejrzewał taki koniec jej przygody, to nie wiedział co robić.
***
W międzyczasie Homunki szukały nowego rzekomego członka.
Miały co prawda wąty, bo ona nie leczyła sie tak jak one, jednak miała ich znak. Więc wg ich logiki(xD) powinna być jednym z nich. Nie wiedzieli co potrafi więc chcieli na spokojnie jej poszukać i pogadać.
Nawet Gluttony miał zakneblowaną jape na wszelki wypadek.
***
Tymczasem ona była opatrywana przez Hanka. Płacz przerodził sie w szloch by zaraz dać miejsce snom, które nie były spokojne.
Jej sny były tak realne,że niemal mogła dotknąć każdej widzianej w nich zjawy.
***
Po dwóch dniach pieczołowitych poszukiwań znaleźli ją przy studni. Badnaż zasłaniał jej całą klate.
Nuciła melodie, którą pamiętała z dzieciństwa:
Szła dzieweczka do laseczka, do zielonego, ahaha, do zielonego,ahaha, do zielonegoo.
Gdy kończyła te jakże zacną piosnkę, przez przypadek wiadro wyleciało jej z rąk, upadając w krzaki.
A tam nasza wesoła banda czychała na niewiaste nieustalonego pochodzenia.
Wrath złapał ją w klatke za pomocą alchemii.
- jesteś jedną z nas?- bardziej spytał niż stwierdził Pride.
Ona skuliła sie zatykając uszy.
- nie bój sie, nie skrzywdzimy cie- Sloth spojrzała na Lust.
-s-skąd mam wiedzieć, że nie łżesz?-zapytała.
- uwierz mi... jak ci na imie?
- Lisa...Lisa Rockbell- odpowiedziała.
- ty jesteś rodziną tej Rockbell od stalowego knypka i tej puszki?- spytał Envy.
-nie wiem o kim mowa... moi rodzice wyrzekli sie mnie na rzecz swoich ideałów. Twierdzili że rodzice powinni mieć syna a nie córke.
Miałam 5 lat gdy Hank mnie znalazł. Od tamtej pory chodze gdzie chce i kiedy chce.- odparła z wyrzutem.
- więc jesteś jakby efektem ubocznym, tak?- pytał Greed.
- można to tak ująć...a co?
- witaj w naszych szeregach!- zarząził Ojciec, który pojawił sie z nikąd.
- aaaaa!- krzyknęła.
***
Dni mijały, a ona otrzymała to czego chciała-
Stała sie istotą niezwykłą, dzięki kamykowi filozofów.
***
Edzio po tygodniach zmagań w końcu sie skapnął gdzie szukać zapłaty za to co stracił- miał to cały czas przy sobie xD.
Tak oto każdy kto tego pragnął, rozpoczął nową ścieżkę życia, krocząc teraźniejszością ku niepewnej przyszłości.
Tititutu to na tyle.

